W ten sposób Daulton dowiódł sobie oraz otoczeniu, że choć nie ma głowy do nauki, posiada wrodzoną smykałkę do biznesu. Zarabiał już przecież do tysiąca dolarów tygodniowo i w szybkim tempie osiągał pozycję największego i najbardziej operatywnego handlarza narkotyków w południowej części Zatoki Los Angeles. W języku tamtych czasów stał się „człowiekiem śniegu”, od śnieżnej bieli kokainy. Gdy ktoś mówił „snowman”, wszyscy myśleli: Daulton Lee, czyli Bałwan.

 

Chris na rozdrożu

Chris Boyce znalazł się na dobre w kręgu Daultona Lee w ostatnich klasach high school. Zostali przyjaciółmi i zaczęli spędzać czas razem, jeszcze zanim starszego z nich nie pochłonął niemal całkowicie narkotykowy biznes. Obaj znali się od dziecka, służyli razem do mszy; ich rodziców łączyła głęboka religijność, podobny poziom zamożności oraz bliskie sąsiedztwo. Daulton nie oparł się pasji swego przyjaciela do wypraw z sokołem nad ocean i na pustynię, więc chętnie brał w nich udział. Chris miał z tego coś w zamian: darmową marihuanę, gdyby chciał – w nieograniczonych ilościach, choć nigdy w pełni nie korzystał z tej możliwości, a kokaina jeszcze go nie kusiła.

Niespodziewanie dla wszystkich w tym samym czasie Chris wyraźnie stracił zainteresowanie nauką, co od razu odbiło się na jego wynikach. Dotychczas najlepszy uczeń w klasie, zaczął otrzymywać słabe stopnie, zwłaszcza z matematyki, fizyki, biologii i języków obcych, a więc przedmiotów wymagających znacznego nakładu pracy. Chris najwyraźniej obniżył loty, a jego rodzice winą za to obciążali szkodliwy wpływ Daultona. Niepokoił ich ten kudłaty, dziwny chłopak, podjeżdżający często pod ich dom w niebieskim Cadillacu. „Ludzie oceniają cię po przyjaciołach…”- ostrzegała matka, lecz Chris wyrobił już w sobie lojalność wobec Daultona. Rodzice przenieśli więc go do Rolling Hills High, innej szkoły średniej w sąsiedztwie. Wcale to nie pomogło, bo Chris i Daulton spotykali się regularnie po szkole i oddawali się swoim pasjom.

Stała obecność Daultona nie powodowała jeszcze dostrzegalnych zmian w charakterze Chrisa. Na tym etapie ich znajomości pozostał tym samym, dbałym o swój wygląd chłopakiem, o dobrych manierach, uporządkowanym myśleniu, niezmiennie ambitnym i oddanym religii. Zwyczajem amerykańskich nastolatków, pracował w każdej wolnej chwili po szkole, jako pomocnik w sklepie alkoholowym. Liczne rodzeństwo widziało w nim idola i brało z niego przykład.

 

To on prowadził rodzinę na niedzielne msze. Przyjaciele żartowali, że to on będzie pierwszym amerykańskim papieżem.

Po skończeniu high school Chris miał jednak ciągłe kłopoty ze znalezieniem właściwego miejsca dla siebie. Próbował różnych szkół, lecz bez powodzenia. Wpierw był to Harbor Junior College, gdzie znów pokazał, że potrafi się uczyć i osiągnął świetne wyniki. Jednak zrezygnował po pierwszym semestrze i jesienią 1972 roku wstąpił do Loyola University, jezuickiej uczelni, w której kiedyś studiował jego ojciec. Po roku upajania się religijną atmosferą stale obecną w salach wykładowych, raptem zmienił zdanie. Następnej jesieni był już studentem California Polytechnic State University, gdzie znów wytrwał zaledwie rok.

Stało się oczywiste, że dwudziestoletni chłopak znajduje się na rozdrożu i potrzebuje pomocy w znalezieniu właściwego kierunku. Rodziców nie zdziwiło, gdy w czerwcu 1973 roku postanowił na czas nieokreślony przerwać naukę, znaleźć pracę, zgromadzić oszczędności i dopiero wtedy wstąpić na jakąś dobrą uczelnię, by rozpocząć poważne studia, najlepiej prawo. Lecz skoro praca, to jaka? Przecież nie obracanie hamburgerów na rusztach w McDonalds’ie lub wystawanie przy kasie w supermarkecie.

Aby osiągnąć właściwy cel, ojciec Chrisa nie zawahał się przed wykorzystaniem rozległej sieci znajomości. Już po kilku telefonach jego dobry kolega załatwił dla Chrisa pracę w kompanii TRW Defense and Space System Group, zajmującą się oficjalnie badaniami nad sprzętem do lotów kosmicznych. Prawdziwy cel działania tej instytucji rzeczywiście miał wiele wspólnego z kosmosem: kompania TRW prowadziła na zlecenie Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) program szpiegostwa satelitarnego, opatrzonego formułą najwyższego utajnienia.

Tadeusz Wójciak

Na kolejną, trzecią część historii zapraszamy jutro. Nie przegap!

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]