Już jako nastolatek budził niepokój. Rodzice jego kolegów zapamiętali go jako nerwowego chuligana. Z zacietrzewieniem walczył o swoje racje i rozpychał się jak szaleniec. Gdy złapał piłkę na futbolowym boisku, leciał z nią aż padł, bez chęci podzielenia się sukcesem z innymi kolegami z drużyny. Wszyscy się go bali.

Chłopcy skarżyli się, że bije z byle powodu, a ich rodzice postrzegali to w sposób jednoznaczny: ten ładny wysoki chłopak z długimi rudawymi włosami zachowywał się jak bandyta. Na wojnie nie miał okazji się wykazać (z tej choćby przyczyny, że wszystkie stare wojny toczone przez Amerykę właśnie się pokończyły, a nowe jeszcze nie zaczęły), z wyjątkiem kilku drobnych uchybień dyscyplinarnych szeregowiec Berkowitz był żołnierzem przeciętnym. O zostaniu bohaterem nie było już mowy. Podczas służby wojskowej nic nie wskazywało na tak szokujący obrót jego życia w niedalekiej już przyszłości. Przez niemal rok służył w Korei, gdzie patrolował ze swym oddziałem strefę zdemilitaryzowaną, rozdzielającą wolny świat od komunistycznego wroga.

Tam, co udało się wydobyć od niego psychiatrom w późniejszym czasie, doświadczył po raz pierwszy i ostatni w życiu seksu z kobietą, jakąś lokalną prostytutką, zarażając się od razu chorobą weneryczną.

Jak zaświadczyli później inni żołnierze z jego oddziału, Dawid był właściwie typem samotnika, nie podzielającego powszechnego entuzjazmu do regularnych wypraw na wiejskie dziwki oraz do ciągłego picia alkoholu, czy zażywania narkotyków. Podobnie oceniło go żołnierskie środowisko z okresu służby w Fort Knox w stanie Kentucky.

Gdy przygoda z wojskiem skończyła się w czerwcu 1974 roku, Dawid powrócił do Nowego Jorku. W armii nauczono go strzelać, w czym osiągał dobre wyniki. Technika strzelania do ludzi miała mu się przydać już wkrótce, lecz na razie były żołnierz musiał posiąść umiejętności funkcjonowania w cywilnym życiu, i to w takim molochu jak Nowy Jork.

W środowisku wielkiego miasta Dawid wykazał umiejętności przetrwania charakterystyczne dla małego dziecka zagubionego w dżungli. Coś próbował robić, coś studiować, a ponieważ nie miał żadnych dyplomów, ciągle zmieniał pracę. Zamiast znaleźć swe miejsce w życiu, gubił się niemal z dnia na dzień.

Po wyjeździe ojca z żoną Julią na Florydę był żałośnie samotny, dokuczliwie samotny. Stworzył swój świat, w którym tłumiona od tak dawna agresja wobec otoczenia przybierała coraz wyraźniej chorobliwe objawy.

„Drogi Tato – pisał Dawid do Nathaniela Berkowitza, odpoczywającego po trudach życia na słonecznej Florydzie. – Jest tu strasznie. W Nowym Jorku jest wręcz upiornie. Zimno i ponuro. Straszna zima w tym wielkim mieście, a pogoda wpływa na mój niezmiennie zły nastrój. Tato, ten świat robi się coraz bardziej ponury. Ludzie zaczynają mnie nienawidzieć. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo mnie nienawidzą. Niektórzy zdradzają taką chęć, by mnie zabić. Nawet nie ukrywają  tych zamiarów. Choć ich nie znam, oni i tak mnie nienawidzą i bez wątpienia pragną mej śmierci. To dziwne, ale są to przeważnie młodzi ludzie, tacy jak ja. Gdy idę ulicą, oni plują na mnie i wykonują agresywne gesty, jakby chcieli mnie skopać. A dziewczyny… One są najgorsze. Dziewczyny twierdzą, że jestem brzydki i dokuczają mi najbardziej. Faceci dokładają się do tego wszystkiego, po prostu wybuchając śmiechem. Ale tak czy inaczej sprawy już wkrótce zmienią się na lepsze”.

 

Sprawy rzeczywiście chwilowo zmieniły się na lepsze, gdy pod presją niewiarygodnej samotności Dawid wykonał drobiazgową robotę śledczą i odnalazł prawdziwą matkę. Betty niemal oszalała ze szczęścia. Dawid liczył na to, że matka z siostrą przyjmą go pod dach rodzinnego domu i odpłacą mu godnie za popełniony błąd i wyrządzone mu krzywdy. Skończyło się jednak na serii emocjonalnie naładowanych wizyt, po czym Dawid przestał odwiedzać „niewdzięczną” matkę, a cała sprawa jeszcze bardziej pogłębiła jego frustrację.

 

Psy, demony oraz ich władca

Już wówczas, gdy pisał ten dramatyczny list do ojca, Dawid – były żołnierz i wyszkolony snajper – znalazł się w stanie wojny ze swoim miastem. Na początek zaczęło mu dokuczać szczekanie i wycie psów. Do nich Dawid miał uraz z dzieciństwa; w wieku chyba dziesięciu lat został dotkliwie pogryziony przez psa sąsiadów. Teraz, jako dorosłego człowieka, pogryzł go pies pilnujący terenów w firmie I.B.I. Security, gdzie Dawid był strażnikiem. Temu stworzeniu szybko wybaczył i nawet się z nim zaprzyjaźnił. Wziął natomiast na cel niemieckiego owczarka ujadającego niemal bez końca na wybiegu pod oknem jego wynajmowanego mieszkania na Barnes Avenue w Bronxie. To niewinne psisko stało się obiektem jego dziwacznej fascynacji.

Bowiem dla niego nie był to pies, lecz demon.

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze