Sterylizacji poddał się Steve, bo wychodziło to taniej. Jednak na fali uniesień po jednym z takich powrotów znowu zaszła w ciążę. Nastąpiły awantury; mąż podejrzewał ją o zdradę. Okazało się jednak, że to tylko zabieg sterylizacji jeszcze nie skutkował.

 

Diane przyjęła wiadomość o kolejnej ciąży w nastroju depresji.

– Miałam tylko dwadzieścia lat, a już dwoje dzieci – mówiła po latach w wywiadzie telewizyjnym. – Dziewczynki sprawiały ciągłe kłopoty wychowawcze. Mój mąż był rzadkim okazem sukinsyna. Czy mogłam sobie pozwolić na kolejny ciężar? Czy potrzebne byłoby jeszcze jedno niekochane dziecko? Zdecydowałam się na aborcję.

 

* * *

Już w rok później Diane pożałowała tej decyzji. Potrzebowała kolejnego dziecka jako sposobu na ucieczkę od beznadziejności. Psychiatrom zwierzała się później, że decydując się na przerwanie ciąży zabrnęła w ślepy zaułek. Czuła się osaczona. Znajdowała się w stanie depresji, w oczekiwaniu na jakikolwiek nagły zwrot w życiu nudnym i nieszczęśliwym. Narastało w niej uczucie wrogości do świata, do ludzi, zwłaszcza do mężczyzn. Jedynym wyjściem z tej zapaści mogła być kolejna ciąża.

Nie mogąc liczyć w tej sprawie na współpracę męża, Diane zaczęła rozglądać się za odpowiednim  „reproduktorem”. Był początek 1978 roku. Pracowała wtedy jako elektryk w wytwórni prefabrykowanych przewoźnych domków, wśród tabunów mężczyzn. Po raz pierwszy w małżeńskim życiu wreszcie ona zasmakowała niewierności. Po pracy kolejno „testowała” w łóżku kilku kolegów, jak twierdziła – z wyrachowaniem, wcale nie dla seksu, lecz w poszukiwaniu odpowiedniego kandydata na ojca. Obserwowałam ich uważnie przy pracy – wspominała później.

– Potrzebowałam takiego, który byłby nie tylko przystojny, atrakcyjny, zdrowy, wolny od narkotyków i alkoholu, lecz na dodatek silny, o doskonałych zębach i mięśniach. Jednym słowem – świetnego przedstawiciela gatunku. Rozpoznawałam więc teren w sposób wyrachowany, niemal kliniczny…

To przetrząsanie męskich zasobów załogi wytwórni domków Palm Harbor Mobile Home Company odbywało się niemal na oczach Stevena, zatrudnionego tam w mieszalni betonów. Nic nie mógł jednak zaradzić na raptem ujawnione instynkty łowieckie do niedawna tak spokojnej, wręcz potulnej żony. Jako osobnik bezpłodny nie liczył się wcale w porównaniu z ostatecznie wytypowanym reproduktorem. Został nim fabryczny czempion męskiej urody, 19-letni Mike Rowans, młodszy od Diane o cztery lata.

– Oczarowałam go bez większego trudu. Znałam mój cykl miesięczny, wystarczył więc jeden raz – i już byłam w ciąży! – chwaliła się Diane.

Później już tylko z rozpędu spędzała wieczory w łóżku kolegi z pracy. Steve bezsilnie pocił się z zazdrości, wyczekując pod apartamentowcem Rowansa na wyjście Diane, zmęczonej „podwójną szychtą”.

Zanim, tuż po Bożym Narodzeniu 1979 roku, na świat przyszedł synek Danny, Diane z coraz bardziej powiększającym się brzuchem obserwowała dzikie zagrywki swoich dwóch samców. Z początku obaj błagali ją, by poddała się aborcji, co ona wyszydzała śmiejąc się im w twarz. Potem Mike doszedł do wniosku, że ona chce urodzić z miłości do niego, więc się oświadczył i domagał się jej szybkiego rozwodu, by – jak na uczciwego mężczyznę przystało – ślubem pokryć wstydliwą sytuację swej ukochanej. Potem obaj mężczyźni stracili głowę dla złotowłosego chłopczyka. Mike chciał go widzieć codziennie, lecz Diane pozwalała mu tylko wtedy, gdy miała randkę z kolejnym wielbicielem. Steve usynowił chłopca i cieszył się, że ma go w domu na co dzień.

Natomiast Diane nauczyła się wreszcie życia, bo poznała kilka zagrywek, przy pomocy których mogła wreszcie wygrać swą bitwę ze światem. Zapragnęła pieniędzy, sławy i panowania nad mężczyzną, właściwie nad mężczyznami, bo tylko wielu z nich wchodziło w rachubę. Odkryła sposób:  to płodność, jej niesamowita płodność, zachodzenie w ciążę niemal na zawołanie, niemal na widok kowbojskich spracowanych dżinsów suszących się na płotach Arizony.

Tadeusz Wójciak

Na kolejną część historii o dramatycznych wydarzeniach ze Stanów Zjednoczonych zapraszamy już jutro. Nie przegap!

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]