W PRL-u każdy albo prawie każdy kombinował, jak umiał. Jednym z nielegalnych źródeł dochodów był przemyt i pokątny handel.

Chętnych na deficytowe towary nie brakowało. Dużą popularnością cieszyły się przede wszystkim artykuły luksusowe i przemysłowe. Na czarnym rynku doskonale sprzedawały się m.in. markowe dżinsy.

Przemyt kwitł m.in. w przygranicznych miejscowościach. Nie jest to specjalnie odkrywcze, ponieważ bliskość granicy stwarzała „naturalne” możliwości. Swoimi prawami rządziły się miasta portowe, ale też Podhale. Doskonałym materiałem na przemytnika był każdy, kto mógł bez problemu przekraczać granicę (młodym Czytelnikom przypominamy, że to wcale nie było takie oczywiste). Na przykład pracownicy linii lotniczych, marynarze, artyści czy sportowcy. Każda z tych grup miała spore możliwości kontaktu z zagranicą. Niektórzy jej przedstawiciele z nich korzystali, dorabiając na przemycie. Wymagało to pewnych umiejętności czy znajomości. Czasem trzeba było „dogadać się” z celnikiem…

Wtorki z naszym pismem zawsze są przyjemne, zwłaszcza, gdy do obiegu trafia nowy numer. Nie zwlekacie z zakupem.

Wiele ciekawych i intrygujących tematów kryminalnych znajdziesz  w najnowszym kwartalniku „Detektyw Extra” nr 3/2020 w sprzedaży od 21 lipca 2020 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze