Wiele osób straciło tam życie, a ci którzy ocaleli, nigdy nie wrócili do równowagi psychicznej. Trauma z pobytu w więzieniu w tureckim Diyarbakir sprawiła, że spora grupa  byłych więźniów na wolności popełniła samobójstwo.

W XIX wieku miejsce to było znane w całym ówczesnym Imperium Osmańskim jako więzienie polityczne. Po zamachu stanu z 12 września 1980 roku, doszło do licznych aresztowań. Wiele osób trafiło właśnie za mury Diyarbakiru. Osadzeni szybko przekonywali się, że samo pozbawienie wolności nie było najgorszym, co mogło ich spotkać…

Więźniom nie szczędzono tortur. Do najczęściej stosowanych należały: ciężkie i systematyczne bicie, rozbieranie do naga, przebywanie z owczarkiem niemieckim, który był przeszkolony do gryzienia intymnych części ciała. A także: rozciąganie, ściskanie lub miażdżenie kończyn, falaka (bicie po piętach), gwałty, wykorzystywanie seksualne przy użyciu pałek, kąpiele w kanalizacji więziennej, zmuszanie do jedzenia ludzkich ekskrementów, wstrząsy elektryczne, polewanie wodą pod dużym ciśnieniem…

Co najgorsze, nad osadzonymi w tak bestialski sposób znęcali się strażnicy, którzy „po pracy” wracali do swoich szczęśliwych rodzin i wiedli przykładne życie. Więźniowie nie mieli oparcia nawet w lekarzu więziennym, który pobierał ślinę od osób chorych na gruźlicę i dodawał ją do posiłków innych osadzonych.

 

Anna Pacuła

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze