Aspirant Modelski patrzył na wolno posuwające się wskazówki zegara. „Jeszcze pół godziny i skończę 12-godzinny dyżur”– pomyślał. Lubił tę służbę, bo żaden dyżur nie był podobny do następnego.

Każdy interesant to oddzielna historia, każdy telefon mógł zwiastować coś nowego. Inna rzecz, że służba z reguły upływała na podobnych zdarzeniach: koli­zja samochodowa, awantura domowa, źle zaparkowany pojazd utrudniający przej­ście wąskim chodnikiem.

Po skończonej zmianie następuje prze­jęcie służby. Na komendzie w C. dzieje się to o godzinie 6 lub 18. Zmiennik informuje swo­jego następcę o wszystkim, co działo się podczas ostatnich godzin oraz przekazuje całą dokumenta­cję. Modelski akurat porządkował zapiski z dyżu­ru, kiedy pojawił się znany mu z widzenia miej­scowy listonosz, Mariusz Janik. Pracownik poczty nie wyglądał najlepiej: brudna kurtka, potargane włosy. Był zdenerwowany, już na pierwszy rzut oka widać było, że nie zjawił się tutaj, by dostarczyć kierowane do policji listy i przesyłki.

– Panie komisarzu, napadli na mnie, zabrali mi torbę z pieniędzmi. Głowa mnie boli, nie wiem, co powiem swoim przełożonym… – listonosz chaotycz­nie próbował zgłosić popełnione przestępstwo.

– Panie Mariuszu, do komisarza to jeszcze bra­kuje mi kilka lat służby, ale kto wie – policjant próbował rozładować atmosferę. – Proszę mi dokładnie opowiedzieć, co się stało?

– Przed kilkoma godzinami napadnięto na mnie na ulicy Storczyków. Dostarczyłem tam kilka listów, potem miałem dostarczyć emerytury do kilkunastu mieszkań na starówce. Starsi ludzie, mimo reklam, nie zakładają kont w bankach, tylko wolą, żeby zanieść im pieniądze do mieszkania. Szedłem aku­rat przez park, z naprzeciwka nadchodził mężczy­zna. Raczej młody, w okularach przeciwsłonecz­nych. Nic więcej nie potrafię o nim powiedzieć, nie wyróżniał się niczym szczególnym. Kiedy się mija­liśmy, podskoczył do mnie i przewrócił na ziemię. W ręku trzymał chusteczkę z chloroformem, którą przycisnął mi do nosa i ust. Błyskawicznie straciłem przytomność, tak jak widziałem to na kilku filmach kryminalnych. Ocknąłem się dopiero po kilku godzi­nach i od razu przyszedłem zgłosić napad.

– Widzę, że ogląda pan zbyt dużo telewizji. Życie to nie film i nie wszystko, co widzimy na szklanym ekranie, jest zgodne z rzeczywistością. Z tego, co pan opowiada, to nie było żadnego napadu!

Dlaczego aspirant Modelski nie dał wiary opowieści Mariusza Janika?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze