Starcie detektywów

Matka zmarłej Michelle była pierwszą osobą, gwałtownie protestującą na wiadomość, że prokuratura chce odświeżyć „zimną sprawę”. Reportaż Tracy Fields obudził sumienia. Gdy we wrześniu 2008 roku gazeta z tym materiałem trafiła w ręce czytelników, zadziałało to jak długo oczekiwany wstrząs. Pojawiły się nawoływania o sprawiedliwość. Nawet policjanci z dawnego otoczenia zawodowego Rogera Huntera zaczęli otwarcie mówić, że pięć lat temu udało mu się uciec przed odpowiedzialnością za morderstwo.

Roger Hunter został aresztowany wiosną 2009 roku, a w kilka tygodni później stanął przed sądem. Oskarżało go dwoje młodych prokuratorów, którzy w czasie gdy Michelle odeszła z tego świata byli jeszcze studentami prawa.

Teraz mieli przed sobą wyrachowanych obrońców byłego detektywa. Wbrew temu, co przed siedmiu laty usłyszała opinia publiczna, musieli udowodnić, że Michelle była ofiarą starannie zaplanowanej zbrodni, nie zaś samobójstwa czy nieszczęśliwego wypadku przy czyszczeniu broni. Obrońcy oskarżonego mieli nad nimi ogromną przewagę: żadnej krwi na jego odzieży, żadnych odcisków palców ani dowodów DNA. Jedyny jego związek z tą sprawą to miejsce, czyli małżeńska sypialnia w ich wspólnym domu oraz ta nieszczęsna sztuka broni, którą Roger rzekomo dał Michelle do czyszczenia.

To wszystko przemawiało na korzyść oskarżonego. Na dodatek obrona miała w ręku wyjątkowo skuteczną broń, w postaci zeznań matki Michelle, która nawet na chwilę nie potrafiła zwątpić w jego czyste sumienie. W dniach jej zeznań sala sądowa pękała w szwach, bo nigdy przedtem nie słyszano o teściowej oskarżonego przemawiającej nie tylko na niekorzyść zamordowanej córki, a wręcz w jego obronie.

Przed sądem matka Michelle stwierdziła, że Roger Hunter nie tylko nie zamordował jej córki, lecz zawsze był jej obrońcą i próbował wybawić ją z kłopotów. Matka opisała córkę jako nieudane, otyłe dziecko, bez koleżanek, nie mówiąc już o posiadaniu własnego chłopaka. W tej sytuacji Roger pojawił się jako jedyna szansa. Jako przyszły mąż, Roger wziął się od razu za odchudzanie Michelle, dzięki czemu brzydkie kaczątko przemieniło się w pięknego łabędzia. Michelle nigdy nie słuchała matki. Tylko Roger był w stanie regulować jej dzienne porcje. Tylko on był wielkim autorytetem w ich wspólnym domu.

Oskarżyciele mieli przygotowane pytanie: – Czy to prawda, że Roger dzieli ze swoją drugą żoną sypialnię, gdzie Michelle poniosła śmierć?

– Tak, nic się nie zmieniło – odpowiedziała matka zamordowanej, wywołując szum na sali sądowej oraz dziwne obroty gałek ocznych sędziów przysięgłych.

Dalsza akcja należała do prokuratorów. Jako główny świadek oskarżenia wystąpiła wysoka, postawna blondynka z okazałym biustem, która w okresie ostatnich 18 miesięcy przed śmiercią Michelle była nie tylko detektywem policji, ale także ostatnią ofiarą erotycznych podbojów Rogera. Teraz nagły zwrot okoliczności, a także upływ czasu spowodował, że stała się jego głównym wrogiem.

Była detektyw udostępniła prokuraturze bogatą korespondencję od swego kochanka, zarazem kolegi z pracy. Listy stanowiły potwierdzenie, że Roger odgrywał przed nią skutecznie rolę mężczyzny zakochanego w niej na całe życie, przyrzekającego rychły ślub. Co sprawiło, że kobieta-detektyw, która z natury swego zawodu powinna być osobą podejrzliwą, długo wierzyła w takie omamy?

No cóż, miłość nie przychodzi co dzień i równie nieczęsto zdarza się słyszeć deklaracje przystojnego, dobrze zarabiającego mężczyzny, podsyłającego listy tej treści: „Marzę o tym, byś została moją żoną, lecz skomplikowane koleje życia odsuwają spełnienie tych marzeń w boleśnie dotkliwą nieskończoność”.

Stęskniona pani detektyw łykała takie teksty jak jedną wielką i piękną pieśń zakochanego mężczyzny. Roger Hunter znał bowiem dobrze swe drugie powołanie. Jak stwierdzili dziennikarze na jego procesie, był on mistrzem w sporządzaniu miłosnych tekstów i gdyby solidnie nad tym przysiadł, mógłby wyprodukować kilka romansów wyciskających łzy z oczu wrażliwych czytelniczek.

Nastąpił jednak moment, gdy pani detektyw przejrzała wreszcie na oczy i ujrzała całą sprawę we właściwych proporcjach. Zobaczyła siebie wreszcie jako ofiarę długotrwałego łgarstwa i całkiem nieskomplikowanych zabiegów Rogera, by ją zatrzymać przy sobie jako wygodną kochankę, zarazem nie rezygnując z przywilejów życia małżeńskiego. Przyszedł więc czas na stawianie warunków. Policjantka dała kochankowi krótki czas do podjęcia decyzji: ona albo żona! Gdy 30 czerwca 2002 roku ustalony termin minął, a Roger nadal słał listy domagając się spotkań po godzinach pracy, detektyw podjęła szybką decyzję o zerwaniu. Roger był w rozpaczy. Nie chciał jej utracić. Przyjechał do niej w godzinę po uroczystej kolacji z okazji rocznicy ślubu. Błagał ją, by odwołała decyzję o zerwaniu, a w zamian przyrzekł szybkie załatwienie spraw osobistych tak, by jego jedyną kobietą była już tylko ona…

Już następnego dnia stało się tak jak przyrzekał. Michelle znaleziono martwą w małżeńskiej sypialni.

O tym wszystkim była detektyw opowiedziała przed sądem, a jej zeznanie samo w sobie zabrzmiało jak ciężka poszlaka. Prokurator dodał ekspertyzę balistyczną, według której denatka nie mogła postrzelić się sama, ani przypadkowo, ani pod wpływem decyzji samobójczych. Następnie oskarżenie przedstawiło inny ważny dowód, przed kilkoma laty zupełnie przemilczany: Michelle miała w żołądku i na sobie ślady prażonej kukurydzy, co świadczyło, że jadła ją w łóżku tuż przed śmiercią. Ława przysięgłych usłyszała  pytanie: czy kobieta czyszcząca w łóżku rewolwer jest w stanie jednocześnie spożywać prażoną kukurydzę? Wątpliwość ta bezpośrednio wykluczała dokonywanie pierwszej czynności, czyli czyszczenia broni.

Na koniec prokurator przedstawił jeszcze jedną okoliczność obciążającą: Roger Hunter był w posiadaniu kilku polis ubezpieczeniowych na życie żony, a w rezultacie jej śmierci zainkasował ponad milion dolarów. Dzięki temu mógł zacząć nowe życie z nową żoną, w nowej pracy, lecz w tym samym domu i w tej samej sypialni. Ciężar tych faktów i poszlak znacznie ułatwił pracę sędziów przysięgłych.

Sąd skazał byłego detektywa na 45 lat więzienia, z możliwością ubiegania się o zwolnienie warunkowe po odbyciu połowy wyroku. Roger Hunter podjął walkę i z więziennej celi kieruje zespołem prawników próbujących doprowadzić do rewizji procesu.

W czołówce znacznej grupy ludzi zadowolonych z ostatecznego zakończenia sprawy znajduje się dziennikarka Tracy Fields. Po wysłuchaniu wyroku natychmiast poszła do kaplicy, gdzie spoczywa urna z prochami Michelle. Poczuła, jak spływa z niej napięcie ostatnich miesięcy. Poczuła kojący spokój: Michalle Hunter otrzymała wreszcie należną jej sprawiedliwość.

Tadeusz Wójciak

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze