To miało być spokojne piątkowe popołudnie. Komisarz Majewski i aspirant Miśkiewicz siedzieli w pokoju nad stertą różnych dokumentów.

Nie lubili papierowej biurokracji, ale przełożeni nie mieli litości: wykrywalność wykrywalnością, a różnego rodzaju zaświadczenia, opinie i protokoły to rzecz święta. Planowali uzupełnić różne dokumenty. Zrobili sobie mocną kawę, mieli zabrać się za pracę… i w tym momencie zadzwonił oficer dyżurny.

– Panie komisarzu, zabójstwo na Starym Przedmieściu. W ruinach dawnej papierni znaleziono ciało mężczyzny. Wszystko wskazuje na to, że padł ofiarą zabójstwa. Nasi technicy już tam pojechali, prokurator powiadomiony, brakuje tylko ludzi z waszego wydziału.

Stare Przedmieście, pomimo mylącej nazwy, było najszybciej rozwijającą się dzielnicą powiatowego S. W ubiegłym roku, po kilku latach budowy, oddano wreszcie do użytku pierwsze w okolicy lofty. Pamiętająca jeszcze przedwojenne czasy fabryka farb i lakierów nie wytrzymała konkurencji z zagranicznymi koncernami i na początku XXI wieku ogłosiła upadłość. Syndyk przez wiele lat bezskutecznie próbował sprzedać mienie zakładu i należący do niego teren. Dopiero w 2014 roku pojawił się inwestor, który zamierzał zbudować na gruzach dawnej fabryki kameralne osiedle z lokalami stylizowanymi na modne od kilku lat lofty. Niektóre mieszkania miały nawet 5 metrów wysokości, w trzypiętrowych budynkach z charakterystycznej, czerwonej, ceramicznej cegły, były windy. Bloków nie otynkowano, dlatego zachowała się miejscami oryginalna faktura ceglanych budynków.

Lofty, głównie za sprawą atrakcyjnych, niskich cen, rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Sukces przedsięwzięcia sprawił, że pojawili się kolejni inwestorzy, którzy planowali w tamtej okolicy podobne budowle. Wśród nich byli właściciele spółki „Borobud”: Bogdan Michalski i Roman Zieliński. Pierwsze sylaby ich imion dały nazwę firmie. Komisarz Majewski wiele dobrego słyszał o ich poprzednich inwestycjach, nie spodziewał się, że pozna panów w tak smutnych okolicznościach. Pierwszy z nich został zamordowany, drugi – odnalazł zwłoki wspólnika.

– Jak to się stało? – komisarz Majewski zaczął rozmowę ze zdenerwowanym mężczyzną.

Roman Zieliński wyglądał na zdruzgotanego i przybitego. Trudno się dziwić, kiedy okrutny los zabiera wspólnika od interesów, z którym od ponad 10 lat pomnażał majątek.

– Do tej pory nie mogę w to uwierzyć – Zieliński zaczął swoją opowieść. – Jeszcze dzisiaj rano widziałem się z nim w biurze, potem pojechałem na jedną z naszych budów, o godzinie 14 byliśmy umówieni przed wejściem do starej papierni. Mieliśmy z Bogdanem obejrzeć teren i okolicę, bo rozważaliśmy zakup tej nieruchomości z zamiarem budowy bloku. Bogdan miał klucze od obecnego właściciela i czekał na mnie. Trochę pobłądziłem, bo nawigacja poprowadziła mnie jakąś polną drogą i musiałem się wracać i pytać ludzi, jak dojechać. Jestem tu pierwszy raz, chciałem uprzedzić Bogdana, że się spóźnię, dzwoniłem do niego kilka razy, ale nie odbierał telefonu. Teraz rozumiem dlaczego. Pewnie już nie żył, biedaczysko. To ja znalazłem jego ciało. Leżał na schodach prowadzących do laboratorium w suterynie. Sprawdziłem tylko puls, ale nie dawał znaku życia. Od razu zadzwoniłem po policję i pogotowie.

– Czy chodził pan po zakładzie? Mógł pan zostawić gdzieś jakieś ślady – zapytał aspirant Miśkiewicz, towarzyszący komisarzowi Majewskiemu.

– Ależ skąd! Wróciłem do wejścia i czekałem na was. Starałem się nic nie zadeptać, bo wiem, że każdy ślad może mieć znaczenie. Lubię oglądać filmy kryminalne i często jest o tym mowa…

– O, widzę że z pana taki domorosły Sherlock Holmes – próbował zażartować Miśkiewicz, jednak komisarz

Majewski nie podjął tematu. Przez chwilę intensywnie myślał…

– I nigdzie pan nie chodził po terenie starej papierni?

– Majewski spytał Zielińskiego.

– Mówiłem, że nie! Jak uświadomiłem sobie, że wspólnik został zamordowany, to nie w głowie mi żadne interesy. Kto też mógł to zrobić?

– Akurat pan najlepiej zna odpowiedź na to pytanie. Nie wiem, dlaczego nas pan okłamuje i nie mówi prawdy!

– Ależ co pan opowiada? – Zieliński był oburzony insynuacjami

policjanta.

 Dlaczego komisarz Majewski miał podstawy, by podejrzewać Romana Zielińskiego o zabójstwo wspólnika?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze