W wielu szkołach amerykańskich praktykuje się od lat zwyczaj, że klasa kończąca szkołę robi jakiś dowcip. Najczęściej żarty są głupie, lecz niewinne, na przykład wysmarowanie klamek jakąś lepką substancją czy udekorowanie całego budynku papierem toaletowym.

Tym razem jednak osiemnastoletni uczeń ostatniej klasy Lake Highlands, Joseph Tellini, wraz z równolatkiem, kolegą z innej szkoły, Ianem Walkerem, postanowili zrobić nauczycielom wyjątkowo „dobry” dowcip.

Śmiesznie będzie, jak oni się będą po całej szkole zataczać i rechotać, prawda? – Joseph namawiał Iana do akcji.

Wbrew podejrzeniom mamy Iana, nie jej syn był tym szalonym i nieprzewidywalnym, lecz właśnie Joseph. Koledzy i koleżanki z klasy przyznali, że Joseph miewał dziwne pomysły, a celował w głupich żartach. Uwielbiał zachowania niebezpieczne, często złośliwie drażnił innych. Owszem, jest szalenie inteligentny, uczy się doskonale, ale mimo, że wydaje się spokojny – zdecydowanie taki nie jest. On właśnie wymyślił całą sprawę, kupił marihuanę, znalazł specjalny przepis na upieczenie takich ciastek, aby narkotyk mógł jak najlepiej – czyli najsilniej – zadziałać. Wspólnie przygotowali muffiny. Zawiózł je do szkoły Ian, którego tamtejsi nauczyciele nie znali.

 

Gdy Ian Walker usłyszał o konsekwencjach swego czynu, był mocno zszokowany. Jakoś nie spodziewał się aż takich reakcji za strony uczestników osobliwego poczęstunku. Podobnie jak kolega, uważał, że pewnie będą się śmiać, czy może zataczać. I tyle. Efekt przeszedł jego oczekiwania. Ian przez kolejne dwa dni głęboko rozważał możliwe konsekwencje swoich działań. W końcu doszedł do wniosku, że nie może postąpić inaczej niż powiedzieć o wszystkim rodzicom i zgłosić się na policję. Jaki sens ma ucieczka czy zaprzeczanie? Spóźniony głos rozsądku podpowiadał, że przyznanie się do winy to jedyna szansa na ukończenie szkoły.

Rodzice nastolatków porozumieli się. Wynajęli prawników i wraz z Josephem i Ianem zgłosili się na posterunek policji. Chłopcy zostali aresztowani, jednak w ciągu paru dni wypuszczono ich za kaucją. Każda rodzina zapłaciła po 7,5 tysiąca dolarów.

Kary, które groziły żartownisiom, były niemałe. Przede wszystkim ze względu na użycie narkotyku. Po drugie, pokrzywdzeni zostali pracownicy służb państwowych, a za to kodeks karny stanu Teksas przewiduje do dziesięciu lat pozbawienia wolności.

W tym przypadku młodzi ludzie mogli dostać nawet do dwudziestu lat więzienia za bardzo głupi żart. Podczas jednej z rozpraw, chłopcy wygłosili swoje – jak twierdzili jak najszczersze – przeprosiny.

Na ich szczęście, sąd zastosował okoliczności łagodzące. Nie otrzymali kary więzienia. Sędzia uznał, że taka kara nic by nie zmieniła, nie dałaby nastolatkom żadnej nauczki. Nie byłaby, mimo wszystko, adekwatna do czynu, gdyż mogłaby zniszczyć życie sprawców. Pomysłodawca głupiego żartu, Joseph Tellini otrzymał więc karę pięciu lat nadzoru sądowego, oraz musiał zapłacić spore odszkodowanie ofiarom. Ian Walker otrzymał dwa lata nadzoru i także grzywnę. Obydwaj musieli też odpracować karę w schronisku dla bezdomnych, Joseph 180, a Ian 80 godzin.

Jeżeli pracę wykonają wzorowo, już niedługo po jej zakończeniu w ich dokumentach nie będzie żadnego śladu po tym zatargu z prawem. Innymi słowy – będą mieli czyste karty.

Dodatkową karą, z pewnością także dotkliwą, był brak możliwości uczestnictwa w hucznym balu maturalnym oraz uroczystym rozdaniu świadectw w obu szkołach. Zwłaszcza, że gdyby nie ten idiotyczny wybryk, obydwaj uczniowie otrzymaliby wyróżnienia za doskonałe wyniki w nauce.

Niewykluczone, że ich czyn miał też wpływ na nieprzyjęcie chłopców na uniwersytety. W USA najczęściej składa się papiery na kilka różnych wyższych uczelni, a te wybierają sobie same studentów. A który dziekan chciałby mieć u siebie takich rozrywkowych „Ciasteczkowych Chłopców”, jak ich powszechnie nazywano?

 

Małgorzata Domańska

< 1 2

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]