Mówiono też o cudach nawrócenia. Pewien mieszkaniec Chełma Lubelskiego twierdził, że widział, jak żołnierz radziecki, który miał wartę na rogatkach Lublina, po służbie z ciekawości zajrzał do katedry i padł tam na kolana. Nawrócony, złożył w ofierze to, co miał najcenniejszego – złoty zegarek.

Konsekwencją tego, co wydarzyło się w Lublinie było narastanie liczby cudów w całej Polsce. Oblicze Matki Boskiej ukazywało się to w studni, to na okiennej szybie czy drzewie. Mówiono, że cuda będą trwały przez siedem tygodni. Następne siedem tygodni to czas śmiertelnego pomoru bezbożników. Potwierdzeniem tej przepowiedni miały być wieści z Olsztyna. Tamtejsza ZMP-ówka zdjęła w domu ze ściany krzyż i świętokradczo zatańczyła z figurką Chrystusa. Za karę skamieniała. Trzeba było ją odrąbywać od podłogi.

O tej plotce napisano w „Sztandarze Młodych”. Artykuł kończył komentarz: Nawet najbardziej zacofani mieszkańcy Olsztyna, mający klepki w porządku, nie mogą brać tych banialuków na serio. Tymczasem ksiądz z parafii Krasnystaw, wygłaszając niedzielne kazanie, powiedział z powagą, że już nawet komunistyczna prasa doniosła o wielkim cudzie w Olsztynie i to, co się przydarzyło bezbożnej dziewczynie, jest przestrogą dla ZMP-owców oraz członków partii.

Wieści o pojawiającej się już w kilku miejscach Matce Boskiej płaczącej krwawymi łzami nad umęczoną przez komunistów Polską zbiegły się z procesem dwóch księży z Wolbromia, oskarżonych o podżeganie do zabójstwa. W styczniu 1951 roku, agent aparatu bezpieczeństwa dostarczył swym zwierzchnikom notatkę z informacją, że pewna ekspedientka mówiła do ludzi stojących w kolejce, że proces ks. Piotra Oborskiego został sfingowany, a świadkowie przekupieni. Rząd szuka pretekstu, aby pozamykać kościoły, tak jak w Związku Radzieckim. Kobieta została skazana na pół roku odosobnienia w obozie pracy o zaostrzonym rygorze.

 

Oskarżenie ks. Oborskiego budziło wiele wątpliwości, również z prawnego punktu widzenia. Okoliczności tragicznego wydarzenia – wydania na śmierć 14-letniego chłopca przez jego matkę – były bowiem wyjaśnione tylko połowicznie.

W lipcu 1948 roku, kiedy ks. Piotr Oborski był proboszczem parafii w Wolbromiu, powstała w tej miejscowości tajna organizacja pod nazwą Armia Podziemna. W krótkim czasie wstąpiło do niej kilkadziesiąt osób, w tym wielu uczniów miejscowego liceum. W opinii przywódców AP zagrożeniem dla organizacji stał się 14-letni Waldemar Grabiński. Chłopca wychowywała samotnie matka (jego ojciec został zamordowany w Auschwitz). Miała jeszcze dwoje innych dzieci, ale tylko z Waldkiem nie dawała sobie rady: nie chciał się uczyć, kradł.

Grabińska ze starszym synem należała do AP i udostępniała mieszkanie na konspiracyjne spotkania. Często znajdował u niej schronienie pewien ukrywający się członek podziemnej organizacji. Była w nim zakochana. Syn odgrażał się, że zawiadomi o wszystkim milicję. Przywódcy AP za zgodą matki wydali wyrok śmierci na Waldemara. Wykonano go w grudnia 1949 roku. Zwłoki zastrzelonego chłopca odnaleziono pół roku później, były zakopane przy torach. UB aresztował większość członków konspiracyjnej organizacji. W śledztwie matka Waldka – niewątpliwie bita w czasie przesłuchań – oskarżyła księdza Oborskiego o przyzwolenie na zamordowanie syna. Ksiądz miał powiedzieć: „Tam, gdzie może zginąć wiele osób, musi zginąć jedna”. Proboszcz i wikary zostali oskarżeni o współpracę z tajną organizacją AP i współudział w zabójstwie. Choć ks. Oborski twierdził, że Grabińska go pomówiła, a tak naprawdę to on bronił życia chłopca, którego matka koniecznie chciała się pozbyć, został skazany na dożywocie. Zmarł rok później zamęczony w karcerze ciężkiego więzienia dla politycznych w Rawiczu. Do dziś w Wolbromiu nie ma jednoznacznej opinii o udziale Oborskiego w tragedii 14-letniego chłopca. Po opuszczeniu więzienia Grabińska nie wróciła już do Wolbromia. O grób Waldka dbała jego siostra.

 

Notatnik agitatora

Chmury wrogich szeptów unoszących się nad Ludową Polską nie sposób było rozpędzić tylko wyrokami Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym. Zdecydowano, że potrzebna jest akcja uświadamiająca. Dla wysyłanych w teren partyjnych prelegentów został wydrukowany niezbędnik w postaci „Notatnika Agitatora”. Zalecenie było takie, aby propagator nie wdawał się w dyskusje ze zwołanymi na zebranie, tylko odczytał odpowiedni rozdział z Notatnika. Na przykład: Nie wolno nam zamykać oczu na fakt, że nawet nieliczni dywersanci i agenci obcego wywiadu, rekrutujący się spośród niedobitków obszarniczo spekulacyjnych i reakcyjnego odłamu kleru mogą przez dywersyjne plotki i szeptaną propagandę wyrządzić szkodę społeczeństwu, tym bardziej, że zakłamana do idiotyzmu, lecz krzykliwa propaganda radiowa imperialistów w szczekaczce Głosu Ameryki usiłuje przenikać do najbardziej zacofanych zakamarków naszego życia.

Prelegentów wspierał „zdrowy” odłam środowiska literackiego. W widowisku jasełkowym Włodzimierza Słobodnika plotkarzem jest kołtun, a plotkarka przedstawia się: Jestem ja reakcjonistka, / Z kłamliwego słynę pyska.

Elżbieta Ostrowska

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]