Rodzice Joanny nie chcieli wtrącać się w małżeńskie problemy córki. Nie mogli jednak tolerować zachowania zięcia. Nie raz i nie dwa widzieli sińce na jej ciele. Zaczęli więc namawiać ją, żeby zostawiła Sławka. Nie było wprawdzie dotąd rozwodów w ich rodzinie, możliwe, że część wsi zacznie na nich krzywo patrzeć, ale to przecież i tak lepsze niż życie z pijakiem i furiatem.

– Przecież on krzywdzi i ciebie i Dominikę! Myślałaś o tym, jak ona znosi te awantury? – argumentowała matka.

Joanna przyznawała im rację. Mówiła, że zastanawia się nad wniesieniem pozwu rozwodowego. Chce jednak dać Sławkowi jeszcze jedną szansę. – Wiem, że on wcale nie chce taki być, ale nie potrafi sobie poradzić sam ze sobą – odpowiadała.

 

* * *

Po kilkudniowej pijatyce Sławomir L. dostał zapaści i trafił do szpitala. Gdyby nie szybka pomoc medyczna różnie mogło by być. Oczywiście lekarze domyślili się, że ten pacjent nie wylewa za kołnierz i zalecali opamiętanie się. – W przeciwnym razie długo pan nie pożyje – nie owijali niczego w bawełnę.

Być może otarcie się o śmierć sprawiło, że Sławek podjął męską decyzję. Koniec z chlaniem. Już nie to zdrowie. Pora zadbać o rodzinę, poszukać pracy. Obwieścił to uroczyście Joannie, która początkowo nie bardzo wierzyła, że Sławek wytrwa w swoim postanowieniu. Ale gdy przez kilka tygodni ani razu nie sięgnął po butelkę, zaczęła mieć nadzieję, że wszystko jeszcze obróci się na dobre.

Wydawało się, że szczęście wreszcie się do nich uśmiechnęło. Sławek załatwił sobie prace na budowie w Belgii. Ciężka fizyczna robota, ale zarobki więcej niż przyzwoite. Nawet jego nieżyjący ojciec, piastujący stanowisko dyrektora, nie miał takiej pensji.

– Zaczniemy odkładać, kupimy nowy samochód a po kilku latach odłożymy na budowę domu – snuł marzenia.

No i wyjechał. Wszystko wskazywało na to, że na dobre wziął się w garść. W końcu każdy kiedyś dorośleje. Regularnie pisywał i dzwonił do Joanny, posyłał jej pieniądze. Żarliwie ją zapewniał, że przebywając z dala od niej na obczyźnie przemyślał wszystko i teraz już wie, że bardzo krzywdził ją i Dominikę swoim postępowaniem. Nie da się oczywiście odkreślić grubą kreską wszystkich gróźb, wyzwisk i razów, ale czyż przeszłość ma górować nad przyszłością?

Mówił też, że bardzo tęskni za Joanną. Wieczorem czasami płacze, gdy o niej myśli. – Musisz do mnie przyjechać – powiedział jej w jednej z rozmów telefonicznych. – Nie mogę bez ciebie wytrzymać. A poza tym może znajdzie się dla ciebie praca. Weź urlop, albo rzuć w diabły tę posadę w domu kultury. W Belgii zarobisz więcej.

– A co z Dominiką? – spytała. Aczkolwiek pomysł z wyjazdem spodobał jej się.

– No jak to co? Ma przecież dziadków, którzy ją kochają. Wytrzyma bez ciebie miesiąc lub dwa.

Ku pewnemu zdziwieniu Joanny, jej rodzice też nie oponowali. Niech jedzie, zarabia, a oni dopilnują by Dominiczce nie zabrakło ptasiego mleka.

 

* * *

Z początku było wspaniale. Wprawdzie Sławek przez pięć dni w tygodniu pracował od świtu do późnych godzin, ale wolne dni mieli dla siebie. Spędzali je we dwoje, mąż ani na chwilę jej nie opuszczał. Joannie przypomniały się czasy narzeczeństwa. Myślała, że jak tak dalej pójdzie, to spłodzą w tej Belgii braciszka lub siostrzyczkę dla Dominiki.

Sławek dotrzymał też słowa w innej kwestii. Udało mu się załatwić dla żony pracę w charakterze gosposi u krewnych jednego z jego kolegów. Było to starsze, nadzwyczaj miłe małżeństwo. Bardzo przypadła im do gustu młoda Polka. Była solidna i uczciwa, a ponadto bez problemu porozumiewała się ze swoimi pracodawcami po niemiecku, który to język jako tako opanowała jeszcze w szkole.

Wkrótce jednak przekonała się, że pójście do pracy było błędem. Zauważyła, że Sławek jest niezadowolony, gdy opowiada mu co danego dnia robiła lub o czym rozmawiała z Marcusem i Claire.

Pewnego razu wróciła później niż zwykle, bo starsi państwo zaprosili ją po pracy na kolację do restauracji. Sławek, od którego wionęło jak z gorzelni, przywitał ją wyzwiskami. Nazwał ją szmatą i wymierzył policzek.

Niewykluczone, że przyłożyłby jej jeszcze więcej, gdyby nie usnął zmożony nadmiarem alkoholu. Nazajutrz, gdy obudził się skacowany, Joanna oświadczyła, że to koniec ich związku. Poszuka sobie innego locum, a on niech nawet nie próbuje jej szukać. A po powrocie do Polski, wnosi pozew o rozwód.

– To już nieodwołalne! Dałam ci ostatnią szansę, ale ją zmarnowałeś – powiedziała mu na odchodnym.

 

* * *

Udało jej się znaleźć przyzwoitą stancję nieopodal mieszkania Marcusa i Claire. Miała więc znacznie bliżej do pracy. Kilka dni po odejściu od Sławka, spotkała swojego męża na ulicy. Znowu był pijany i zaczął jej grozić. Oświadczyła mu, że jak się nie odczepi, to naśle na niego policję.

Chyba to poskutkowało i na jakiś czas dał jej spokój. Ale po kilku miesiącach (Joanna poinformowała rodziców, że ma dobrą pracę i przedłuża pobyt w Belgii) znowu zaczął się jej naprzykrzać. Dzwonił do niej i wyzywał od dziwek. Jednakże teraz jego podejrzenia o zdradę nie były tylko urojeniami zatrutego przez alkohol umysłu. Joanna zaczęła się bowiem spotykać z pewnym młodym Belgiem. Thomas zajmował się naprawami sprzętu rtv a oprócz tego miał mały sklep z elektroniką. Parokrotnie przywracał do życia nieco już sfatygowany telewizor pracodawców Joanny i z tej racji bywał u nich w domu. Ich znajomość przybierała coraz bardziej intymny charakter.

Widać Sławek dowiedział się o jej romansie i próbował coś na tym ugrać. Nie przestraszyła się gróźb. – Już ci powiedziałam, że z nami koniec – oznajmiła. – Spotkamy się w sądzie na rozprawie rozwodowej. A jak nie zostawisz mnie w spokoju, to idę na policję. Skoro tak bardzo chcesz, to niech cię zamkną w więzieniu…

Sławomir L. rzeczywiście trafił wkrótce za kraty. Jednakże nie na skutek doniesienia żony. Po pijanemu wdał się w bójkę pod jakimś barem i kilka najbliższych miesięcy musiał spędzić w areszcie.

 

* * *

Joanna zamierzała ściągnąć do Belgii córkę i zostać w tym kraju na dłużej, może nawet na stałe. Miała dobrą pracę i mężczyznę, który był zupełnie inny niż Sławek. Wcześniej jednak musiała załatwić w Polsce kilka spraw. Jedną z nich był rozwód. Ale nie tylko z tego powodu, przyjechała na początku maja do rodzinnego S. W tym roku Dominika przystępowała do pierwszej komunii. Obiecała córce, że będzie obecna na uroczystości i słowa dotrzymała. Towarzyszył jej Thomas, którego przedstawiła jako dobrego kolegę. Oczywiście rodzice wiedzieli o jej związku z Belgiem, a teraz mieli okazję po raz pierwszy go zobaczyć. Spodobał im się średnio. Był jakiś milczkowaty, zamknięty w sobie, mało sympatyczny. Ale może taka jest natura tych Belgów. Co ciekawe, Joasia także sprawiała wrażenie dziwnie napiętej, podminowanej. Pewnie jest zmęczona po długiej podróży.

Na długie dyskusje nie było czasu. Musieli się zająć przygotowaniami do uroczystości komunijnej, która odbywała się już następnego dnia. Po mszy w kościele zaplanowali domowe przyjęcie dla kilkunastu osób.

 

* * *

Było już po komunii. Wrócili do domu i wraz z zaproszonymi gośćmi mieli zasiąść do obiadu, gdy doszło do przykrego incydentu. Joanna wyszła po coś na podwórko i zobaczyła, że przy furtce stoi Sławek. Nie miała pojęcia, że wypuścili go z belgijskiego więzienia.

– Czego chcesz? – spytała wrogo. Mężczyzna nagłym ruchem chwycił ją za ramię i pociągnął do siebie. Bełkotał, że muszą porozmawiać. Jak to tak? Przecież nadal są małżeństwem.

– Ale już niedługo! Puszczaj mnie! – krzyknęła. Dwóch kuzynów, którzy wyszli na papierosa, zauważyli nieproszonego gościa. Widzieli jak się szarpał z Joanną. Zawołali ojca dziewczyny, po czym we trzech podeszli do Sławka i kazali mu się natychmiast wynosić. A wtedy w jego ręce pojawił się nóż. Zaczął nim wymachiwać, wykrzykując, że zaraz wszystkich pozarzyna. Nie stanowił jednak dużego zagrożenia, bo ledwie trzymał się na nogach. Przewrócił się, gdy jeden z kuzynów go popchnął. – A teraz spadaj! Nikt cię nie zapraszał. Jak jeszcze raz cię tu zobaczę, to wzywam policję! – rzucił ojciec Joanny. Po chwili zięć pozbierał się i odszedł, mamrocząc coś pod nosem.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze