„Wredna suka, oczywiście baby zawsze będą trzymać razem. Jak zwykle mam pecha” – pomyślał. Ale najgorsze wydarzyło się na sam koniec. Adwokat przed salą rozpraw mówił zupełnie coś innego. Uspokajał go, mówił: „będzie dobrze, wygramy, najwyżej będą zawiasy”. Kiedy usłyszał wyrok, nogi się pod nim ugięły. Rok więzienia. Spojrzał w oczy żony, spodziewał się triumfu, błysku zwycięstwa, a zamiast tego dojrzał łzy w oczach. Jedna kropla spłynęła po policzku. Była idealnie czysta, bo tego dnia Magda przyszła do sądu bez makijażu.

Tej łzy uczepił się jak koła ratunkowego. „Płacze, znaczy kocha” – rozmyślał, leżąc na więziennej pryczy. Tylko dlaczego dziw… jedna tak go załatwiła? Po co ten sąd? W więzieniu miał  dość czasu na rozmyślanie. Jednak, ile razy powracał do tego najważniejszego tematu, to zawsze miał dziwne odczucia.

Z jednej strony wiedział, że kocha Magdę, z drugiej jednak nie potrafił jej  wybaczyć – przecież to przez nią trafił za kratki. „Przyjdzie czas na miłość i na karę” – pocieszał się, myśląc o przyszłości swojego małżeństwa.

Pismo z sądu zupełnie wyprowadziło go z równowagi. Na rozprawie bez jego udziału sąd rodzinny orzekł o rozpadzie ich małżeństwa, dodatkowo całą winą obciążył jego.

– Spisek, spisek! – krzyczał, drąc pismo na drobne kawałki.

Nie zdążył nawet uważnie przeczytać go do końca –alimenty i widzenia z dzieckiem pod okiem kuratora przegapił. Całe jego uczucie do małżonki gdzieś zniknęło, spalone w ogniu nienawiści i wściekłości.

Kiedy po kilku miesiącach wychodził z więzienia, ciągle nie wiedział, co ma zrobić. Zależało mu na Magdzie i dziecku, ale równie mocno pragnął ją ukarać. Na szczęście kobieta skutecznie uciekła przed oprawcą. W nowym życiu bardzo pomogli jej rodzice. Telefony i nerwowe dzwonienie do drzwi jej mieszkania wkrótce się skończyły. Wystarczyła jedna interwencja policjantów, którzy bardzo dokładnie wytłumaczyli mu, jakie są konsekwencje złamania przedterminowego zwolnienia, a nękanie byłej żony na pewno mieściło się w tej kategorii.

 

Stuprocentowy facet

Wszyscy uważają, że czas goi rany, ale jeszcze lepiej robi to nowa miłość. Sławek początkowo topił smutki w pubach na Starym Rynku w Poznaniu. Jego życie nabrało sensu i szybko zapomniał o Magdzie, kiedy pewnego dnia poznał śliczną blondynkę.

Zwrócił na nią uwagę, ponieważ była bardzo podobna do jego byłej żony. Pewnie gdyby był bardziej pijany, to mógłby je nawet pomylić. Na szczęście zaczynał dopiero pić. Był po pierwszej wódce, więc wystarczająco odważny, by zaczepić nieznajomą, a za mało pijany, by rozważna dziewczyna spławiła pijaka.

Sławek uczył się na swoich błędach. Podczas miłego wieczoru spędzonego ze śliczną nieznajomą wypił tylko jedno piwo. Potem były soki, kawa i spacer, by odprowadzić dziewczynę na postój taksówek. Samotna i piękna kobieta nie powinna po nocy włóczyć się sama. Blondynka miała na imię Agnieszka. Właśnie skończyła studia w Wielkopolskiej Szkole Medycznej. Wyuczyła się zawodu masażystki i szukała pracy w tej branży.

Przystojny, wysoki mężczyzna zaimponował jej. Spędzili wieczór na rozmowie, on nie upił się, zaopiekował się nią, wsadził do taksówki i nawet nie nalegał, by jechać z nią albo zabrać do swojego  domu. Znajomość zaczynała się bardzo ciekawie.

W kolejne dni były następne spotkania. Kobieta nie chciała zapeszać i nazywać tego randkami, ale „motyle w brzuchu” mówiły co innego. Z niecierpliwością czekała na telefon od niego, a SMS-y czytała z wypiekami na twarzy. Były intrygujące, odważne, ale nie przekraczały tej cienkiej granicy, za którą są już tylko wyznania napalonego faceta.

Sławek zresztą, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, był mężczyzną z krwi i kości. Nie żelował włosów, nie miał hipsterskiej brody, nie gestykulował podczas rozmowy w charakterystyczny dla gejów sposób, a nie wiadomo dlaczego przyjęty przez wszystkich facetów. Był po prostu stuprocentowym mężczyzną i wymykające mu się niekiedy przekleństwo nie raziło nawet w dobrym towarzystwie.

 

Prawdziwe oblicze

Agnieszka G. swojego nowego znajomego wkrótce przedstawiła przyjaciołom. Zauważyła zazdrosne spojrzenia koleżanek oraz ukrywany smutek kolegów, że już nie uda im się jej poderwać. W konkurencji ze Sławkiem nie mieli szans. Chciała głośno krzyczeć, by wszyscy wiedzieli, jak bardzo jest szczęśliwa!

Ale po co tracić siły i nadwyrężać głos, jeśli można zrobić to przy pomocy portalu społecznościowego? Takie zachowanie to już chyba znak czasów – odtąd młodzi kochankowie w internecie chwalili się swoim szczęściem. Publicznie wyznawali sobie miłość, pokazywali zdjęcia ze wspólnych wakacji, wyjazdu do Irlandii, wizyt na stadionie piłkarskim.

Ona mówiła do niego „Misiek”, on komplementował jej urodę. Nawet zaręczyny zostały obwieszczone w świecie wirtualnym. Pierścionek w realu zszedł na drugi plan, był tylko  rekwizytem, który należało sfotografować i wrzucić na profil. Znajomi gratulowali i życzyli powodzenia na nowej drodze życia.

Jednak szczęście Agnieszce nie było pisane. Dziewczyna po jakimś czasie odkryła prawdziwe oblicze swojego partnera. Sławek potrafił grać inną osobę tylko przez krótką chwilę. Natury nie da się oszukać, ciągnęło go do nocnych, pijackich rajdów po pubach. Mimo że był zaręczony, nie potrafił przejść obojętnie obok spotykanych w barach dziewczyn, które pojawiały się tam tylko w jednym, powszechnie wiadomym, celu.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]