Agnieszka szybko dowiedziała się o kłamstwach, a nawet zdradach. Nie takiego życia pragnęła u boku narzeczonego. Na początku lutego postanowiła zerwać ze swoim partnerem.

Od dzisiaj jesteś tylko najgorszym koszmarem minionych miesięcy – zamieściła dramatyczny wpis na swoim  profilu. – Żegnam smutki, żegnam żale, czuję się wręcz doskonale – dodała zaraz optymistycznie pokazując znajomym, że jest silną kobietą i poradzi sobie z tym problemem. Dziewczyna odważnie patrzyła w przyszłość.

Jakie to życiowe! Za serce i dobre intencje kopas w dupas? I to bezczelnie codziennie prosto w oczy, w białych rękawiczkach – komentowała jedna ze znajomych, co pokazuje, że osoby z najbliższego otoczenia doskonale zdawały sobie sprawę z grzeszków jej byłego chłopaka.

 

Początek koszmaru

Sławomir B. nie mógł się z tym pogodzić. Ciągle był zapatrzony w przeszłość i nie chciał zaakceptować  utraty dziewczyny. Zapewne jego męska duma została urażona – wiele musiało kosztować go odgrywanie na potrzeby narzeczonej zupełnie innego człowieka. Nie bez znaczenia był także fakt, że cały ich romans rozgrywał się na oczach internautów. Znajomi wiedzieli o każdym, najbardziej intymnym fakcie z życia dwojga kochanków. Męskie ego ucierpiało podwójnie. Teraz mógł już być szczery i postanowił zdecydowanie pokazać, kto rządzi w tym związku.

Ubłagał ją o jeszcze jedno spotkanie, jeszcze  jedną rozmowę. Jak zwykle liczył na kolejną szansę, tego przecież nauczyło go życie w małżeństwie. Agnieszka nie zamierzała zmieniać zdania, ale na spotkanie się zgodziła. Nierozważnie przyszła do jego domu.

Kiedy tylko zatrzasnęły się drzwi, a klucz przekręcił z głośnym zgrzytem zrozumiała, że wpadła w pułapkę. Pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji. Sławek dotąd nie używał wobec niej siły. Powodem zerwania były zdrady i pijaństwo. O jego przeszłości kryminalnej i biciu żony nic nie wiedziała. Co prawda narzeczony przyznał się do rozwodu oraz dziecka, ale podał zupełne inne powody rozpadu małżeństwa.

To zła kobieta była, złapałem ją na zdradzie z moim kumplem. Nie mogłem tego dalej tolerować i ciągnąć – zwierzył się pewnego razu i wyraźnie wstydził się tego epizodu, zaś zakochanej kobiecie trudno było nie uwierzyć w taką wersję.

Krzyczący, wygrażający pięścią, przeklinający i miotający się po pokoju facet, to był zupełnie nowy obrazek. Gorączkowo myślała, jak z tego wyjść. Próbowała go uspokoić, ale nie udało się…

Każda godzina pozbawienia wolności przekonywała ją, że musi działać rozważnie. Pod wieczór wykorzystała moment nieuwagi Sławka i przez balkon udało się jej przedostać do sąsiedniego mieszkania. Znała z widzenia większość mieszkańców bloku –  zaskoczonemu starszemu mężczyźnie powiedziała, że zatrzasnęła drzwi, a nie ma klucza. Szybko wybiegła na klatkę schodową i uciekła na ulicę. Otwierane drzwiczki taksówki oznaczały ratunek i wolność. Bez namysłu poprosiła o zawiezienie się na najbliższy komisariat policji.

Po godzinie już tego żałowała. Opuszczała komisariat, cały czas czując na sobie ironiczne spojrzenie policjanta przyjmującego zgłoszenie. Była wściekła na siebie i swoją naiwność, na narzeczonego, że okazał się takim dupkiem, wreszcie na policjanta, że nie dopatrzył się przestępstwa i tak pobłażliwie potraktował jej zgłoszenie.

To był dopiero początek koszmaru. Były narzeczony nie odpuszczał. Nachodził Agnieszkę, groził jej, kilka razy uderzył, próbował zgwałcić. Dziewczyna nie chciała nawet z nim rozmawiać. Dla niej było jasne, że z kimś takim nie zbuduje szczęśliwego związku.

Kiedy kochanek zamienił się w brutalnego bandytę, doskonale wiedziała, co ma zrobić. Poszła na policję zgłosić groźby i napaść. Pierwsza wizyta jej nie zniechęciła. Liczyła, że może inny policjant potraktuje jej problem poważnie.

Takie zachowanie jeszcze bardziej rozłościło dręczyciela. Choć był wzywany na komisariat i przesłuchiwany, to policjantom nie chciało się pogrzebać w papierach i nawet nie doszukali się wyroku za znęcanie nad żoną. To chyba dodało mu siły i z jeszcze większym zapałem zaczął nękać Agnieszkę. Teraz, oprócz namówienia jej do powrotu i odbudowania związku, musiał ją przekonać do odwołania zeznań. Doskonale wiedział, że jeśli sprawa trafi  do sądu, to tam już nie będzie tak łatwo i sędziowie na pewno dokopią się w archiwum do akt sprawy z jego byłą żoną.

 

Żądza krwi

Porzucony, samotny i czujący nadchodzące niebezpieczeństwo Sławek, miotał się jak ranny zwierz po swoim mieszkaniu. Zbliżające się święta wielkanocne pogarszały tylko sytuację. W pracy koledzy mówili tylko o tym, szykowali się do rodzinnego świętowania, a on widział siebie w pustym mieszkaniu.

Do akcji przygotował się doskonale. W plecaku schował nóż, wiatrówkę, paralizator, taśmę klejącą i sznur. Dokładnie wiedział, co zamierza zrobić. To miało być porwanie. Święta są długie i na pewno wystarczy mu czasu, aby przekonać ukochaną do zmiany zdania.

Jednak wszystko poszło niezgodnie z planem. W przedświąteczną Wielką Środę, Agnieszka do pracy drukarni w Żernikach pod Poznaniem, przyjechała samochodem razem z matką. To znacznie skomplikowało całą sytuację. Nie zamierzał jednak odpuszczać. Może jej dzisiaj nie porwie, ale chociaż przemówi do rozsądku. Zdesperowany liczył, że matka stanie po jego stronie. Przecież kibicowała gorąco ich związkowi. Pełen nadziei podbiegł do samochodu. Agnieszka zauważyła go dopiero, gdy była już na parkingu.

Wzywaj policję! – krzyknęła do matki, a ta bez namysłu sięgnęła po telefon.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]