Misternie skonstruowany plan runął w gruzach. W myślach gorączkowo szukał innego rozwiązania.

Zostaw mnie w spokoju, między nami skończone, ile razy mam ci to tłumaczyć! – powiedziała Agnieszka.

W jej oczach zobaczył zdecydowanie i pewność siebie, coś zupełne innego,  niż w oczach żony podczas ogłaszania wyroku. Ta kobieta nienawidziła go i nie potrafiła tego ukryć.

Ręce same zacisnęły się na rękojeści noża w kieszeni. Nie panował nad sobą. Już druga kobieta go odrzuciła, zlekceważyła, nie doceniała. Urażona męska duma żądała krwi. Działał jak w transie, zadawał cios za ciosem, a wielkie ostrze gładko wchodziło w ciało. Ciało, które jeszcze kilka tygodni trzymał w ramionach w miłosnym uniesieniu. Chyba nie miał świadomości, że zabija.

Dopiero po kilku sekundach przyszło otrzeźwienie, ale było już za późno. Ukochana w kałuży krwi leżała bez ruchu na ziemi. Morderca porzucił nóż oraz plecak ze sprzętem i uciekł samochodem.

 

Kto jest winny?

Policja błyskawicznie rozpoczęła poszukiwania. W mediach pojawiły się zdjęcia ściganego zabójcy. Policjanci teraz już wiedzieli, że źle ocenili sytuację. Rzeczywiście, tak jak zeznawała zamordowana, mężczyzna był gotowy posunąć się do najgorszego. Istniała także realna groźba, że napastnik będzie próbował zaatakować kolejne osoby. Zarówno matka Agnieszki, jak i była żona oraz syn mordercy znaleźli się pod stałą policyjną ochroną.

Po zabójstwie, komendant wojewódzki zlecił przeprowadzenie kontroli w komisariatach, które zajmowały się przyjmowaniem zawiadomień od Agnieszki G. o groźbach i obawie o swoje życie. Stanowisko stracił komendant Komisariatu Policji Poznań – Stare  Miasto, naczelnik wydziału kryminalnego oraz jego zastępca.

Niestety, nie był to pierwszy przypadek lekceważenia zgłoszeń o przemocy ze strony mężczyzny w stosunku do partnerki. Tego typu przestępstw w Polsce zgłaszanych jest wyjątkowo dużo. Wprawdzie statystyka pokazuje, że niewielki procent z nich kończy się tak wielką tragedią, ale to nie może tłumaczyć lekceważenia i pozostawienia ofiar bez pomocy.

Ta historia pokazuje, że prawdopodobnie zatrzymanie napastnika tylko na 48 godzin, uratowałoby kobiecie życie. Sławomir B. był wyjątkowo agresywnym mężczyzną. Tylko zwykłemu niedbalstwu i lekceważeniu swoich obowiązków przez policjantów zawdzięczał, że nie trafił do aresztu tymczasowego. Przecież w przeszłości był już karany za takie samo przestępstwo. Znęcał się i bił swoją byłą żonę. Wiele na pewno wyjaśniłoby badanie psychologiczne. Takiego natężenia agresji nie sposób ukryć. Psycholog potrafiłby lepiej ocenić zagrożenie, niż znudzony policjant, przyjmujący kolejne zgłoszenie o wyczynach damskiego boksera. Chyba czas zmienić policyjne procedury w przypadku przyjmowania tego typu przestępstw.

Sławomir B. został odnaleziony w niedzielę. Zwłoki mordercy znaleźli członkowie rodziny. Mężczyzna powiesił się w piwnicy bloku przy ulicy Marszałkowskiej w Poznaniu, gdzie był zameldowany u swojej ciotki. To również może budzić zdziwienie. Jeśli trwa policyjna obława na bandytę, to właśnie miejsce zamieszkania powinno znajdować się pod szczególnym nadzorem, nawet jeśli ciotka poszukiwanego twierdziła, że od świąt Bożego Narodzenia Sławomir B. nie pojawiał się w jej mieszkaniu.

Lista błędów popełnionych przez policję w tym  przypadku jest wyjątkowo długa. Niestety Agnieszka straciła życie. Dla wielu kobiet, które znajdą się w podobnej sytuacji ta historia nie przynosi otuchy. Jak bowiem uwolnić się od swojego oprawcy, jeśli nie można liczyć na pomoc policji? Agnieszka głośno wołała o ratunek. Policyjni biurokraci nie usłyszeli jej krzyku.

 

Małgorzata Lipczyńska

 

Z szacunku dla ofiary, jej imię i inicjały zostały zmienione. Inicjały mordercy, ku przestrodze, są prawdziwe.

< 1 2 3 4

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]