Długoletnie doświadczenia i gruntowne badania naukowe dowiodły, że mutacji podlegają jedynie żywe organizmy. Swego czasu omal nie doszło do obalenia tej teorii, a przynajmniej podania jej w wątpliwość. Wszystko za sprawą Gertrudy E., piastującej kierownicze stanowisko w pewnej firmie znajdującej się w miejscowości Ostków, na południowych rubieżach Polski. Za jej sprawą prawdziwą mutację przeszedł stary, wysłużony samochód, nadający się już tylko na złom.Pani kierownik wpadła na genialny – jej zdaniem – pomysł odnowienia swego samochodu. Pomysł, który miał jej przynieść znaczne korzyści materialne oraz wymianę pojazdu na nowszy model. Zgubiła ją jednak zbytnia zachłanność.

Nie wiadomo, czy oszustwo pani kierownik zostałoby kiedykolwiek ujawnione, gdyby Patryk J., jej małżonek, rozmontował zużyty pojazd i wywiózł go na złom. To rozwiązanie związane było jednak z dodatkowymi kosztami. Aby oszczędzić kłopotu swemu mężowi pani Gertruda wybrała inną drogę.

Informacja o stojącym w krzakach samochodzie dotarła do najbliższej jednostki policji 18 czerwca, kiedy bujna roślinność z łatwością maskowała różne przedmioty. Tego dnia, przypadkowy spacerowicz podążający za swoim psem, trafił na ukryty w krzakach pojazd, który z zewnątrz prezentował się całkiem nieźle. Jako dobry obywatel zgłosił swoje odkrycie w najbliższej jednostce policji. Wstępne oględziny wskazywały na to, że jest to samochód pochodzący z kradzieży, porzucony po krótkotrwałym użyciu albo zostawiony przez złodzieja, który na pewien czas chciał go ukryć. Policjanci po przybyciu na miejsce od razu wykluczyli takie ewentualności, bowiem samochód nie nadawał się do użycia: był niesprawny i mocno zniszczony.

Jedynym wytłumaczeniem była chęć pozbycia się starego pojazdu w sposób najprostszy z możliwych, a zarazem najbardziej barbarzyński – powodujący zanieczyszczenie środowiska.

Należało więc ustalić właściciela, który tego czynu dokonał. Okazało się, że nie jest to takie proste.

O ile nie było problemu z określeniem koloru i marki pojazdu, to ustalenie innych danych było prawie niemożliwe. Powód? Brakowało tablic rejestracyjnych, pole numeru nadwozia było usunięte, a numer silnika zeszlifowany. Policjanci chwilowo musieli zadowolić się tym, że jest to mercedes w kolorze granatowym.

W celu ustalenia właściciela samochodu pojazd ten, a właściwie wrak samochodu, został poddany ekspertyzie mechanoskopijnej. Badania ukazały zdumiewające fakty. Okazało się bowiem, że właścicielką porzuconego auta jest Gertruda E., kierowniczka ze znanej firmy z siedzibą w Ostkowie. Jeszcze większe zdumienie ogarnęło policjantów, kiedy stwierdzili, że pani kierownik nie utraciła samochodu. W dalszym ciągu jest właścicielką granatowego mercedesa zarejestrowanego na jej nazwisko, a numery fabryczne tego samochodu są zgodne z zapisami w dowodzie rejestracyjnym.

Policja nie takie zagadki już rozwiązywała i funkcjonariusze byli przekonani, że i tym razem dadzą sobie radę. Wzięli zatem pod lupę samochód, który aktualnie eksploatowała pani kierownik. Okazało się wówczas, że w nadwoziu tego samochodu jest wycięte pole numerowe i w jego miejsce wstawione inne. Na nic zdały się zabiegi wykonawcy tej manipulacji i niemal perfekcyjne zatarcie miejsc spawania. Dzisiejsza technika dysponuje takimi środkami, które potrafią wykryć najmniejszą ingerencję w strukturę metalu, a w tym przypadku nie musiano nawet sięgać do takich nowinek.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze