Koło Świecia położona jest miejscowość Topolinek. To właśnie tam znajduje się dom, w którym dochodzi o tajemniczych zjawisk. W budynku tym mieszkał Józef Wojciechowski. Był pewny siebie, zaradny i przezorny. Kiedy budował swój dom, pod tynkiem ukrył przewody elektryczne i telefoniczne, choć w tamtych czasach jego sąsiedzi mogli o takich luksusach jedynie pomarzyć. Józef intrygował innych. Niektórzy twierdzili, że ma dwie dusze. Może mówili to z zazdrości, bo był pracowity i dobrze mu się powodziło.

Niestety, zginął w wypadku. Niektórzy pamiętają, że w czasie pogrzebu cztery konie nie mogły uciągnąć trumny z jego ciałem. Kiedy już udało się dojechać na cmentarz, nagle rozpętała się okropna burza. Mimo iż zmarł w 1950 roku, podobno nigdy nie opuścił swojego domu. Niedługo później tragicznie zmarła jego żona, a potem wnuczka. Jakie fatum wisiało nad rodziną?

Podobna była to klątwa za to, że do budowy domu wykorzystał materiały (dokładnie dachówkę), pochodzące z kościoła ewangelickiego w Grucznie. Kościół był uszkodzony, dlatego go rozebrano – wtedy w okolicy nie było już wielu ewangelików. Legenda głosi, że klątwa spadła na wszystkich Polaków, którzy z cegieł kościoła wznieśli swoje domy.

Wracając do Józefa – po śmierci bardzo często odwiedzał swoją posesję, przyprawiając o gęsią skórkę aktualnych mieszkańców. Zatrzymywał zegary na godzinę, poruszał portretami, włączał światło, dzwonił kieliszkami w kredensie, rozkręcał maszyny rolnicze, zdejmował rzeczy z wieszaka. Czasami też kładł się w łóżku obok mieszkańców, którzy z przerażeniem opowiadali, że nie widzieli go, ale czuli jego ciężar.

Czemu duch Józefa nie chce opuścić domostwa? Jedna z hipotez głosi, że z powodu ukrytego tam skarbu, którego dzielnie strzeże. Pojawiła się też plotka, że jedna z dusz Józefa (bo podobno  miał dwie) nie może opuścić ziemskiego padołu.

Skąd wiadomo, że to właśnie on nawiedza dawne włości? Gdy nowi właściciele wprowadzili się do domu, ujrzeli na stole fotografię. Zaczęli się zastanawiać, czy któraś z osób na zdjęciu to być może Józef Wojciechowski. Nagle zdjęcie drgnęło i odwróciło się do góry nogami na blacie stołu. Po tym zajściu niewidzialna siła dawała o sobie wielokrotnie znać.

O duchu Józefa z Topolinka napisano wiele artykułów. Został on nawet bohaterem książki. Aktualni mieszkańcy domu po Wojciechowskim niechętnie wracają do sprawy. Podobno obecnie duch daje o sobie znać niezwykle rzadko.

Agnieszka Kozak

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze