Uprawomocnienie się postanowienia o uznaniu męża za zmarłego otworzyło Beacie S. drogę do przeprowadzenia postępowania spadkowego. Cały dorobek życia biznesmena odziedziczyły po połowie Beata S. i ich jedyne dziecko, dwudziestodwuletnia córka.

Sieć hurtowni materiałów biurowych wdowa wraz z córką natychmiast sprzedały, podobnie jak dom, w którym mieszkały. Zostawiły sobie jedynie kilka bardzo atrakcyjnie położonych nieruchomości, z przeznaczeniem na wynajem.

Zaskoczeniem dla dość szerokiego kręgu znajomych Beaty S. było to, że po sfinalizowaniu transakcji wyjechała wraz z córką z Polski. Początkowo wydawało się, że miało to służyć oderwaniu się od przeszłości i zregenerowaniu psychiki po przeżytej traumie.

Jednak Beata S. postanowiła wraz z córką wyemigrować na stałe z kraju. Biorąc pod uwagę środki finansowe, jakimi dysponowała po śmierci męża, jej przyszłość była zabezpieczona, w zasadzie mogłaby być rentierem i odcinać kupony od posiadanego majątku.

Jeszcze dziwniejszym, niż sam pomysł emigracji, wydało się jej najbliższemu otoczeniu docelowe miejsce osiedlenia Beaty – Republika Południowej Afryki. Dla kobiety wychowanej w kulturze i klimacie europejskim nieprzymuszony wyjazd na stałe do Afryki był co najmniej dziwny.

Po wyjeździe Beata S. całkowicie zerwała kontakty z Polską. Tylko jej córka co jakiś czas przylatywała do kraju, doglądając spraw związanych z wynajmem nieruchomości. Do znajomych w kraju dotarły echa ślubu bogatej wdowy, który miał miejsce w RPA. Wybrankiem serca Beaty S. został bogaty biznesmen, z pochodzenia Europejczyk.

 

* * *

Przestępcy zaangażowani w wymuszanie haraczy w Małopolsce w końcu zostali tymczasowo aresztowani i obecnie w ich sprawie toczy się postępowanie karne. Wymuszania pieniędzy od małżeństwa Zygmunta i Beaty S. nigdy im nie przypisano, ze względu na brak dowodów. Interesujące natomiast okazały się zeznania szefa gangu Bronisława W., który stwierdził, że jeszcze przed aresztowaniem dostał poleconą przesyłkę z RPA. W środku była kartka pocztowa przedstawiająca panoramę stolicy RPA Pretorii, na odwrocie kartki odręcznym pismem dołączono pozdrowienia i podziękowania za pomoc w wyborze nowej drogi życia – pod tymi słowami podpisała się Beata S.

W przesyłce oprócz kartki pocztowej znajdowała się dyskietka zawierająca jeden plik w formacie JPG. Tym plikiem było cyfrowe zdjęcie ślubne świeżo upieczonej panny młodej. Na fotografii obok Beaty stał uśmiechnięty i opalony nowy małżonek. Bronisław W., gdy go zobaczył, osłupiał – z ekranu komputerowego monitora uśmiechał się do niego Zygmunt S. Do cyfrowego zdjęcia załączony był dodatkowy specjalny program, powodujący automatyczne usunięcie pliku po jego jednokrotnym otworzeniu. Jedyne co zostało Bronisławowi W. to kartka pocztowa z pozdrowieniami i podziękowaniami od małżonki biznesmena.

Nowy-stary mąż swojej żony nigdy nie przyleciał do Polski i nikt z dawnego kręgu znajomych państwa S. go nie widział. Pani Beata jednak wielokrotnie żaliła się rodzinie, że podatek spadkowy miał w Polsce horendalną wysokość. Raz nawet wyraziła się w ten sposób: szkoda, że zniknięcie męża nie miało miejsca w 2007 roku, kiedy to zaczęły obowiązywać nowe przepisy o spadkach i darowiznach, na podstawie których od odziedziczonego spadku nie trzeba byłoby zapłacić ani grosza…

Tomasz Krzemień

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]