Nie odzywali się do siebie. Ani wtedy, ani w pobliskim sklepie, gdzie G. kupił kilka puszek piwa, ani na górce za jej blokiem. Tam wypili piwo. Do mieszkania wrócili, kiedy się ściemniło.

– Przesuniemy go do małego pokoju – zdecydował Bogdan.

Posłusznie chwyciła za sztywne nogi.

Rano spieszyli się do pracy – on do betoniarni, ona do baru na warszawskim Czerniakowie, gdzie miała praktykę ochotniczych hufców pracy. Na przystanku Bogdan ostrzegł ją:

– Powiesz komuś, pójdziesz do mamra na całe życie, zrozumiano?

Kiwnęła przytakująco głową.

Po trzech dniach trup zaczął cuchnąć. G. przyniósł z piwnicy młotek, w kuchni poszukał największego noża. Ciął ciało na kawałki. Dwadzieścia lat później powie śledczemu, że Monika mu w tym pomagała, używając tasaka.

Pakowali kawałki zwłok do plastikowych toreb i wywozili tramwajem na pobliskie bagna.

Zmarły ważył ponad 120 kilo, musieli odbyć kilka kursów.

Zaginięcie Zenona S. zgłosiła jego żona Halina kilka miesięcy później, po powrocie ze szpitala. Zrobiła to za radą rodziny, bo jak zeznała policji, odbierała jego rentę i ZUS mógłby się przyczepić. Z nieobecności męża była zadowolona – od lat ją maltretował, przepijał wszystkie pieniądze. Teraz wreszcie mogła odetchnąć.

Bezskuteczne policyjne poszukiwania zaginionego zakończyły się umorzeniem sprawy pod koniec 1996 roku.

 

I co wy na to?

3 marca 2017 roku na komisariat policji na Pradze-Południe zatelefonowała kobieta, przedstawiając się jako Monika S. Prosiła o pomoc, gdyż były konkubent, Bogdan G., nie chce wyjść z jej mieszkania przy ul. Ostrobramskiej. Stukanie do zamkniętych drzwi nic nie dawało.

Pod blok podjechał patrol policyjny. 47-letni G. został wylegitymowany. Ponieważ w okazanym dokumencie miał wpisany inny adres, usłyszał, że ma opuścić lokal. Mężczyzna początkowo się opierał, a gdy zmierzono mu zawartość alkoholu we krwi (1,58 promila) wykrzyczał do funkcjonariuszy:

– Jak będę chciał, to wyjawię wam taki sekret, że usiądziecie z wrażenia.

Zachęcili go do mówienia.

– Ponad 20 lat temu – powiedział z pijacką butą Bogdan G. – z tą tutaj moją narzeczoną załatwiliśmy nożem jej ojca Zenona. I co wy na to?

– Co się stało z ciałem? – padło pytanie.

– Poćwiartowaliśmy i na raz, dwa, trzy, wyrzuciłem kawałki do bagna.

Bogdan G. i Monika S. zostali zaaresztowani.

W czasie oględzin mieszkania znaleziono ślady krwi rzekomo zaginionego Zenona S. Wykryto je po zastosowaniu luminalu na starym, niezmienianym od lat 70. linoleum, oraz na wyrzuconej do piwnicy plastikowej torbie.

Z protokołów pierwszych przesłuchań:

– Nie pamiętam dokładnie, to było chyba w 1995 roku – zeznał G., gdy wytrzeźwiał w celi. – Byłem po ciężkiej dniówce, mocno utyrany. Od 2 lat mieszkałem u Moniki w M-3 z jej rodzicami. Dowlokłem się na czwarte piętro, naciskam klamkę, zamknięte. A nie miałem klucza, zawsze otwierał mi Zenon, ojciec mojej dziewczyny. Stukam, pukam, a ten bluzga przez drzwi, żebym wypier…

Do wieczora czekał na Monikę na przystanku autobusowym. Ona miała klucze.

– O pozbyciu się ojca rozmawialiśmy już wcześniej – stwierdził G. do protokołu. – Kiedy jej oznajmiłem, że dziś to zrobię, przytaknęła: „Tak, tak”. Poszukaliśmy w kuchni odpowiedniego noża. Wszedłem do stołowego, gdzie Zenon, jak zwykle pijany, drzemał na wersalce. Na mój widok się poderwał, leciał z łapami. Przypier… mu prosto w serce. Kiedy upadł, Monika, która stała w progu, uciekła do naszej klitki. – „Chciałaś mieć spokój, wreszcie masz” – powiedziałem.

Potem przeciągnęliśmy ciało do małego pokoju, a my zajęliśmy duży. Matka Moniki jest chora na schizofrenię, była w tym czasie w szpitalu psychiatrycznym w Drewnicy. Wróciła po 4 lub 5 miesiącach.

Śledczy chcieli wiedzieć, gdzie konkretnie zostały wyrzucone zwłoki. Podejrzany zgodził się na wizję lokalną. Podjechali na zakole Kanału Wawerskiego.

– Kto wyrzucał? – zapytał prokurator.

Ja, ona nie miałaby takiego rozmachu.

– W którym kierunku poleciała głowa?

– W stronę tego uschniętego drzewa.

– Pan nosił zwłoki czy Monika S.?

– Do tego miejsca razem, dalej już sam musiałem.

– Zwłoki były ubrane?

– Nie, nagie.

– A co się stało z odzieżą?

– Wylądowała w śmietniku. Ale plastikowe torby zabraliśmy do domu.

Mimo spenetrowania całego zakola kanałku nie znaleziono szczątków zamordowanego. Nurkowie trafili na ludzkie kości, leżące tam od 20 lat, ale patomorfolog stwierdził, że ofiarą była kobieta.

Poznaj szczegóły tej mrocznej historii i sięgnij po najnowszy numer „Detektywa – Wydanie Specjalne” 1/2020.

Więcej ciekawych i intrygujących tematów kryminalnych znajdziesz  w najnowszym kwartalniku „Detektyw Wydanie Specjalne” nr 1/2020 w sprzedaży od 25 lutego 2020 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze