Rodzinne piekło

Kolejna klęska, to ciosy wymierzone przez Lyle i Erika w dobre imię rodziców, którzy ponieśli śmierć z ich rąk i już nie byli w stanie odpierać zionących nienawiścią ataków na ich cześć. Pod dyktando adwokatów bracia ujawnili na sali sądowej niewiarygodne szczegóły z życia pozornie idealnej rodziny. W miarę upływu kolejnych dni, tygodni, miesięcy i lat, ludzie znający dobrze rodzinę Menendezów jako jedną z najbardziej kochających się rodzin Kalifornii, zwątpili w to co zapamiętali.

Już od pierwszych dni procesu Lyle i Erik postanowili przekonać ławę przysięgłych, że unicestwiając swych rodziców w tak zwyrodniały sposób, walczyli o własne życie. Trudno to zrozumieć, więc powtórzmy tę myśl w taki sposób: gdyby Lyle i Erik nie zgładzili swych rodziców, rodzice byli już o krok od zamordowania Lyle i Erika.

Karkołomnej taktyce obrony dwóch morderców musiały więc towarzyszyć prawdziwe, czy też wymyślone brudy z życia rodziny Menendezów, starannie ukrywane pod dachem ich ekskluzywnych posiadłości, wywleczone na sali sądowej przez dwóch synów walczących o łagodny wymiar kary.

Opinia publiczna dowiedziała się więc, jak żałosnym i nieszczęśliwym był związek imigranta z Kuby z jego „amerykańską zdobyczą”. W tym pozornie idealnym związku małżeńskim, Kitty nie miała prawa głosu. Jose prowadził podwójne życie. Kitty wiedziała o innych kobietach i musiała się pogodzić z ich istnieniem. Jose szczycił się posiadaniem licznych kochanek. Jego stałą partnerką była poznana w 1978 roku Louise, ciemnowłosa i atrakcyjna, mocno stojąca na nogach kobieta biznesu. Stanowili nierozłączną parę w podróżach służbowych, które kończyły się przeważnie w domu Louise na nowojorskim Manhattanie.

Wyglądało na to, że będzie to związek na długie lata, utrzymywany na nieobcych ludziom wielkiego biznesu zasadach respektowania żony, rodziny i dzieci oraz „tej drugiej” lub „tego drugiego”. Jak Louise zeznała na procesie, Jose czuł się świetnie jako władca dwóch kobiet. Żonę kochał i szanował; kochankę szanował i kochał.

Kitty wpadła na trop tego związku dopiero w ósmym roku jego trwania. Jose przyznał się do drugiego życia z Louise, opowiedział też o poprzednich skokach w bok. Kitty wpadła w depresję i groziła popełnieniem samobójstwa.

Nieustanna wojna podjazdowa ojca z matką mogła co najwyżej zniechęcić Lyle i Erika do rodziców. Obłudne, staranne ukrywanie przed otoczeniem drugie życie pozornie idealnych małżeństw jest przecież niemal normą w społeczeństwach cywilizowanego świata. Napięcia wywołane niewiernością Jose były jednak zaledwie wierzchołkiem góry lodowej w bezmiarze zła gromadzącego się od lat pod dachem posiadłości rodziny Menendez, początkowo w Princeton, potem w Los Angeles. Taka była linia obrony Lyle i Erika na usprawiedliwienie makabrycznej zbrodni. Pani mecenas Leslie Abramson z zespołem trojga renomowanych obrońców, pobierających setki dolarów za każdą godzinę usług, próbowali wmówić ławie przysięgłych, że to nie Lyle i Erik, lecz Jose i Kitty są odpowiedzialni za wydarzenia sierpniowej nocy 1989 roku.

Zdaniem obrony, bracia od lat żyli w strachu o życie. Byli traktowani przez rodziców niemal jak zwierzęta, a bez wątpienia jako źródło podniet i przyjemności seksualnych. Oto fakty ujawnione przed sądem. Kilka dni przed tragiczną nocą 20 sierpnia Erik wyznał starszemu bratu, że jest zabawką seksualną w mocy ojca. Jose Menendez wykorzystuje go od dwunastu lat. Nocne napaści zaczęły się, gdy Erik miał sześć lat. Czasem do łóżka wchodziła także matka i brała udział w orgii. Erik często wymiotował. Skorzystał z rady kolegi z klasy i dosypywał ojcu cynamonu do herbaty, bo podobno cynamon niweluje nieprzyjemną woń i smak spermy.

Słuchając wyznań brata, starszy Lyle też wyznał swoją tajemnicę: ojciec molestował go seksualnie przez dwa lata, od szóstego do ósmego roku życia.

Kilka dni przed zbrodnią Lyle w końcu postawił się ojcu. Poszedł do niego i powiedział, że wie o wszystkim. Pamięta te wszystkie straszne noce z dzieciństwa, a teraz wie, że Erik przeżywa ten sam koszmar. Domaga się zaprzestania zboczonych praktyk.

Ojciec zachował się w sposób wyjątkowo arogancki. Lyle zeznał, że ojciec wyśmiał obu braci. Jose twierdził, że synowie należą do niego i tylko on może decydować o ich życiu. Wyraził niedwuznaczną groźbę: sprawa molestowania seksualnego powinna pozostać najbardziej strzeżoną tajemnicą rodzinną. Jest to tajemnica zagrożona karą śmierci. Tak, śmierć poniesie ten z rodziny Menendezów, kto ujawni potajemne praktyki w sypialniach rodziców i chłopców.

Obrona twierdziła: to tajemnica seksualnego wykorzystywania chłopców była główną przyczyną tragedii w nocy 20 sierpnia 1989 roku. Erik i Lyle ujawnili przed ojcem wszystko: to co wiedzą, co pamiętają, na co nigdy się nie godzili i nie mają zamiaru godzić. Ojciec zagroził im śmiercią. Nie mieli więc wyboru. Należało zgładzić ojca. A jeśli ojca, to i matkę, posiadaczkę tajemnicy zwyrodniałych stosunków w rodzinie. W przeciwnym razie oni, to znaczy chłopcy, musieliby ponieść śmierć. Śmierć z rąk rodziców. Bracia zeznali przed sądem, że odkrycie wszystkich kart w tej grze przed ojcem równało się wyrokowi śmierci. Wtedy bez wahania pojechali do San Diego i kupili dwie strzelby oraz znaczny zapas amunicji.

 

Stek łgarstw

Prokurator Lester Kuriyama z zespołem dwóch asystentów potraktował linię obrony jako wymyśloną bajeczkę niepopartą nawet cieniem dowodu. Fakty przeczyły zeznaniom braci. Trudne do zbicia dowody świadczyły o tym, że bracia Lyle i Erik do chwili aresztowania spędzili życie jak w bajce. Mieli najwspanialszych, oddanych rodziców. Dzieci z innych milionerskich rodzin Ameryki mogłyby im tylko pozazdrościć. Nad ich dobrem czuwała opiekuńcza matka. Ich życie upłynęło w przesadnym luksusie. Mieli dostęp do wszystkich dóbr materialnych. Drogie samochody, instruktorzy tenisa, wybór najlepszych szkół.

Dobitną ilustracją tego, co przekreślili, dokonując masakry swoich rodziców, był dzień w wigilię tragedii. Tego dnia rodzice wyczarterowali łódź rybacką, by sprawić synom frajdę polowania na rekiny. Podczas gdy bracia Menendez próbowali złapać rekina, miliony ich rówieśników pracowały za podstawową stawkę, wynoszącą wówczas 3,75 dolara za godzinę minus podatek.

 

Prokurator wykazał, że nie istnieją żadne dowody na rzekome orgie seksualne w sypialniach rodziny Menendez z udziałem dwóch synów. Bracia nigdy wcześniej nie ujawnili faktu zboczonych praktyk pod dachem rodzinnego domu. Nikomu nie opowiedzieli o molestowaniu seksualnym. Nie poskarżyli się pozostałym członkom rodziny, kolegom, swym dziewczynom, nauczycielom, a wreszcie psychiatrze, do którego – jak się okazało – Erik miał bezgraniczne zaufanie.

Skoro aż tak drastyczne czyny rzeczywiście miały miejsce, bracia mogli złożyć skargę na ojca i doprowadzić do jego uwięzienia, zamiast planować podwójne morderstwo.

Podczas pierwszego i drugiego procesu stanowisko prokuratora było jasne i precyzyjne: bracia Menendez zbrodnię na rodzicach zaplanowali z całą premedytacją. Starannie utkali skomplikowaną sieć okoliczności prowadzących do zbrodni: zakupili broń, posługując się skradzionym dokumentem, przygotowali fałszywe alibi, udawali rozpacz w chwili przyjazdu policji na miejsce morderstwa. Po zgładzeniu rodziców wymazali z komputera dokumenty rodzinne świadczące o narastającym konflikcie, w tym przypuszczalnie najnowszą wersję niekorzystnego dla nich testamentu. Najęli w tym celu eksperta, by się upewnić, że po testamencie nie pozostał ślad na twardym dysku komputera.

W świetle tych faktów wersja obrony, że Lyle i Erik działali w obronie własnej nie odpowiada rzeczywistości. Bracia Menendez nie musieli działać w obronie własnej, bo trudno posądzać ich oddanych i kochających rodziców o złe zamiary wobec synów.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze