KLAUDIA

Siedzę za narkotyki. Nie mam męża, ale mam dziecko. Rozstałam się z chłopakiem tuż przed więzieniem. Nie chciało mi się dłużej z nim być. Dziecko to był taki przypadek. Tego kolegę znałam już 25 lat, od piaskownicy. Chciałam mieć dziecko i pomyślałam, że nie pójdę gdzieś do kogoś obcego. Od tej chwili byliśmy ze sobą i mieszkaliśmy razem. Teraz jestem tutaj i nie mamy żadnego kontaktu. Ale przecież to ojciec mojego dziecka. Mój syn ma 4,5 roku. Raz w miesiącu przyjeżdża do mnie razem z moją mamą. Uczę go różnych słów po angielsku. To taki mały rozrabiaka…

Teraz jestem singielką i na razie tak mi dobrze. Będę tu jeszcze 5 lat. Zaprzyjaźniłam się z kilkoma dziewczynami i myślę pozytywnie. Jednak sceptycznie patrzę na takie rzeczy, jak śluby, czułe listy, czy miłość. Nic mnie to nie obchodzi. Mam teraz na głowie dziecko, mamę. Zresztą jestem leniwa, nie chciałoby mi się pisać tych wszystkich listów. Może fajnie byłoby z kimś korespondować, ale nie chcę tego zaczynać, bo jeszcze pomyliłabym listy i wysłałabym nie ten, co trzeba.

Tutaj zresztą i tak nikogo nie mogłabym spotkać, nie wychodzę stąd, nie pracuję. Dziewczyny są zupełnie inne. Jak przyjdzie z kuchni jakiś chłopak z obiadem to wszystkie piszczą, zachowują się jak debilki, cuda wyczyniają. Może jest tutaj takie duże zapotrzebowanie na uczucie, ale mnie to w ogóle nie bawi. Nie wiem, jaka to może być miłość z chłopakiem, którego widziało się cztery razy na oczy.

 Śmieszą mnie takie miłości. W ogóle nie jestem romantyczna. Dla  mnie miłość to jest coś takiego bardziej fizycznego. Nie piszę do nikogo, bo skąd mogę  wiedzieć, czy on naprawdę sam odpisuje, czy nie czyta listów kolegom? Inni niech sobie szukają tej miłości. Mi jest dobrze tak, jak jest.

 

AMELIA

Dziecko mi zabrali! Miałam trójkę dzieci: pierwsze urodziło się martwe, drugie poroniłam, trzecie przez mój nałóg mi zabrali! Miałam fajnego faceta, ale przez niego straciłam dziecko. To była też moja wina… Byliśmy uzależnieni od narkotyków. On się wyleczył, jednak nie starał się o odzyskanie dziecka. Nie zrobił nawet nic, żeby dostać ojcostwo. Dlatego przypuszczam, że jak wyjdę, to zostanę sama. Na wolności mam rodzinę, ale nie chcę nawet o niej myśleć. Miałam straszne dzieciństwo. Trudno mi wracać do tego, co było. Teraz siedzę i czeka mnie jeszcze dwadzieścia miesięcy. Siedzę już ósmy raz w więzieniu za drobne kradzieże. Za każdym razem mam nadzieję, że nigdy tu już nie wrócę, a jednak…

 Może tym razem się uda, życie pokaże. Nie mam tu nikogo i dobrze mi z tym, ale boję się myśleć, co będzie później.  Żyję po prostu dniem dzisiejszym.

 

ŻANETA

Jestem tu już 5 lat. To wszystko zaczęło się 20 lat temu. On ma już swoją rodzinę. Mieszka w Izraelu. Ja do tej pory nie wyszłam za mąż.

Jeszcze w szkole średniej śpiewałam w chórze i jeździliśmy po świecie. Pierwszy raz poleciałyśmy do Izraela w 1993 roku. Przydzielono nam do ochrony chłopaka z karabinem. I to był właśnie on! Z Izraelem nic mnie nie łączyło, więc później nie miałam możliwości, żeby tam znowu polecieć i spotkać się z nim. Nie stać mnie było na bilet, ani nie mogłam dostać wizy. On był wtedy w wojsku izraelskim i nie wiedział, czy w ogóle przeżyje tę wojnę i czy się jeszcze spotkamy. Powiedział, że ma zamiar za dwa lata przyjechać do Polski. Wysłałam do niego bardzo dużo listów, chociaż nie wiem czy doszły.

 Po dwóch latach zadzwonił, że jest w Polsce. Byliśmy razem parę miesięcy, potem ja do niego poleciałam. Skończyłam studia i zaproponowali mi pracę w Izraelskich Liniach Lotniczych. W 2000 roku zaręczyliśmy się w synagodze. Moja rodzina go zaakceptowała i pokochała, mimo że nie mogli się nawet porozumieć.

Po trzech latach niespodziewanie zerwał ze mną zaręczyny. Moje życie się skończyło. Dla mnie to była ściana. Nie mogłam pogodzić się z tym, że mnie zostawił. Nie wystarczało mi, że będziemy tylko przyjaciółmi. W tym samym roku moja mama zachorowała na raka. Niedługo później miałam wypadek w pracy – poparzyło mi twarz.

Zaczęłam brać narkotyki, to przez nie znalazłam się tutaj. Trafiłam na detoks. Tam poznałam nowego chłopaka. Miałam z nim dziecko, ale on nie mógł pogodzić się z moją przeszłością. Nie chciał mieć nic wspólnego ani ze mną, ani z dzieckiem.

Zresztą nigdy nawet nie widział go na oczy. A mój synek jest wspaniały, najpiękniejszy na świecie! Urodziłam go rok przed aresztowaniem. Nie pozwolono mi się nim zajmować, bo nie mogłam chodzić – miałam zakrzepicę. Mój ojciec ustanowił dla niego rodzinę zastępczą. W rzeczywistości dziecko mieszkało ze mną i tylko kiedy przychodził kurator, oddawałam je ojcu. Pewnego dnia mój syn zniknął i dowiedziałam się, że oddano go do prawdziwej rodziny zastępczej. Nie wiedziałam co się z nim dzieje, a to był cały mój świat! Nie mogłam dopuścić do tego, żeby moje dziecko ktoś adoptował!

Poznałam wtedy mojego obecnego chłopaka. Wkrótce potem trafiłam do aresztu. Pomyślałam, że te wszystkie moje upadki nie były bez sensu, że trafiłam w końcu na człowieka, który pomoże mi odzyskać dziecko, albo przynajmniej mieć z nim kontakt. Pierwszy raz w życiu ktoś napisał coś, czego nigdy przedtem nie słyszałam: „O nic się nie  martw, ze wszystkim damy sobie radę”. I teraz, siedząc w wiezieniu, odzyskuję kontakt z moim ojcem, a poprzez niego także z synem. Mój chłopak załatwia te wszystkie sprawy za mnie.

Już niedługo będę mogła wychodzić na przepustki i widywać się z moją miłością. Mam jeszcze stare sprawy – kradzieże, napady, przez co mój wyrok może się znacznie przedłużyć. Ale on mówi, że jest ze mną na całe życie i że nie ma znaczenia to, jak długo będzie czekał. Mogę tu spędzić jeszcze pięć lat, albo dłużej. Piszemy do siebie cały czas, przysyła mi karty telefoniczne i każe dzwonić, a gdy nie dzwonię, jest obrażony. On też całe życie czekał na kogoś takiego, kto będzie już na zawsze.

 Na żywo widziałam go tylko w sądzie. Policjant pozwolił nam przytulić się i pocałować. To najpiękniejsze na świecie uczucie, choć zawsze mi się wydawało, że mój wymarzony chłopak z Izraela miał być tym jednym jedynym…

 

AGATA

Jestem tutaj już rok i trzy miesiące. Czeka mnie jeszcze około siedmiu, ośmiu lat. Mam recydywę za kradzieże, ale może uda się wyjść na jakieś warunkowe zwolnienie. Mogę się o to starać dopiero za pięć lat. Jest ciężko, ale można się przyzwyczaić.

Nie mam nikogo. Myślałam o tym dużo, żeby kogoś mieć, ale tutaj to zupełnie nierealne. Po co się łudzić i liczyć na coś nierealnego. Na razie siedzę i wolę nie myśleć o tym, co jest tam, na wolności. Jak się za dużo myśli, to jest dużo gorzej. Na pewno lżej byłoby mieć kogoś, do kogo można napisać list, odezwać się. Ale jak nie ma, to spod ziemi się go nie wygrzebie.

Siedzę już trzeci raz. Jestem zupełnie samotna, ale też nie chcę nikogo mieć. Może lepiej nie myśleć, co robi mój chłopak na wolności. Kiedyś mieszkałam z jednym chłopakiem, ale on ze mną zerwał. Byliśmy narkomanami. W takim świecie można się zakochać, ale zwykle są to związki toksyczne i bardziej żyje się nie po to, żeby mięć tę drugą osobę, ale raczej by zdobyć coś do ćpania. Ja poszłam do więzienia, on ćpa dalej.

Mam przed sobą długie lata odsiadki, a on na pewno nie będzie na mnie czekał. To boli. Tym bardziej, że jak on był w takiej sytuacji, to ja na niego czekałam! Oczywiście marzę, żeby spotkać kogoś, zakochać się, ale może dopiero, gdy wyjdę na wolność, poznam kogoś na dobre i na złe.

W więzieniu są przyjaźnie. Można poznać fajne dziewczyny. Są takie, z którymi znam się jeszcze sprzed lat. Jak tutaj przyszłam i zawalił mi się cały świat, to one mi pomogły. Kiedy straciłam chłopaka i przyszły te straszne wyroki, one były dla mnie wtedy bardzo ważne. Nie pozwoliły na załamanie i na depresję, o co tutaj jest bardzo łatwo. Zwłaszcza, kiedy wszystko się wali. Teraz wspieramy się z dziewczynami i to jest najważniejsze. Chodziłyśmy razem na kurs zdobienia techniką decoupage’u, później na kurs dziennikarski. Wszystkie jakoś myślą o tym swoim chłopaku – co teraz robi, gdzie jest… każdemu brakuje bliskości. Bywa, że dziewczyny zakochują się w innych dziewczynach, ale mnie to nie dotyczy.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]