Przestępstwa po alkoholu stanowiły w czasach komunistycznych codzienność. Polska Rzeczpospolita Ludowa wódką stała, choć władza maskowała niewygodne dane. Szczyt spożycia przypadał na lata 70. i wczesne 80. Według obecnych obliczeń – na podstawie dostępnych danych statystycznych – w 1980 roku Polacy wypili aż półtora miliarda butelek wódki! Apogeum pijaństwa wiązało się z problemami gospodarczymi. Sklepowe półki świeciły pustkami, ale wódki nigdy nie brakowało. Zresztą o zaopatrzenie dbała sama władza, która – pozornie walczyła z plagą pijaństwa – jednak w rzeczywistości budżet kraju czerpał z tego gigantyczne dochody. W połowie lat pięćdziesiątych wpływy ze sprzedaży alkoholu stanowiły około 11 procent budżetu, w 1960 roku – około 9 procent, w 1970 roku – około 11,5 procenta, w 1975 roku – około 12,5 procenta, by w 1980 roku przekroczyć 14 procent. W czasach Edwarda Gierka jeden sklep z wódką przypadał na około 630 mieszkańców. Dla porównania – w Finlandii jeden punkt sprzedaży napojów wyskokowych „obsługiwał” ponad 27 tys. osób.

W PRL-u pili wszyscy – od robotników budowlanych, po dygnitarzy partyjnych. Przykłady szły z samej góry, by wspomnieć choćby przywódcę zaprzyjaźnionego państwa radzieckiego – Leonida Breżniewa, który kompletnie zalany, podczas VII zjazdu PZPR przed setkami delegatów zaintonował „Międzynarodówkę”, a następnie „dyrygował” śpiewającymi.

Wybór trunków nie był jednak szczególnie bogaty. Na stołach dominowała wódka czysta. Symbolem knajpianego upijania się do dziś pozostaje natomiast tzw. lorneta z meduzą. Pod tą nazwą kryją się dwie pięćdziesiątki czystej wódki i zagryzka, czyli nóżki wieprzowe w galarecie. Nieco lepiej z wyborem alkoholi było w latach 70., kiedy władza chcąc „ściągnąć” z rynku dolary przesyłane obywatelom od rodzin z USA, uruchomiła sieć sklepów z zagranicznym asortymentem – zwanych Pewexami. Wraz z nimi pojawił się szerszy wybór wódek czy koniaków, choć i tak większości społeczeństwa nie stać było na co dzień na takie luksusy. Oprócz wódki pozostawały więc tanie wina i piwa, w barach piwnych, które ze względu na złą sławę nazywano mordowniami.

W latach 80. walkę z alkoholizmem w czasie pracy podjął, stroniący od wódki, generał Wojciech Jaruzelski. Wyższa kadra oficerska, przyzwyczajona do mocno zakrapianych imprez, przy niepijącym przełożonym musiała się krygować. W 1981 roku wprowadzono alkohol na kartki. Rok później drastycznie ograniczono liczbę sklepów z wódką. Wprowadzony też został zakaz sprzedaży mocniejszych alkoholi przed godziną 13.00. Społeczeństwo poradziło sobie jednak z takimi ograniczeniami. Kwitło bimbrownictwo i nielegalny handel, a wódka funkcjonowała jako równoległy do pieniądza środek płatniczy.

 

Krzysztof Strug

Niektóre szczegóły zostały zmienione.

 

 

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]