Zamiast niego do gry zasiadała jego żona oraz młoda, czarnowłosa asystentka, Hildegard Hübner (w tym czasie on wychodził do kina lub do pobliskiej kawiarni). Swą urodą oraz biżuterią, którą lubiła się obwieszać, wzbudzała zrozumiałe zainteresowanie mężczyzn, ale ona raczej ich unikała.

Była do tego zobowiązana umową, jaką swego czasu zawarła z Puchem. Zabronił jej wszelkich kontaktów z innymi graczami, bo mogłaby przypadkiem zdradzić sekret jego systemu gry. Nie wiadomo, na czym system ten polegał, ale widać był dość skuteczny, bo Austriak wygrywał znaczne sumy.

Gracze tacy jak Winkel i Puch są zmorą każdego domu gry.

Potrafią w znaczący sposób uszczuplić jego zyski. Dyrektor Neid odczuł to najdobitniej. Od stycznia do lipca 1954 r. jego Casino-Palast zarobiło ponad milion marek mniej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego i Neid wiedział, że po części jest to skutek działalności Pucha i Winkla. W końcu uznał, że coś z tym problemem trzeba zrobić i dlatego w pewnym momencie kasyno zaczęło utrudniać obu graczom dostęp do stołu gry. Posługiwano się różnymi pretekstami. Raz były to zarzuty o stosowanie nielegalnych praktyk obliczeniowych, innym razem nie podobał się ich ubiór lub zachowanie, w końcu wypraszano ich z sali bez podania przyczyny.

Obaj gracze w różny sposób zareagowali na ten afront. Puch zamienił kasyno, Winkel zaś udał się do Neida i złożył mu propozycję. W zamian za 10-procentowy udział w zyskach i comiesięczną pensję w wysokości 50 tysięcy marek gotów był wraz ze swymi ludźmi całkowicie wycofać się z Casino-Palast. Neid roześmiał mu się w twarz.

Dobry żart, panie Winkel – powiedział i propozycję odrzucił.

Winkel potraktował odmowę jak akt wypowiedzenia wojny i przystąpił do ofensywy. W Hamburgu, a później w całych Niemczech Zachodnich rozgłosił, że sprzeda swój sprawdzony i niezawodny system gry w ruletkę każdemu, kto zapłaci 50 marek. Kolportowany przez niego tekst reklamowy głosił, że dzięki jego systemowi „wszyscy, którzy interesują się ruletką i obdarzeni są mocnymi nerwami oraz dobrą koncentracją” osiąganą stały zysk w grze przy kapitale początkowym w wysokości zaledwie 120 marek.

Na sprzedaży systemu Benno Winkel zarobił około 100 tysięcy marek, ale nie wiadomo, czy ktoś dzięki niemu cokolwiek wygrał.

Prasa nie odnotowała takich przypadków, ale trudno się dziwić. Nawet jeśli ktoś nabył broszurę z opisem systemu i odniósł sukces w grze, wolał się tym nie chwalić, ponieważ cała sprawa znalazła finał w sądzie. Różni „zatroskani obywatele” oskarżyli Winkla o oszustwo i postawili przed sądem.

 

Rzeczoznawcy w swej większości opowiedzieli się przeciwko oskarżonemu. Twierdzili, że nie ma systemu, który pozwalałby na „osiąganie stałego zysku” w grze w ruletkę, więc sprzedaż czegoś, co nazywało się „gwarantowanym systemem” nie była zbyt uczciwa. Mimo to Winkel został uniewinniony. Na jego korzyść niewątpliwie przemawiał fakt, iż wśród ludzi, którzy nabyli jego system był również emerytowany sędzia sądu rejonowego w Travemünde.

Antoni Szmytkowski

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze