Wśród białego dnia, gdy na placu były tysiące ludzi, przykładano mu do skroni rewolwer, bito tak długo w zęby, aż je zupełnie stracił. Ludzie widzieli, patrzyli się, ale nikt nie śmiał się słowem odezwać, nikt nie śmiał się wtrącić. Wszyscy dużo wiedzieli, ale nie wolno było pisnąć słówkiem. A policjant, który się temu przyglądał, odwracał się. Usunięto go natychmiast z policji; kilka dni później założył budkę na Kercelaku. Kiedy czara się przebrała, świadek Dek zebrał się w sobie i udał się na VII komisariat policji. Odpowiedziano mu: – Przecież nie zabili pana jeszcze, a jak ma pan pretensje, podaj pan do sądu. I oto Dek musiał zlikwidować interes. Dziś już nie ma straganu i jest człowiekiem okaleczonym na całe życie…”.

„Takich ofiar, którym banda „Tasiemki” nie tylko zniszczyła majątek i zdrowie, ale i złamała życie, było więcej. Przed warszawskim sądem stanął m.in. młody człowiek, Chaim Siekierka.  Terroryści zmuszali go do hulanek i libacji. Tracił pieniądze i spędzał noce poza domem. Rozgoryczona żona dokuczała mu, podejrzewając, że terror jest pretekstem do swawoli. Powstawały niesnaski. Dziś Siekierka nie ma żony, nie ma straganu i nie ma z czego żyć…”.

Proces w tej trudnej i skomplikowanej sprawie trwał dwa tygodnie. Z ponad 150 świadków większość potwierdziła swoje wcześniejsze zeznania. Siemiątkowski skazany został na 3 lata więzienia, zamienionego na „dom poprawy”. Sąd drugiej instancji skrócił wyrok do dwóch lat. Polski Al Capone wkrótce i tak wyszedł na wolność, ułaskawiony przez Prezydenta RP. Najbardziej obciążony przez świadków, Pantaleon Karpiński, usłyszał wyrok 6 lat ciężkiego więzienia. Jego kompanom wymierzono kary od roku do 5 lat pozbawienia wolności.

W czasie okupacji hitlerowskiej Siemiątkowski rozpoczął działalność w polskim podziemiu. Jednocześnie, jako członek gangu oszustów, łupił naiwnych za pomocą gry w „trzy kubki”. Jesienią 1942 roku, wraz synem Janem, został aresztowany przez Niemców i osadzony na Pawiaku. Stamtąd, w styczniu 1943 roku, przetransportowano go do obozu koncentracyjnego na Majdanku w Lublinie. Na początku lutego 1944 roku zmarł w obozie na tyfus.

Po Kercelaku pozostała jedynie legenda, ponieważ bazar spłonął całkowicie podczas wojennej zawieruchy. Dziś, na skrzyżowaniu ulicy Okopowej i alei Solidarności, znajduje się Rondo Kercelak, upamiętniające tamte czasy.

 

 

Leon Madejski

 

 

< 1 2 3 4 5

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]