Tymczasem śledczy rozpytywali także znajomych podejrzanego, jego kolegów z pracy, a nawet przyjaciółkę, jak to określono w aktach sprawy. Koledzy z biura określili Ryszarda jako dobrego pracownika, który jednak nie stronił od alkoholu i zabaw w lokalach, łatwo nawiązując znajomości z kobietami.

On sam, odpowiadając na obciążające zeznania żony, odparł, że Halina od dłuższego czasu leczyła się na nerwicę, która ostatnio pogłębiła się po kolejnym osadzeniu ich syna w więzieniu za napad rabunkowy. Ryszard przyznał się, że zdradzał żonę, a ona podejrzewając go o to, zapowiadała zemstę.

 

Siekierka w rękach kobiety

Sprawa wyglądała wątpliwie. Przyciśnięta przez funkcjonariuszy Halina zaczęła zmieniać zeznania. Najpierw opowiedziała, że zabiła teściową wspólnie z mężem, a wreszcie przyznała się do samodzielnego zabójstwa.

Było to tak: krytycznego dnia wróciła z pracy około godziny 18. Teściowa wpuściła ją do mieszkania, a gdy zdjęła płaszcz i siadła na wersalce, Władysława kazała jej przynieść z piwnicy ziemniaki i ogórki. Synowa odparła, że jest zmęczona i głodna, co spotkało się z agresywną reakcją starszej pani.

Nie dość, że ją zwymyślała, to szarpała za ubranie, a w końcu walnęła obuchem siekierki w plecy. Była to mała siekierka kuchenna, którą akurat przybijała gwoździki w futrynę drzwi kuchennych. To wystarczyło, żeby iskra napięcia spowodowała wybuch. Granica upokorzenia została przekroczona.

Halinie przypomniały się wszystkie krzywdy, jakich przez lata doznawała od teściowej. Wpadła w furię, rzuciła się na nią, przewróciła na podłogę, wyrwała siekierkę z rąk i zaczęła walić ostrzem po głowie. Nie pamięta, ile razy. Gdy zorientowała się, co zrobiła, zamierzała wezwać sąsiadów, by ratowali teściową. Wtedy zobaczyła przez okno, że mąż wraca od strony „Kolorowej”, więc przyszło jej do głowy, aby upozorować rabunek. Powyrzucała bieliznę i ubrania z szaf, wybiegła z mieszkania, zatrzaskując drzwi, siadła na schody w oczekiwaniu na Ryszarda…

Wyjaśniając przyczyny swego czynu, Halina opowiadała o krzywdach, jakie wyrządziła jej teściowa. Nie znosiła sprzeciwu, była agresywna, traktowała ją jak służącą, upokarzając na każdym kroku. Według oskarżonej, jej mąż nie interesował się domem, przy pełnej aprobacie swej matki, uważającej, że miejsce kobiety jest przy garach i dzieciach, a mężczyzna jest stworzony do rozrywki. Na tym tle dochodziło do scysji, które przed laty doprowadziły Halinę do nieudanej próby samobójczej.

Na rozprawie sądowej żałowała, że nie potrafiła się opanować po tym, jak teściowa uderzyła ją siekierką w plecy. Wytrwała tyle lat i nigdy do głowy jej nie przyszło, by ją skrzywdzić.

Rozpatrujący sprawę sędzia chyba był pod wrażeniem tych słów, bo skazał kobietę tylko na 3 lata więzienia, orzekając jednocześnie umieszczenie jej w szpitalu psychiatrycznym.

Po dwóch latach ten sam sędzia próbował ułatwić skazanej powrót do domu. Domu, którego już nie było. Mieszkanie zostało zamienione na dwa inne i podzielone między rodzinę, w której nie było chętnych, by się Haliną zaopiekować. Jej mąż zdążył przeprowadzić z nią rozwód, ożenił się z dotychczasową kochanką i wyjechał na południe Polski.

Pół roku później ten sam skład sądu wojewódzkiego uznał, że Halina nie musi odsiadywać reszty wyroku w więzieniu, a po okresie aresztu i pobycie w szpitalu psychiatrycznym można potraktować karę za wykonaną. Zarówno zdrowie fizyczne, jak i psychiczne skazanej poprawiło się na tyle, że może wrócić na wolność. Tym razem deklaracje opieki nad nią zgłosiła jej rodzina z Ostródy oraz średni syn Cezary. Kobieta wróciła do normalnego życia, które jednak już normalne nie było.

 

Marek Książek

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze