Funkcjonariusze znając miejsce pobytu Walczaka, zdecydowali się udać do niego pod pretekstem poszukiwania Saliha Yildirima, który miał rzekomo zostać okradziony na lotnisku. Wobec tego milicjanci potrzebowali dodatkowych zeznań od niego. Zaskoczony Sławomir Walczak grał Turka koncertowo, niestety tłumacz języka tureckiego, przebrany w mundur szeregowego milicjanta zdemaskował oszusta i jego „wakacje” w Polsce zamieniły się w pobyt w areszcie.

Mariola Walczak także została aresztowana. Najważniejsze pytanie, jakie postawiono oskarżonym o oszustwo brzmiało: kim był mężczyzna, który spłonął w samochodzie. Niestety, Walczakowie nie chcieli zeznawać. Milicji pozostało samodzielnie ustalić ofiarę i przebieg wypadku.

 

***

W owym czasie władze tureckie nie były skore do współpracy z polskimi przedstawicielami. W oficjalnym piśmie do polskiego MSZ, turecka policja lakonicznie stwierdziła, iż przed skremowaniem zwłok, tożsamość denata została niepodważalnie ustalona. Wynikało z tego, iż uwierzono Marioli Walczak na słowo, że w samochodzie zginął jej mąż.

Kiedy strona turecka otrzymała informację, że Sławomir Walczak żyje, aktualnie siedzi w areszcie i że posługiwał się tureckim paszportem, w Stambule zainteresowano się Salihem Yildirimem.

Okazało się, że w lipcu poprzedniego roku, dwa dni przed wypadkiem skradziono mu dokumenty, a w tym paszport. Ryszard W. znów zabrnął w ślepą uliczkę.

 

Trop prowadził do „Korei”

Milicja potrzebowała świadków tego feralnego wyjazdu, by ustalić, z kim Walczakowie udali się do Turcji. W tym celu Ryszard W. udał się do Radomia na targowisko przy ulicy Wernera, znane jako „Korea”. Rozmowy z handlarzami doprowadziły podporucznika do Mirosława D. pseudonim Dziki. Mężczyzna wielokrotnie jeździł z parą do Turcji i prawdopodobnie również wtedy im towarzyszył. Po odnalezieniu mężczyzny tę hipotezę potwierdziły stemple w jego paszporcie. Przekroczył on turecką granicę 3 lipca 1988 roku, czyli w ten sam dzień co Walczakowie. „Dziki” upierał się jednak, że z małżeństwem rozstał się w Stambule i nie miał żadnej wiedzy na temat ich wyprawy do Bursy, natomiast o wypadku dowiedział się już w Radomiu po powrocie. Dziwnym zbiegiem okoliczności w paszporcie D. widniała także pieczątka z dnia 14 października 1988 roku, czyli dwa dni po tym jak Mariola Walczak odebrała pieniądze z odszkodowania. Wyglądało to tak, że „Dziki” pojechał do Turcji „odpalić komuś działkę” za udział w oszustwie.

 

Szajka handlarzy

Podporucznik nie był w stanie przedstawić prokuraturze dowodów winy Mirosława D. w sprawie udziału w oszustwie, ale był przekonany o jego uczestnictwie. Ryszard W. podejrzewał także, iż ofiarą wypadku był ktoś związany z targowiskiem „Korea”. Najprawdopodobniej plan zakładał wyłudzenie polisy i zlikwidowanie konkurencji za jednym posunięciem.     Milicja sprawdziła osoby zaginione, które mogły mieć powiązania z handlarzami, jednak tą drogą nie udało się wytypować potencjalnej ofiary. W trakcie inwigilowania targowiska przy ulicy Wernera funkcjonariusze usłyszeli o „rezydencie” na tureckich bazarach. Osoba ta miała pośredniczyć w handlu między Turkami a Polakami. Rezydent znał podstawy języka tureckiego i pomagał w negocjowaniu cen na bazarach za pewien procent od zysku.

Po powrocie do Łodzi, podporucznik W. zainteresował się układami wśród handlarzy jeżdżącymi do Turcji. Na łódzkim „Górniaku” dowiedział się, iż przyjeżdżający do Turcji składali jedno zbiorowe zamówienie u rezydenta, a ten kupując duże ilości, był w stanie uzyskać dużo lepszą cenę.

Jednak potem przy dzieleniu towaru i pieniędzy często dochodziło do kłótni i prób oszustwa. Nowe światło na śledztwo rzucił Bogdan T., który już od wczesnych lat osiemdziesiątych jeździł do Turcji i miał tam spore znajomości. Opowiedział Ryszardowi W. o rezydencie, znanym wśród Polaków pod pseudonimem Dżamal, o którym krążyły plotki, iż został zamordowany przez handlarzy latem 1988 roku. Bogdan T. jednak nie umiał podać personaliów „Dżamala”. Skierował funkcjonariusza do Urszuli S., która także pracowała w Turcji jako „rezydentka” i była w zażyłych relacjach z „Dżamalem”. Ryszard W. ustalił adres zameldowania kobiety i wysłał jej zawiadomienie o konieczności stawienia się na komisariacie w Łodzi, niezwłocznie po powrocie z Turcji. Zeznania kobiety uzupełnione ustaleniami funkcjonariuszy pozwoliły ustalić dokładny przebieg tragicznych zdarzeń z 6 lipca.

 

Wycieczka do Bursy

Walczakowie wraz z Mirosławem D. przybyli do azjatyckiej części Stambułu 4 lipca 1988 roku. U „Dżamala” zamówili odzież na kwotę blisko 2 tys. dolarów. Konkubent Urszuli S. poprosił ją o pomoc w skompletowaniu dużego zamówienia. Kobieta nie znała nabywców. Odzież miała być gotowa do odbioru 6 lipca w Stambule. Piotr P. został poproszony w trakcie odbioru zamówienia o towarzyszenie parze w wycieczce na górę Uludağ jako przewodnik. Tego dnia „Dżamal” zniknął. Urszula S. podejrzewała go o to, iż uciekł z jej pieniędzmi i inną kobietą. Nic nie wiedziała o wypadku na zboczu góry. Zgłosiła sprawę tureckiej policji, ale ta powiedziała, że przed upływem 48 godzin nie może nic zrobić.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]