Karolina zbliżała się do trzydziestki, ale nawet w przygranicznym miasteczku na Mazurach nie uchodziła za starą pannę, a raczej za atrakcyjną kobietę gotową do zamążpójścia. Jednak wcale się z tym nie spieszyła. Co prawda przez jakiś czas spotykała się z chłopakiem z sąsiedniej wsi, lecz nie spełniał jej ambitnych oczekiwań. W końcu trafiła na swego i to nie byle kogo – dyrektora miejscowej szkoły podstawowej. Tyle że Marian był żonaty i dzieciaty.

Karolina nie miała wykształcenia i wzorem kobiet o podobnym statusie, pracowała jako pomoc kuchenna w gastronomii. Gdy jednak, ze względu na brak klientów, zlikwidowano miejscową restaurację, znalazła się na bruku. Nie chciała pozostawać na garnuszku rodziców, czyli rencisty i gospodyni domowej, którzy poza nią mieli jeszcze na utrzymaniu dwójkę młodszych dzieci. Na gwałt szukała roboty. Rozpytując znajomych, nie miała nawet zahamowań, żeby zaczepić swego nauczyciela z podstawówki, zawsze życzliwego wobec uczniów i byłych wychowanków. Karolina wprost zapytała pana Mariana, czy nie potrzebuje pomocy do kuchni szkolnej stołówki. Dyrektor zatroskał się losem dziewczyny, ale odpowiedział tylko:

– Zobaczę, co da się zrobić.

Na wszelki wypadek wziął numer jej komórki.

 

Atelier w szkolnym gabinecie

Po kilku dniach oddzwonił. Ku zaskoczeniu Karoliny zaproponował jej pracę, o którą prosiła. Gdy po raz pierwszy weszła do szkolnej stołówki, od razu wzbudziła negatywne emocje, ponieważ dyrektor, żeby zatrudnić nową pomoc kuchenną, nie przedłużył umowy o pracę doświadczonej kucharce z trójką dzieci na utrzymaniu. Sprawa nabrała rozgłosu i oparła się nawet o urząd miasta, bo w takim miasteczku każdy etat jest na wagę złota. Jednak pan Marian przekonał burmistrza, że nic się nie stało, a trzeba stawiać na młode pokolenie. Karolina przełamała pierwsze lody i stała się pracownicą szkoły, na razie na okresie próbnym. Sprawdziła się jednak na tyle, że po trzech miesiącach dostała już stałą umowę o pracę i mogła spokojnie patrzeć w przyszłość.

Po kolejnym miesiącu dyrektor co i raz zachodził do kuchni, zagadywał młodą kucharkę, a także „przypadkowo” wpadał na nią, gdy wychodziła z pracy.

Zaczął jej kadzić, że taka ładna, zgrabna i fotogeniczna i on by chętnie zrobił jej kilka zdjęć. Powszechnie było wiadomo, że pasją pana Mariana, oprócz wychowywania młodzieży, była fotografia. Karolina początkowo krygowała się, nie dopuszczała w ogóle pomysłu do głowy. W końcu jednak zgodziła się na sesję fotograficzną, zwłaszcza że przełożony jasno powiedział, że chodzi o zwykłą sesję w ubraniu.

Którejś soboty po południu zjawiła się w szkole i zaszła do dyrektorskiego gabinetu. Pomieszczenie było już odpowiednio przygotowane. Przypominało poniekąd profesjonalne atelier, z przyćmionym oświetleniem i kolorowymi płótnami na ścianie, co samo w sobie tworzyło dyskretny klimat niezbędny do nastrojowych zdjęć. Mimo tego kobieta nadal była spięta, wahała się, czy nie opuścić gabinetu, ale pan Marian starał się ją wyluzować, a nawet wyszedł do sekretariatu, żeby mogła się przebrać w przygotowany kostium. Po powrocie, gdy ustawiał aparat na statywie, narzekał na zrzędliwą żonę i trudne z nią życie. Jak nie pomóc facetowi, któremu rzadkie chwile radości przynosi artystyczne hobby z obiektywem?

Karolina dopiero później dowiedziała się, że nie była to jedyna sesja fotograficzna w gabinecie dyrektora.

Pozowała mu także inna młoda kobieta i to nago – za 100 zł płacone do ręki. Któregoś dnia przyszła do szkoły, w skromnym przyodziewku. Towarzyszyła jej koleżanka, która również spróbowała swoich sił w modelingu. Być może podobną przygodę przeżyły też inne dziewczyny, lecz ich przypadki nigdy nie wyszły na światło dzienne.

 

Miłość na kredyt

Sesja fotograficzna stała się początkiem romansu Karoliny z Marianem, mężczyzną dobrze już po czterdziestce, niezbyt atrakcyjnym, przysadzistym i łysawym. Miał jednak podejście do kobiet. Wrażliwej, młodej kucharce wypłakiwał się na jędrnej piersi tak długo, aż wzbudził czułość przechodzącą w miłosne podniecenie.

Spotykali się potajemnie raz, dwa razy w tygodniu, w gabinecie dyrektora. Mężczyzna zostawał po godzinach, co było normalne. Rodzice Karoliny również początkowo o niczym nie wiedzieli.

Na początku wakacji dyrektor od niechcenia poprosił kochankę, aby wzięła dla niego z banku 4 tys. zł kredytu na remont mieszkania. Przekonywał, że ona mu te pieniądze pożyczy, a on po miesiącu je odda. Słowa dotrzymał i dług zwrócił w całości, prawie w terminie, wzmacniając jej zaufanie do siebie.

Pół roku później poprosił ją o podobną przysługę – tym razem o pobranie z banku kwoty dwukrotnie większej.

Tłumaczył, że musi zapłacić za zakupione do szkoły książki, a kasa jest pusta. On natomiast obawia się brać pożyczkę na siebie, bo jak żona się dowie, to nie zostawi na nim suchej nitki. Oczywiście Karolina nie musi się o nic martwić, ponieważ to on będzie regularnie spłacać raty. Sam załatwił dwójkę żyrantów i całą czwórką pojechali do Olsztyna. W banku kobieta dostała pożyczkę i od razu całą kwotę przekazała Marianowi. Nic tak dwojga ludzi nie łączy jak łóżko, więc traktowała go jak bliską osobę i jak najbardziej godną zaufania. Choć z tyłu głowy pozostało trochę wątpliwości, to wierzyła, że dyrektor wywiąże się z obietnicy i spłaci kredyt. Początkowo tak się działo. Do banku przelewał kolejne raty pożyczki. Rodzice Karoliny nadal nie mieli o niczym pojęcia.

 

Seksafera w miasteczku

Nie doszły ich także słuchy o romansie córki z żonatym mężczyzną, bo ich związek nadal był tajny i wyszedł na światło dzienne dopiero przed końcem kolejnego roku szkolnego. I to za sprawą samego dyrektora. Na ostatnim posiedzeniu rady pedagogicznej oznajmił osłupiałym podwładnym, żeby się nie interesowali, gdzie i z kim w czasie wakacji będzie mieszkał, bo to jego sprawa osobista. W zamian on również nie będzie interesował się życiem prywatnym innych. Takie wyznanie obiegło całe miasteczko i jako sensacyjna wiadomość błyskawicznie trafiło zarówno do żony Mariana, jak i samej Karoliny.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze