Statystyki dotyczące posiadania broni są wymowne: w Polsce broń posiada nie więcej niż jeden obywatel na stu, gdy we Włoszech jest ich 12, w Czechach – 16, natomiast w Niemczech, Austrii, Norwegii, Szwecji i we Francji – ponad 30. Rekordzistami są Finlandia i Szwajcaria, gdzie liczba ta przekracza 45.

Niższy wskaźnik jest na Litwie i w Rumunii – 0,7. Z państw wysoko rozwiniętych mniej zbrojni od Polaków są mieszkańcy Korei Południowej i Japonii.

     W Polsce zasady posiadania przez obywateli broni palnej reguluje ustawa o broni i amunicji z 1999 roku.

Zgodnie z literą ustawy broń palną i amunicję do niej, można posiadać na podstawie pozwolenia na broń, wydanego przez komendanta wojewódzkiego policji (w przypadku żołnierzy zawodowych – właściwego komendanta oddziału Żandarmerii Wojskowej). Pozwolenie na broń może dostać osoba pełnoletnia, zdrowa psychicznie, nieuzależniona, niekarana i niepodejrzewana, że może jej użyć w celu sprzecznym z interesem bezpieczeństwa.

Pozwolenia nie wymaga się m.in. od osób, które: posiadają broń palną wytworzoną przed rokiem 1850 lub jej replikę, gromadzą broń w zbiorach muzealnych, prowadzą sprzedaż broni i amunicji na podstawie koncesji lub świadczących usługi rusznikarskie. Pozwolenia nie muszą posiadać też osoby, które używają jej w celach sportowych, szkoleniowych lub rekreacyjnych na strzelnicy działającej na podstawie zezwolenia.

A co w przypadku broni służącej do ochrony osobistej?

Dostęp do takiej broni jest praktycznie zablokowany. Artykuł 2 ustawy o broni i amunicji mówi, że poza szczególnymi sytuacjami opisanymi w ustawie, posiadanie broni jest w Polsce zabronione.

Obywatel musi udowodnić, że doświadcza „stałego, realnego i ponadprzeciętnego zagrożenia życia, zdrowia lub mienia”.

A to, czy zagrożenie jest jednocześnie „stałe, realne i ponadprzeciętne”, zależy od oceny organu wydającego pozwolenie. Czyli policji. I kółko się zamyka.

Padają przykłady arbitralnych i absurdalnych decyzji. Jak przypadek właściciela kantoru, który został okradziony – a mimo to jego wniosek o pozwolenie na broń odrzucono. Tymczasem pozwolenie takie otrzymał jeden z byłych ministrów, któremu w tym czasie przysługiwała ochrona BOR.

Coś się jednak zmieniło i w tej materii. W roku 2011 weszła nowelizacji ustawy o broni i amunicji. Na jej podstawie członkowie klubów strzeleckich, myśliwi i kolekcjonerzy broni przestali być uzależnieni od dobrej woli policji. Dziś osobie, która posiada uprawnienia do polowania, licencję właściwego związku sportowego, należy do stowarzyszenia zajmującego się organizowaniem rekonstrukcji historycznych lub stowarzyszenia kolekcjonerskiego i wypełni określone warunki (przede wszystkim chodzi o przejście odpowiednich badań), policja pozwolenie na broń wydać musi.

Nadal jednak nasza polityka kontroli posiadania broni jest restrykcyjna. Przyznaje się ją „z bardzo ważnego powodu”, podczas gdy w wielu innych krajach pozwolenie na broń wydaje się „przy braku przeciwwskazań”.

Może jednak taka polityka przynosi nam korzyści, na przykład mniejszą liczbę przestępstw popełnianych z użyciem legalnie posiadanej broni? Otóż wpływ ten jest marginalny. Do tego stopnia, że policja nie prowadzi nawet takich statystyk.

Przestępcy potrafią kalkulować: legalna zarejestrowana broń, z której policja odstrzeliła łuski w celu zebrania śladów umożliwiających ich identyfikację jest niewiele warta.

Oczywiście istnieje obawa, że uzbrojony obywatel pod wpływem emocji, alkoholu czy mnóstwa innych powodów sięgnie po broń, jeśli będzie miał do niej łatwiejszy dostęp. Takie głosy powinny ścierać się w dyskusji na temat prawa posiadania broni palnej. Argumentów nie brakuje obu stronom. To temat „palący” nie tylko w naszym kraju. 

Anna Jagodzińska

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze