Około godziny 17, 19 stycznia 1996 roku dwie uczennice zadzwoniły domofonem do biura promocji i marketingu, mieszczącego się w mieszkaniu w jednym z bloków w Warszawie. Firma zajmowała się kolportażem krzyżówek, turystyką szkolną i usługami kserograficznymi.

Dziewczynki szukały kserokopiarki. Chciały zrobić odbitki notatek. Wiedziały, gdzie mogą znaleźć taką usługę. Nikt nie reagował na domofon, ale do bloku wpuściła je sąsiadka. Wjechały na 10. piętro, tam gdzie mieściła się agencja. Nacisnęły dzwonek przy drzwiach, ale nikt im nie otworzył. Chwilę odczekały, nacisnęły na klamkę… Drzwi otworzyły się. W przedpokoju paliło się światło. Utwierdziło je to w przekonaniu, że ktoś jest w środku. Zaczęły nawoływać, ale odpowiedziała im głucha cisza.

Poczuły, że coś jest nie tak. Nie weszły do środka, tylko się wycofały. Wyszły na korytarz i zapukały do drzwi sąsiadów. Sąsiadka postanowiła iść z nimi do biura, aby sprawdzić co się stało… Ani ona, ani dziewczynki nie spodziewały się, że w pokoju znajdą zmasakrowane ciało 22-letniej Elżbiety P.

Elżbieta pracowała w agencji, ale właścicielem firmy był jej szwagier – Mariusz G. Biuro mieściło się w bloku, w specjalnie zaadaptowanym mieszkaniu. Firma nie zajmowała całej powierzchni lokalu. W jednym z pokoi pomieszkiwała Ela. Kobieta przeprowadziła się do Warszawy po maturze (ukończyła liceum ekonomiczne i kurs komputerowy). W mieście już wcześniej bywała, bo mieszkała tam jej siostra. Wreszcie rozpoczęła samodzielne, dorosłe życie. Była sumienna i pracowita. W 1996 roku miała stanąć na ślubnym kobiercu.

Szwagier na celowniku

Mariusz G., w reportażu opublikowanym w „Gazecie Wyborczej”, wspomina: „Przyjechała do mnie policja do domu. Powiedzieli w drzwiach: Ma pan trupa w biurze i mamy nadzieję, że nam pan wyjaśni, co się stało. Kazali się ubrać i z nimi pojechać. (…) Mieliśmy nadzieję, że to nie Ela. Pojechałem. To był straszliwy widok. Pracowałem wcześniej jako pielęgniarz w pogotowiu. Jeździliśmy do zabójstw, wypadków, samobójstw, ale takiego czegoś nigdy nie widziałem. Tam, w moim biurze, nie było miejsca, na którym by nie było krwi: na ścianach, suficie, zasłonach. Kałuża krwi była na biurku. W kałuży krwi na podłodze leżała Ela. Powiedziałem, że nie ma telefonu komórkowego i pagerów. Wtedy pani asesor spytała: „Na czym panu bardziej zależy – na tych zabawkach czy tej dziewczynie?”. A ja, kurczę, powiedziałem to tylko dlatego, że wiedziałem, że telefon komórkowy można namierzyć i wpaść w ten sposób na trop mordercy. Powiedzieli mi, że po zamordowaniu Eli mogłem te „zabawki” wyrzucić do Wisły. Spytałem, jak można zabić kogoś, kogo się zna, kogo się lubi. Potem dowiedziałem się, że najwięcej zabójstw jest w rodzinie. Nie miałem alibi. Wtedy, kiedy Elę mordowali, robiłem zakupy”.

Mariusz G. został zwolniony z aresztu, bo policja nie mogła go dłużej trzymać. Nie mieli dowodów, chociaż podejrzewali, że mężczyzna może mieć coś wspólnego ze śmiercią szwagierki. Jako ostatni widział ją żywą i to na krótko przed tym, jak straciła życie. Dodatkowo nie miał mocnego alibi.

Mariusz G. zaczął prowadzić prywatne śledztwo. Sprawdził billingi z pagerów. Analizował, przepytywał sąsiadów. Dotarł do osoby, która miała wpływy u ówczesnego operatora telefonii komórkowej. Dowiedział się, w jakim kwartale ulic znajduje się ukradziona komórka. Kupił także pager z tym samym numerem, co ukradziony z biura. Dzięki temu czytał korespondencję aktualnych właścicieli (prawdopodobnie złodziei i morderców). Dowiedział się, że jeden z nich jest maturzystą. Udało mu się także zdobyć numer telefonu do pracy trzeciej osoby, która w konwersacji podpisywała się ZE. Jak się niebawem okazało, był to Zbigniew E.

Mariusz G. był także u wróżki, egzorcystki i jasnowidza (dowiedział się, że zna jednego z zabójców). Ze wszystkimi odkryciami dzielił się z policją, która wcale nie była zadowolona. Wręcz przeciwnie, usłyszał, że utrudnia śledztwo.

Czy podejrzewano, że specjalnie chce odciągnąć od siebie uwagę? Niebawem okazało się, że ze śmiercią swojej szwagierki nie miał nic wspólnego.

Kto zamordował młodą kobietę? Przeczytaj wstrząsający reportaż Pawła Gardyńskiego „Jak zdobyć kasę na studniówkę” opublikowanym w „Detektywie – Wydanie Specjalne”.

Ten i inne tematy kryminalne poruszyliśmy w najnowszym kwartalniku „Detektyw – Wydanie Specjalne” nr 3/2019 w sprzedaży od 27 sierpnia 2019 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

 

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze