Zamek w Ogrodzieńcu jest chyba najbardziej imponującą tego typu budowlą w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej (woj. śląskie). W XVII wieku zamkiem władał kasztelan krakowski, Stanisław Warszycki.

Był to człowiek zamożny, dbający o rozwój rzemiosła i rękodzieła na swoich ziemiach. Jednak znany był też z okrucieństwa. Uwielbiał tortury i chętnie je stosował, pod byle pretekstem. Był bezwzględny nie tylko wobec służby, ale i swoich kolejnych żon. Podobno jedną z nich chłostał na oczach poddanych, drugą zamurował żywcem w zamku, a potem wysadził tę część budowli.

Według opowieści, Warszycki jeszcze za życia został porwany przez diabła do piekła i nocami powraca stamtąd na zamek, by pilnować swoich ukrytych skarbów, a dokładnie kosztowności, które szykował na posag dla córki. Jednak ostatecznie jego chciwość zwyciężyła i nie dał córce ani talara.

Legendy mówią, że Warszycki wraca na zamek pod postacią czarnego, ogromnego psa i pobrzękuje długim łańcuchem.

Podobno kiedyś żaden koń nie ośmielił się przejść przez zamkową bramę, mimo że na dziedzińcu zieleniło się od soczystej trawy. Mówi się też, że swego czasu pewien młodzieniec chciał na własnej skórze przekonać się, czy nocą na zamku rzeczywiście pojawia się czarny pies. Postanowił przenocować na zamkowym dziedzińcu.

W środku nocy najpierw usłyszał za plecami dźwięk łańcucha, a potem warczenie. Odwrócił się, nic nie dostrzegł, mimo iż księżyc był w pełni, ale tajemnicze dźwięki nie ustawały…

Agnieszka Kozak

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze