Kilka godzin później Notarbartolo był już w Antwerpii. Jego żona wysiadła wcześniej. Kilkaset metrów przed wjazdem do Centrum Diamentów. Zamierzała posprzątać wynajęte mieszkanie, a w tym czasie Notarbartolo miał odebrać swoją pocztę i załatwić kilka spraw w diamentowej dzielnicy. Belgijscy policjanci podeszli do niego w chwili, gdy rozmawiał z kierownikiem głównego budynku.

– Obawiam się, że będzie musiał pan pójść z nami… – powiedział Peys.

– O co chodzi? – zapytał Notarbartolo łamaną francuszczyzną.

– Wydaje nam się, że ma pan coś wspólnego z kradzieżą…

– Oszalał pan? Sam padłem jej ofiarą. – francuszczyzna Włocha była kiepska.

– Dlatego potrzebne nam są wyjaśnienia.

– Zechce pan powtórzyć. Nie rozumiem… Mój francuski jest bardzo słaby – odparł Notarbartolo.

Policjantom trudno było się z Włochem porozumieć, odnieśli jednak wrażenie, że kupiec gra w ten sposób na zwłokę. Twierdził, że nie rozumie, co się do niego mówi, a gdy Peys zażądał, by podał adres swojego mieszkania w Antwerpii, powiedział, że go nie pamięta. Dopiero po dłuższej chwili zgodził się wskazać drogę. Kiedy samochód policyjny z Notarbartolo w środku zajeżdżał pod wskazany dom, jego żona z parą przyjaciół właśnie z niego wychodziła. Wszyscy nieśli jakieś torby i zrolowany dywan. Jeszcze chwila, a zdążyliby odjechać…

 

Dowody ze śmietnika

Policja twierdziła, że ma niepodważalne dowody winy Notarbartolo. Pierwsze znaleziono wśród śmieci rozsypanych w gęstwinie krzaków i drzew porastających parcelę pana Van Campa. Był to rachunek ze sklepu spożywczego, zamówienie na przewóz diamentów wystawione na nazwisko Włocha oraz rachunek za przejazd autostradami między Turynem a Antwerpią. Dalsze dowody znaleziono w mieszkaniu Notarbartola w Antwerpii.

W lodówce było salami, dokładnie to samo, którym obłożona była kanapka znaleziona wśród śmieci, z dywanu wydobyto mikroskopijne diamenty, które pozostały tam zapewne po podziale łupu, a w koszu na śmieci znaleziono butelkę po winie. Taki sam trunek wyszczególniony był na odnalezionym rachunku ze sklepu spożywczego.

Na dodatek policja włoska przeszukała w końcu dom Notarbartola pod Turynem i znalazła tam 17 diamentów z dołączonymi do nich certyfikatami autentyczności. Niektóre z nich zrabowano ze skrytek depozytowych w skarbcu Centrum Diamentów.

O winie Włocha świadczyły również dowody pośrednie. Po pierwsze był już karany. Jakieś 20 lat wcześniej zatrzymano go we Włoszech po serii włamań i kradzieży. Po drugie, biuro w Antwerpii otworzył on w 2000 r., lecz odwiedzał je zazwyczaj tylko dwa razy w miesiącu, po czym wracał do Włoch. Jego wizyty wyraźnie nasiliły się w dniach poprzedzających kradzież. Niemal codziennie zjeżdżał do skarbca, a kiedy DeBruycker przejrzał kasety wideo z zainstalowanego w skarbcu monitoringu dostrzegł, że Włoch przyglądał się instalacji alarmowej.

Notarbartolo uparcie zaprzeczał, by miał cokolwiek wspólnego z kradzieżą, odmówił też podania nazwisk swych wspólników. To, że tacy byli podpowiadała logika. Jeden człowiek nie byłby w stanie dokonać tak zuchwałej kradzieży w pojedynkę. Potrzebował wspólników i to przynajmniej kilku. Musieli to być specjaliści znający się na każdym z zainstalowanych w Centrum Diamentów zabezpieczeń, bo jak inaczej udałoby się je ominąć?

Jednym z pierwszych aresztowanych był przyjaciel Notarbartola, niejaki Pietro T. Nie miał alibi na noc z 15 na 16 lutego 2003 r., kiedy dokonano kradzieży, a analiza billingów telefonu Notarbartola wykazała, że obaj kontaktowali się w tym czasie z sobą wielokrotnie. Na dodatek wieża przekaźnikowa zarejestrowała jego obecność w Centrum Diamentów w noc kradzieży.

 

Podobnie było z dwoma innymi podejrzewanymi. Pierwszym był Elio D., prawdopodobnie specjalista od systemów alarmowych. Ślady jego DNA znaleziono na jednej z pozostawionych w skarbcu taśm klejących. Z kolei drugi z podejrzanych, niejaki Ferdinando F., był elektrykiem i znał się na zamkach. Analiza obrazu z kamer zainstalowanych w sklepie spożywczym wskazywała, że to on kupił salami, którym obłożono kanapkę znalezioną wśród śmieci porzuconych na parceli pana Van Campa. Było to w czwartek 13 lutego, około godziny 13:00, a więc tuż przed kradzieżą. Na dodatek gdy policja przeszukała dom jego narzeczonej na Riwierze Francuskiej, znalazła tam znaczone banknoty 100 dolarowe. Prawdopodobnie należały one do jednej z ofiar kradzieży.

 

Czy była tam mafia?

Leonardo Notarbartolo sądzony był w Belgii. Nie podał żadnych nazwisk, zaprzeczał też, by miał cokolwiek wspólnego z kradzieżą. Mimo to uznano go winnym kierowania napadem i skazano na 10 lat więzienia. Jego wspólnicy trochę dłużej cieszyli się wolnością. Ferdinanda F. sądzono we Włoszech w listopadzie 2007 r. i skazano na pięć lat więzienia. Taki sam wyrok usłyszał Pietro T. oraz Elio D. Wciąż poszukuje się jeszcze jednej osoby, która brała bezpośredni udział w kradzieży. Chodziło zapewne o starszego mężczyznę, znanego pod pseudonimem „Król kluczy”. Ponoć na podstawie fotografii jest on w stanie dorobić klucze do najbardziej skomplikowanych zamków.

Policja, a też i prasa do dzisiaj podejrzewa, że osób zamieszanych w kradzież było więcej, spekulowano też o udziale mafii w całym przedsięwzięciu. O tym, że spekulacje te nie są pozbawione sensu świadczy osoba głównego organizatora kradzieży.

Notarbartolo, choć mieszka pod Turynem, to jednak pochodzi z Palermo na Sycylii. O związki z mafią podejrzewany był od dawna i ponoć nie bez podstaw. W kręgu jego znajomych byli ludzie związani z Cosa Nostrą, a jego kuzynem jest Benedetto Capizzi, którego ongiś wymieniano jako kolejnego capo di tutti capi po aresztowanym Bernardo Provenzano.

Zagadkowa jest też sprawa łupu. Policji jak dotąd udało się odzyskać jedynie znikomą jego część, a sami sprawcy kradzieży uparcie milczą na temat tego, gdzie znajduje się reszta. Jeśliby wierzyć prasie, w grę wchodzić może łup o wielkiej wartości. Mówi się, że gang Notarbartola skradł gotówkę i biżuterię wycenianą na 100 milionów dolarów. Fakt, że pozostawili oni w skarbcu część łupu zdaje się przypuszczenie to potwierdzać, niczego jednak przesądzić się nie da. Prawdę znają jedynie sprawcy napadu, a ci albo milczą, albo też opowiadają coś, w co trudno uwierzyć.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]