Później, gdy mieli wszystkie potrzebne do włamania i kradzieży „rekwizyty”, zaczęli ćwiczyć czynności, które trzeba było wykonać, by dostać się do skarbca i by go bezpiecznie opuścić. Doszli do takiej wprawy, że niektóre z nich wykonywali po ciemku. Okazało się to konieczne, ponieważ w pomieszczeniu zainstalowane były czujniki reagujące na światło. Na prośbę Notarbartola, do zespołu dołączył jego stary przyjaciel „Speedy”. Od lat nikt go nie brał do żadnej „roboty”, ponieważ znany był z tego, że po wykonanym skoku, wpadał w panikę i psuł wszystko.

 

Dzień akcji

Dzień na dokonanie kradzieży wybrany został precyzyjnie. W czwartek 13 lutego, a więc dzień przed skokiem, pilnie strzeżona przez policję opancerzona furgonetka przywiozła do Centrum wart wiele milionów dolarów transport diamentów. Były one własnością największego na świecie przedsiębiorstwa górniczego „De Beers” i przeznaczone były dla dystrybutorów firmy. Kamienie umieszczono w skarbcu, w 120 skrytkach depozytowych.

Krótko potem, w noc włamania, większość mieszkańców Antwerpii zasiadła przed telewizorami. Trwały właśnie „Diamentowe” rozgrywki tenisowe, których stawką była warta prawie milion dolarów rakieta inkrustowana kamieniami szlachetnymi. W sobotę 15 lutego rozgrywano półfinał, w którym wyraźnie dominowała Venus Williams. Wieczorem, gdy złodzieje zbliżali się do Diamentowej Dzielnicy, ulice miasta były prawie puste.

Podczas gdy Notarbartolo pozostał w samochodzie, „Geniusz”, „Monstrum”, „Król Kluczy” i „Speedy” udali się do Centrum. Do głównego budynku dostali się od strony przylegającego do niego niewielkiego, prywatnego ogrodu. Był to jeden z niewielu niepilnowanych przez kamery wideo zakątków dzielnicy. Po ukrytej wcześniej drabince weszli na niewielki taras umieszczony na drugim piętrze głównego budynku Centrum. Po unieszkodliwieniu czujników ciepła i systemu alarmowego otworzyli okno i dotarli do klatki schodowej. Krótko potem byli już w pogrążonym w ciemnościach przedsionku skarbca. Kamery monitorujące pomieszczenie oraz czujniki światła przykryli czarnymi torbami i zapalili latarki. Mieli przed sobą masywne drzwi do skarbca.

Gdy „Geniusz” unieszkodliwił czujniki pola magnetycznego, które powiadamiały o otwarciu drzwi do skarbca, „Król kluczy” mógł przystąpić do otwierania drzwi. Na ironię losu a właściwie na głupotę personelu zakrawał fakt, że przygotowany przez niego duplikat klucza okazał się niepotrzebny. W schowku nieopodal drzwi znaleźli… oryginał! Drzwi otworzyli po ciemku, by nie uruchomić czujników światła zainstalowanych wewnątrz skarbca. Speedy mógł powiadomić Notarbartola, że właśnie wchodzą do środka.

Jako pierwszy do skarbca wszedł „Monstrum”. W całkowitych ciemnościach zręcznie unieszkodliwił czujniki temperatury i ruchu, zaś czujniki światła zakleił czarną taśmą izolacyjną. Teraz dopiero do wnętrza najważniejszego pomieszczenia Centrum Diamentów mogli wejść pozostali. Przystąpili do opróżniania skrytek depozytowych.

Do godziny 5.30 opróżnili ich ponad 100. Gdy wychodzili z gmachu zaczęło już świtać. Na ulicy pojawili się pierwsi przechodnie. Podjechał autobus. Gdy odjechał, Notarbartolo dał znać, że mogą wyjść na ulicę. Wsiedli do samochodu i natychmiast odjechali. Dopiero w antwerpskim mieszkaniu Notarbartola mieli czas, by obejrzeć i podzielić łup. Diamenty i klejnoty mieszały się z plikami amerykańskiej, izraelskiej, szwajcarskiej i brytyjskiej waluty.

Pod wieczór ruszyli w drogę do Włoch. Notarbartolo jechał razem ze Speedym. Po drodze zamierzali spalić śmieci, które pozostały po włamaniu, ale Speedy obawiał się wpadki z powodu ogniska przy drodze. Zawartość jednej z toreb rozsypał na parceli pana Van Campa. Nie było czasu, by wszystko posprzątać, więc odjechali. Sądzili, że w gęstwinie krzaków i drzew nikt śmieci nie znajdzie. Nie docenili zamiłowania do porządku starego Belga. Dzięki jego pedantyczności policja wpadła na trop złodziei.

– To zdumiewające, jak wielu rzeczy dowiedzieć się można o człowieku po wyrzucanych przez niego śmieciach… – filozoficznie stwierdził jeden ze śledczych.

 

Oszukani złodzieje

Notarbartolo twierdzi, że łup z włamania był znacznie mniejszy od tego, co napisały gazety. Według niego wartość zrabowanych kosztowności wynosić mogła co najwyżej 20 milionów dolarów. Już w Antwerpii, w trakcie dzielenia łupu zorientowali się, że ktoś wywiódł ich w pole. Pewność zyskali w jednej z kawiarń w Mediolanie. Mieli się tam spotkać z kupcem, który zlecił włamanie, ten jednak się nie pojawił. Notarbartolo domyślił się dlaczego.

Kupiec ich oszukał. Zlecił włamanie, po czym powiadomił swych znajomych o zaplanowanej kradzieży. Dzięki temu tuż przed włamaniem wszyscy wtajemniczeni opróżnili swe skrytki depozytowe, zabezpieczyli zdeponowane tam kosztowności, po czym zgłosili firmom ubezpieczeniowym, że ich skrytki zostały okradzione.

W ten sposób na kradzieży zarobili podwójnie. Zachowali zawartość swych skrytek, a na dodatek dostali odszkodowanie. Stracili tylko ci, którzy o planowanej kradzieży nic nie wiedzieli.

Czy mogło tak być naprawdę? Czyżby rzeczywiście złodziej padł ofiarą sprytnego oszusta? Jakoś nie chce się w to wierzyć. Z historii opowiedzianej przez Notarbartola wynika, że włamywaczy, którzy dokonali kradzieży dobierał zainteresowany włamaniem izraelski kupiec. Dlaczego w takim razie wybrał samych Włochów? Dlaczego nie wybrał bardziej międzynarodowego grona? Prosta logika wskazuje wszak, by do tak delikatnych misji wybierać ludzi, którym się ufa.

Dlaczego wśród włamywaczy nie było ani jednego Żyda? Są tylko Włosi i odnieść można wrażenie, że to nie jakiś nieznany nikomu żydowski kupiec, lecz sam Notarbartolo ich dobierał. Nie darmo od lat mówi się we Włoszech o „Szkole Turyńskiej” – grupie najwyższej klasy włamywaczy i złodziei, którzy dokonali już całego szeregu spektakularnych kradzieży w Europie. Nie posługują się przemocą, nie pozostawiają żadnych śladów, a dla policji są bardzo trudni do wykrycia. Kupiec izraelski raczej nie mógł mieć z nimi kontaktów, ale na pewno miał je Notarbartolo…

Antoni Szmytkowski

< 1 2 3 4

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]