Żegna się z najbliższymi, niekiedy pozostawia dyspozycje co do szczegółów pogrzebu i podziału majątku. Grupa japońskich naukowców z uniwersytetów medycznych w Kobe i Yokohamie opublikowała przed kilkoma laty raport z badań nad ponad 5000 przypadków samobójstw, z którego wynika, iż listy pożegnalne najczęściej zostawiają kobiety, osoby samotne oraz ludzie, którzy wybierali brutalne metody pozbawienia się życia.

Rzadko ostatnie słowa na piśmie pozostawiają osoby cierpiące na choroby psychiczne oraz popełniające samobójstwa w wyniku ciężkich chorób przewlekłych. Najprawdopodobniej wykryty niedawno nowotwór był przyczyną samobójczej śmierci 48-letniego Zdzisława Grobickiego.

Komisarz Nowicki przyjechał na miejsce dramatu dopiero przed kwadransem. Aspirant Maciejczyk zjawił się tutaj pół godziny przed nim i zdążył zebrać pierwsze informacje.

 – Mężczyzna nie żyje co najmniej od 3 godzin – raportował aspirant. – Sprawa jest bardzo prosta. To samobójstwo. Zwłoki znalazła żona, która wróciła do domu po pracy.  Człowiek pewnie się załamał w obliczu choroby, zresztą ten list chyba wszystko tłumaczy. Wypił truciznę, która zadziałała błyskawicznie bo nie zdążył nawet napisać do końca listu pożegnalnego.

Policjant dał przełożonemu białą kartkę papieru, zapisaną eleganckim pismem: Droga Basiu! Tak wiele ze sobą przeszliśmy, byliśmy ze sobą na dobre i na złe. Od pierwszego dnia po ślubie byłaś całym moim życiem i każdego dnia chłonąłem płucami Twoją obecność jak rześkie poranne powietrze. Ale teraz, kiedy ciężko zachorowałem, nie chcę już być dłużej dla ciebie ciężarem. Nie płacz za mną, zasługujesz na to by dalej ułożyć sobie życie. Właśnie trzymam w ręku szklankę z trucizną, mam nadzieję, że śmierć będzie szy

List urywał się w połowie wyrazu i nawet nie wiadomo, co jeszcze chciał napisać Zdzisław Grobicki w ostatnim liście do swojej żony. Z naprędce zebranych informacji wynikało, że Grobiccy byli małżeństwem od 25 lat. Prowadzili bodaj najlepszą cukiernię w powiatowym miasteczku, na brak pieniędzy nigdy nie narzekali. Jedyne, czego brakowało im do szczęścia, to dzieci. Kiedy byli młodzi przekładali posiadanie potomstwa do momentu aż odłożą trochę pieniędzy, a kiedy na koncie była już pokaźna kwota okazało się, że na dzieci jest już za późno. Taka przewrotność losu! Przed kilkoma tygodniami dotknęła ich jeszcze jedna smutna wiadomość. Okazało się że Zdzisław Grobicki jest chory na raka skóry.

Czerniak nie był na szczęście zaawansowany, onkolog dawał bardzo duże szanse na wyleczenie, niemniej on nie chciał przyjąć tego do wiadomości – opowiadała Barbara Grobicka komisarzowi Nowickiemu. –  Mówił, że pewnie nie chcę powiedzieć mu całej prawdy o chorobie i coś przed nim zatajam. Ostatnio wyczytał w Internecie, że ratunkiem mogą być migdały, bo jest w nich jakaś rzadka witamina, która zabija chore komórki. Jak on mógł mi to zrobić? Przecież była szansa na wyleczenie. I ten list. Biedaczek, nawet nie zdążył go dokończyć!

Komisarz zanim wziął do ręki list, założył rękawiczki. Szybko przeczytał kartkę papieru, po czym odłożył ją na blat biurka, przy którym znaleziono cukiernika. Na biurku panował niemal ascetyczny porządek. Z lewej strony lampka, po prawej pióro, którym Grobicki kreślił ostatnie słowa. Komisarz wziął je stołu, odkręcił skuwkę eleganckiego Parkera i na innej czystej kartce napisał kilka znaków. Chciał potwierdzić, czy tym piórem pisał samobójca, choć oczywiście pewność miały dać dopiero badania laboratoryjne. Zamyślił się przez dłuższą chwilę, ale nie patrzył na żadną z kartek…

–  Czeka nas chyba dłuższe śledztwo – stwierdził nagle ku zaskoczeniu aspiranta. – Jestem przekonany, że to nie było samobójstwo. Ktoś podstawił cukiernikowi szklankę z trucizną i napisał rzekomy list pożegnalny. Zabójca popełnił jednak jeden błąd.

Dlaczego komisarz miał podstawy domniemywać, że cukiernik został zamordowany?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze