Wziął w pracy urlop, pojechał do Monte Carlo, wszedł do kasyna, ale do gry nie zasiadł. Z początku tylko obserwował. Bynajmniej nie ludzi, którzy wpadli w szpony hazardu. Dużo bardziej interesowały go stoły z ruletką.

Śledził z uwagą obracające się koło i starał się dostrzec jakąś prawidłowość w sekwencjach losowanych cyfr. Znał się trochę na tym. Jako inżynier zajmujący się projektowaniem nawijarek do bawełny, na co dzień miał do czynienia z urządzeniami, które pracowały na podobnej zasadzie co ruletka. Zbudowane były z wirnika, łożyska, przekładni, wałów korbowych i obracającego się trzpienia. Awaryjność tych mechanizmów była duża. Prędzej czy później coś się psuło. Wystarczyło, że wyrobiło się któreś z łożysk, a już pojawiała się nieregularność w pracy całego urządzenia.

Po tygodniu obserwacji Jagger postanowił zostać hazardzistą.

Oczywiście nie takim, który liczy na cud lub łut szczęścia. Był hazardzistą świadomym, pragmatycznym. Opuścił Monte Carlo, ale wcześniej zatrudnił kilku ludzi. Wręczył im kajety i kazał zapisywać cyfry losowane przez ruletkę na kilku wytypowanych przez siebie stołach.

Wrócił kilka miesięcy później, w lipcu 1875 r. Zanim zasiadł do gry, przestudiował uważnie notatki przygotowane przez wspólników. Okazało się, że przy jednym ze stołów nadzwyczaj często wygrywały liczby 7, 8, 9, 17, 18, 19, 22, 28 i 29. Dlatego tam właśnie usiadł i zaczął obstawiać. W ciągu zaledwie czterech dni wygrał 60 tysięcy franków, sumę na owe czasy olbrzymią.

Kierownicy sali byli zszokowani.

Przeanalizowali sposób obstawiania, jakim posługiwał się Jagger, ale gdy porównali go ze wszystkimi znanymi im systemami gry, nie znaleźli żadnej prawidłowości. Dlatego w akcie desperacji pozamieniali koła w ruletkach i już następnego dnia Jagger zaczął przegrywać. Domyślił się, że dokonano zamiany, przeszedł się więc po sali i wypatrzył stół, gdzie zostało zainstalowane „jego” koło – ponoć miało ono charakterystyczne zadrapanie. Usiadł przy tym stole i znowu zaczął wygrywać.

 

Następnie kasyno dokonało wymiany mechanizmów we wszystkich ruletkach. Niektóre części wymieniono w całości, więc następnego dnia Jagger przegrał 200 funtów. Domyślił się, co się stało. Zrozumiał, że dalej nie będzie w stanie wygrywać i wycofał się z gry. Opuścił Monte Carlo z 80 tysiącami franków wygranej w kieszeni i nigdy więcej tam nie wrócił. Mimo to wieść o jego sukcesie szybko rozniosła się po Europie. Dziennikarze pisali o nim jako o człowieku, który rozbił bank w Monte Carlo i pytali o metodę, jaką posługiwał się w grze. Jagger opowiedział wszystko ze szczegółami, ale i tak mało kto mu uwierzył. Dzisiaj jeszcze utrzymuje się, że inżynier, specjalista od maszyn włókienniczych był człowiekiem wynajętym przez jakiś szulerski syndykat. Czy jest to prawda? Być może…

Antoni Szmytkowski

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze