Kamienica Ferberów przy ulicy Długiej w Gdańsku należała do najładniejszych w mieście. Wybudowano ją w 1560 roku. Jak sama nazwa wskazuje, jej właścicielami była rodzina Ferberów, jedna z najbardziej wpływowych w Gdańsku. Ostatnim przedstawicielem rodu był zamożny kupiec – Gotfryd.

Mężczyzna poślubił młódkę, którą ojciec oddał mu za żonę w zamian za umorzenie długu. Dziewczyna nie mogła pogodzić się z tym faktem i nie kryła swojego niezadowolenia. Nagle, rok po ślubie, zmarła. Od tego czasu Gotfryd żył jak odludek, aż pewnego dnia postanowił wywołać ducha zmarłej żony, by dowiedzieć się, jaka była przyczyna jej śmierci. Zależało mu na tym m.in. dlatego, że ludzie to właśnie jego oskarżali o śmierć młodziutkiej dziewczyny. Plotkowano, że ją otruł. Mężczyzna podjął próbę samodzielnego przeprowadzenia seansu spirytystycznego. Bezskutecznie. Wreszcie zwrócił się o pomoc do specjalisty, który zgodził się, lecz postawił warunek, że w trakcie seansu Ferber nie będzie próbował nawiązać kontaktu ze zjawami i że w domu nie będzie nikogo poza nimi dwoma. Właściciel kamienicy przystał na te ustalenia, poprosił służbę o opuszczenie budynku. Nie wiedział jednak, że w zabudowaniach pozostał stary, wierny sługa i jego pies. W momencie rozpoczęcia seansu tajemnicza siła pozbawiła życia starca i czworonoga. Na tym jednak nie koniec. Przed oczami Gotfryda zaczęły pojawiać się zjawy wyłaniające się z ciemności. Niezwykły orszak prowadziły biblijne postaci: Adam i Ewa. Na końcu szła zmarła żona mężczyzny. Gotfryd nie wytrzymał i padł na kolana przed zjawą młodej dziewczyny, prosząc ją o przebaczenie za zakłócenie wiecznego spokoju. Dziewczyna zdążyła tylko pogrozić mu palcem. Nagle rozległ się huk, a pokój zaczął wypełniać gryzący dym. Gotfryd Ferber stracił przytomność, a kiedy ją odzyskał po magu nie było śladu. W pomieszczeniu znajdowały się natomiast zwłoki sługi i psa.

Mężczyzna dla upamiętnienia tego zdarzenia zamówił specjalne drzwi do kamienicy, które miały być zdobione wizerunkiem Adama i Ewy. Ludziom taka ozdoba nie przypadła do gustu. Szeptali, że w rzeźbach kryje się jakaś diabelska moc…

Gotfryd Ferber ostatnie lata życia spędził w samotności. Po jego śmierci kamienica długo stała pusta. Nikt nie chciał w niej zamieszkać, bo podobno dochodziło tam do mrożących krew w żyłach scen, a mroczne i niezidentyfikowane odgłosy niosły się po całej ulicy. Ludzie nawet za dnia obawiali się tamtędy przechodzić. Kiedy mijali „przeklętą” kamienicę, na wszelki wypadek przechodzili na drugą stronę ulicy.

Grozę potęgowały przechodzące tamtędy orszaki sądowe, które prowadziły skazańców na Szubieniczną Górę. Pod kamienicą Ferberów zatrzymywano się i łamano nad ich głowami drewniane kije jako symbol ich winy.

Wreszcie kamienicę postanowiono przebudować. W trakcie remontu usunięto „przeklęte” drzwi. Od tego czasu klątwa nad kamienicą miała już nie ciążyć. Jednak diabelskie moce jeszcze od czasu do czasu dawały o sobie znać.

Drzwi Adama i Ewy już nie istnieją – spłonęły w 1945 roku, podobnie jak cała kamienica Ferberów. Obecnie na jej miejscu stoi dom, który jest wierną kopią oryginału. Gdańscy przewodnicy opowiadają turystom historię kamienicy, ostrzegając jednocześnie, aby późną nocą – na wszelki wypadek – omijać to miejsce albo przynajmniej przechodzić na drugą stronę ulicy.

 

Agnieszka Kozak

 

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze