Chociaż, podobnie jak bohaterowie serialu, żyli „na kocią łapę”, to przecież kochali się bardziej niż niejedno „legalne” małżeństwo.

„Ile to już lat razem? Z pięć będzie” – zadumał się Tomek.

Miał o czym myśleć, bo w życiu inaczej jak w serialu – scenariusz wymykał się spod kontroli. I to w czasie kiedy Tomek awansował, zaczął wreszcie zarabiać duże pieniądze. Jak na Zachodzie, w euro. Wystarczyło, że przerzucili go ze Szczecina do centrali firmy w Berlinie. Pracował tam w tygodniu, na weekendy wracał do Kasi. Stać go było na wynajęcie domu na Bezrzeczu, jednej z najspokojniejszych willowych dzielnic Szczecina. Niby było wszystko jak dawniej – on kwiaty, prezenty, ona kolacje na przywitanie. Tomek jednak czuł, że coś jest nie tak. Kasia trochę była nieobecna, często rozdrażniona. Z byle powodu wybuchały sprzeczki. Zasłaniała się przemęczeniem. Raz o mało nie wyrwała mu swojego telefonu. A przecież chciał jej go tylko podać…

Zażartował, że to może jej adorator dzwoni. Kasia burknęła coś pod nosem i zamknęła się z telefonem w toalecie. „Scena jak z kiepskiego serialu” – pomyślał.

Tomek minął już symboliczną granicę na trasie z Niemiec do Polski. Zadzwonił, znowu zajęte. Wczoraj podobnie. „Może jestem przewrażliwiony? Dziewczyny nie faceci, mogą gadać godzinami”. Zwolnił, upał był niemiłosierny, a klima w służbowym audi szwankowała. Wtedy sobie przypomniał, że miał też zamówić serwis do klimatyzacji w domu. Sam wolał jej nie ruszać, żeby czegoś nie popsuć. W tygodniu miał tyle roboty, że kompletnie zapomniał. Po drodze zatrzymał się przy kwiaciarni, aby kupić Kasi róże. Była spora kolejka, ale nie przeszkadzało mu to, bo miał czas przejrzeć telefon. Akurat trafił na artykuł o przyczynach rozpadów związków. Nic specjalnego, ale ciekawsze były komentarze. Jakaś Kinga pisała:

Przecież skoro mi np. zależy na facecie, to cały czas się staram, żeby mu to okazać, żeby wiedział, żeby nie zwątpił, że… jestem. Czy to błąd? Czy wszyscy faceci uważają, że o zdobytą kobietę nie trzeba się już starać? Niech się dzieje co chce, bo ona i tak jest moja, bo tak mi powiedziała?

Dało mu to do myślenia. Zaczął szukać winy w sobie. Niewiele znalazł. Czytał dalej. Wpis Beaty trochę go zaniepokoił:

Jakby mi mój facet zwrócił uwagę, że słabo parkuję albo dziurę w asfalcie źle wyminęłam, to bym mu kazała się zatrzymać na pierwszym lepszym przystanku, zabrała torebkę i kazała się bujać. I jeszcze drzwiami bym walnęła, żeby popamiętał.

„A Kasia? Co by zrobiła Kasia?. W życiu, jak w pokerze…– zanucił w myślach.

„…jeden daje, drugi bierze” – rym przypomniał mu się dopiero, kiedy parkował przed domem na Bezrzeczu. Nie w porę. Chociaż czy jakakolwiek pora jest dobra na awanturę?

Przywitali się na tarasie. Kasia, owszem, przyjęła bukiet róż. Ale nie okazały się asem w rękawie. Tomek pomyślał, że nawet nieźle prezentują się na tle zwiędłych kwiatów w tarasowych donicach. Przy okazji zauważył telefon leżący na stole. Burza zaczęła się od pytania, dlaczego go nie odbierała.

– Co ja na służbie jestem? Cały dom na mojej głowie i jeszcze mam za komórką latać?

– Po co latać, wystarczyło odebrać. Na rozmowy z innymi miałaś czas.

– Jakimi innymi? Jakich innych mi wciskasz?

– Innymi osobami… Nikogo nie wciskam. Dzwoniłem, było zajęte. Więc z kimś rozmawiałaś?

– A co, nie wolno mi?

Dalej poleciały same gromy. Że całymi dniami tylko sprząta. Że ma cały dom na głowie. A on nawet głupiej klimatyzacji nie potrafi naprawić. Za to psuć – tak. Wszystko potrafi popsuć!

Chciał odpowiedzieć coś w stylu: może i tak, ale nasz związek popsułaś TY! Przypomniał sobie wpis Beaty. Ruszył do samochodu. Nie musiał walić drzwiami, żeby wbić sobie do głowy, że Kasia kłamie.

Dlaczego Tomek stwierdził, że Kasia go oszukuje?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze