Od wielu lat w Polsce systematycznie maleje liczba kradzieży pojazdów. Nie oznacza to jednak, że ich właściciele mogą dziś spać spokojnie. Amatorzy łatwego zarobku nie próżnują. Nie jest tajemnicą, że zdecydowana większość kradzionych aut pada ofiarą samochodowego „kanibalizmu”, czyli rozbierana jest na części. To m.in. wynik „dziurawych” przepisów dotyczących napraw powypadkowych i powszechnej praktyki zaniżania wysokości szkód przez zakłady ubezpieczeniowe.

Kradzież pojazdu z przeznaczeniem na części wiąże się jednak z dużym ryzykiem i koniecznością dysponowania stosownym zapleczem technicznym, chociażby w postaci tzw. „dziupli”. Nie dziwi wiec fakt, że wielu złodziei wybiera prostszą formę zarobku. Kradną wyłącznie te podzespoły, które gwarantują szybki zastrzyk gotówki. Prawdziwą plagą są dziś np. kradzieże katalizatorów.

Dzieje się tak za sprawą wykorzystywania do ich budowy drogich metali, jak chociażby palladu (stosowany jest m.in. przez jubilerów w stopach ze złotem – tzw. „białe złoto”). Około 75 proc. światowego zapotrzebowania na ten pierwiastek generuje właśnie przemysł motoryzacyjny. Za sprawą odwracania się klientów od aut z silnikami wysokoprężnymi, na przestrzeni ostatniej dekady, ceny tego pierwiastka nieustannie zwyżkują. Sytuacji nie poprawia fakt, że pierwiastek ten występuje w przyrodzie 10-krotnie rządniej niż złoto, a jego największymi „producentami” są – dyktujące ceny – Rosja i Republika Południowej Afryki.

Na kradzieże katalizatorów najbardziej narażeni są właściciele busów i samochodów terenowych. Wysoki prześwit sprawia, że dostęp do tego elementu wyposażenia jest w ich przypadku bardzo łatwy. Jeśli chodzi o same katalizatory, sprawdza się również obiegowa opinia mówiąca o tym, że dawniej samochody robiło się „porządniej”. Najwyższe ceny w skupach osiągają urządzenia stosowane w leciwych pojazdach, których wiek nierzadko przekracza dziś 20 lat.

Część punktów skupu katalizatorów publikuje nawet rankingi najdroższych katalizatorów. W ich zestawieniach królują stare modele marek niemieckich, włoskich i szwedzkich. Przykładowo – za katalizator z popularnego niegdyś BMW serii 3 typoszeregu E36 (celowo nie podajemy jednostki napędowej!) otrzymać można w skupie nawet… 4 tys. zł! To więcej niż sprzedający żądają dziś za większość wystawionych na sprzedaż pojazdów tej generacji!

Rodzi to pytanie nie tylko o obecność w tych pojazdach katalizatorów, ale też… jakość obowiązkowych badań technicznych. Zaskakująco dużo (nawet 2-3 tys. zł) warte mogą być również katalizatory niektórych modeli (wyłącznie w połączeniu z konkretnym silnikiem!) fiata czy citroena.

źródło: www.motoryzacja.interia.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze