– Przed ostatnim lotem nasz przełożony powiedział, że możemy wchodzić, na pewno jakoś się zmieścimy. On i kapral stali niedaleko samolotu, patrzyli, jak wsiadamy. Przy wejściu nikt nam nie robił trudności. Byłem przekonany, że nasz lot jest ustalony – zeznawał przed sądem jeden z ocalałych w katastrofie żołnierzy.

Antoni K. przesłuchiwany przed sądem w charakterze świadka zeznał, że jego zadaniem było pilnowanie żołnierzy, aby nie pili alkoholu i nie opuszczali terenu lotniska.

– Grupa zwróciła się do mnie z zapytaniem, czy będą mogli polecieć – mówił Antoni K. – Odpowiedziałem, że nie ja o tym decyduję. Ponieważ nalegali, poszedłem do oskarżonego Wzorka, który mi powiedział: „Pomyślimy”. Wyraził zgodę, aby w każdym locie brało udział dwóch żołnierzy.

Tymczasem Zbigniew Wzorek twierdził, że nie wyrażał zgody na przelot żołnierzy. Co ciekawe, rysopis Wzorka nie zgadzał się z relacjami jednej z kobiet, która powiedziała, że słyszała rozmowę prowadzoną przy wejściu do samolotu. Prowadził ją żołnierz w stopniu sierżanta i „jakiś mężczyzna w jasnym garniturze”. Pierwszy z nich miał powiedzieć: Wsadzę ich na ostatni lot, niech chłopaki w nagrodę się przelecą. Tego dnia jasny garnitur miał na sobie kierownik – Włodzimierz Poleszczuk, który potwierdził, że dowódca żołnierzy prosił go, aby „chłopaki” przelecieli się w nagrodę. Zeznał, że odmówił: – Powiedziałem, że zrobię dla nich lot w innym dniu, na szesnasty lot się nie zgodziłem. Żołnierzy wpuścił ktoś inny.

W jakich okolicznościach żołnierze dostali się na pokład? Jeden z pasażerów feralnego lotu zeznał, że drzwi samolotu były już zamknięte, kiedy nagle ktoś je otworzył i na pokład weszli mundurowi. Tym słowom zaprzeczał sierżant Antoni K. Stwierdził, że obserwował moment wejścia żołnierzy do samolotu i nie było przerwy między wejściem osób cywilnych a mundurowymi.

Jeśli żołnierze zostali cichcem wprowadzeni na pokład, oskarżony Antoni Cepak, skupiony na uruchomieniu maszyny, mógł ich rzeczywiście nie widzieć. Zatem nie powinien być obarczony winą za katastrofę. Potwierdzał to biegły: Przypuszczam, że gdyby pilot wiedział, co się dzieje, to mając jakiekolwiek doświadczenie, nie wystartowałby do lotu.

Kolejny biegły, sekretarz Głównej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, Tadeusz Majewski powiedział: – Naruszenie przepisów przez oskarżonego Wzorka nie miało bezpośredniego wpływu na powstanie wypadku. Moim zdaniem, nie doszłoby do katastrofy, gdyby nie żołnierze, którzy zajęli miejsce w tyle samolotu.

 

Do końca życia

Wyrok w sprawie katastrofy lotniczej zapadł po trzynastu miesiącach od tragicznego lotu. Mimo iż sprawa na początku budziła duże zainteresowanie, przy odczytaniu wyroku sala sądu świeciła pustakami. Co ciekawe, na rozprawach poza świadkami, nigdy nie pojawił się nikt z aeroklubu.

Antoni Cepak został uznany winnym nieumyślnego spowodowania katastrofy lotniczej. Wymierzono mu karę trzech lat pozbawienia wolności. Kierownik lotów – Zbigniew Wzorek dostał półtora roku w zawieszeniu. Ich obrońcy domagali się uchylenia wyroku, a prokurator postawił zarzut rażąco łagodnej kary – wnioskował o pięć lat pozbawienia wolności. 5 lutego 1986 roku Sąd Najwyższy uznał zasadność rewizji obrony i przekazał sprawę Prokuraturze Wojewódzkiej w Opolu w celu uzupełnienia postępowania przygotowawczego: Sąd Najwyższy, mając na uwadze szczególny charakter tej sprawy, wydał wyrok umożliwiający szczególnie wnikliwe i sprawiedliwe jej rozstrzygnięcie, tak aby osoby pokrzywdzone i opinia publiczna spotkały się z zadośćuczynieniem w swym odczuciu sprawiedliwości. Poszanowanie owego poczucia sprawiedliwości może nastąpić wówczas, gdy wszyscy sprawcy tej katastrofy lotniczej zostaną pociągnięci do odpowiedzialności karnej, zaś osoby niewinne odpowiedzialności nie poniosą.

W październiku 1987 roku Prokuratura Rejonowa skierowała do Sądu Wojewódzkiego w Opolu zmieniony akt oskarżenia. Objął on pilota Antoniego Cepaka i Włodzimierza Poleszczuka, kierownika Aeroklubu Opolskiego, który w pierwszej fazie procesu występował jako świadek. Finalnie Poleszczuk, jako odpowiedzialny za wszystko na terenie aeroklubu, został skazany na dwa lata w zawieszeniu.

– Ktoś musiał ponieść konsekwencje – skomentował wyrok Włodzimierz Polaszczuk.

Ofiary katastrofy i rodziny zabitych dostały odszkodowania wypłacone przez aeroklub. Tylko jedna osoba w procesie cywilnym uzyskała rentę po dwuletnim leczeniu. Pomógł jej kuzyn prawnik. Jednak nie wszyscy domagali się zadośćuczynienia. Kobieta, która straciła w katastrofie męża (sama też leciała) nie miała siły na walkę. Uczestniczyła tylko w tych rozprawach, na które wzywano ją jako świadka. Jej syn dostał rentę po ojcu.

Antoni Cepak, pierwszy pilot po ogłoszeniu wyroku powiedział: – Ja swoją karę odbywam od momentu, kiedy w szpitalu odzyskałem świadomość.

Mężczyzna przez prawie dwadzieścia lat nie był w stanie rozmawiać z dziennikarzami na temat katastrofy. Kiedy wreszcie odważył się, wspominał, że to wcale nie był piękny słoneczny dzień, jak wspominali to uczestnicy festynu… Dla niego był to koniec pięknej przygody lotniczej, która zaczęła się w 1957 roku (ukończył wtedy Centrum Wyszkolenia Lotniczego). W 1984 roku pracował jako zwiadowca wieży. Doskonale więc znał zasady i przepisy, co sprawnie wypunktowano mu w sądzie. Przyznał, że chodziło o ustalenie winnych. Dostał dwa lata w zawieszeniu, bo feralnego dnia, jako pierwszy pilot uznał, że samolot jest gotowy do lotu.

– Nie obejrzałem się za siebie. To był mój niewybaczalny błąd. Powinienem był sprawdzić, ile ludzi wsiadło do samolotu. Nie zauważyłem żołnierzy, bo przykucnęli. Ufałem tym, którzy ich wpuszczali. W lotnictwie trzeba sobie ufać nawzajem. Mogłem sprawdzić… – opowiadał po latach Antoni Cepak. – Że coś jest nie tak, wiedziałem, kiedy samolot oderwał się od ziemi. Poszedł w górę dziobem, utracił sterowność, w tym momencie silnik przestał pracować(…). Chciałem obniżyć dziób i wyrównać lot. Samolot na moment znalazł się w pozycji poziomej i nagle runął w dół. Zaczęliśmy pikować. Przechyliłem samolot na lewe skrzydło. Myślałem: skrzydło zamortyzuje wypadek i ludzie wyjdą z tego cało. Nie całkiem stało się tak, jak planowałem(…) To był mój ostatni lot i to taki bez lądowania. Nic gorszego nie może wydarzyć się pilotowi. Nigdy potem za sterami nie usiadłem. Latanie było dla mnie wszystkim…

Drugi pilot – Sławomir Nowak podobnie jak Antoni Cepak z trudem opowiadał o wydarzeniach, jakie rozegrały się 16 września 1984 roku.

Niedaleko miejska katastrofy w Polskiej Nowej Wsi stanął obelisk upamiętniający ofiary tragedii z 16 września 1984 roku.

Anna Pacuła

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]