– Stary, musimy pilnie pogadać. Spotkajmy się. To nie jest sprawa na telefon – usłyszał w słuchawce Adam Retman. „Zabawne” – pomyślał – „Przez kilka miesięcy nie miał dla mnie czasu, a raptem mu się spieszy. Ale czego się nie robi dla przyjaciół”:

– Okej, za godzinę w Kameralnej.

„O co mu chodzi?” – myślał w drodze do knajpy Adam Retman. Z Pawłem Jastrzębskim znali się jak łyse konie. Faktycznie, coraz bardziej łyse – uśmiech­nął się. Adam nie miał problemu z upływem czasu. Przejścia z młodości w wiek średni prawie nie zauwa­żył. Tyle jeszcze roboty, planów… Zdrowie dopisywało. Czym się przejmować?

Co innego Paweł. Wysoki, przystojny, wysportowany. Latem biegi, zimą narty, basen, siłownia na okrągło. Zawsze dbał o siebie, żeby podobać się kobietom. Jemu podobały się kobiety co najwyżej dwudzie­stoletnie… Ale wieku nie oszu­kasz. Po pięćdziesiątce trochę się zaokrąglił. Worki pod ocza­mi maskował kremem. Zakola próbował przykryć zaczeską… To wtedy Adam go wyśmiał, żeby pod wiatr nie chodził, bo mu fryz zwieje… Poszli do knajpy, zamówili jak za studenc­kich czasów. Lorneta i meduza. Pomogło. Pogadali, co u kumpli. Że jakoś się trzymają. Seta na bis. Za to dla dziewczyn czas mniej łaskawy. Zmienili setki na pięćdziesiątki, już pod śledzia…

Przy kolejnej wódce Paweł „popłynął”… Jaka jego dziewczyna jest wyjątkowa. Czuła, wyrozumiała. Zabawna, inteligentna. Świetna w łóżku. Artystka w kuchni. Marta – kobieta jego życia!

– Która to już? – Adam nie wytrzymał litanii zachwytów.

– Daj spokój. Poprzednie to małolaty były. Marta jest dojrzała, przed trzydziestką, niedługo skończy 27 lat.

– Nikt nie jest doskonały… – westchnął Adam. I zamówił rozchodniaczka.

Od tamtej pory prawie się nie widywali. Aż do dziś. W Kameralnej znaleźli stolik.

– Dziękuję, że przyszedłeś. Mam problem – Paweł pominął nawet zwyczajowe „Jak leci?”.

– Problem nazywa się Marta?

– Skąd wiesz?

Adam tylko wzruszył ramionami.

– Paweł, fajny facet jesteś, ale głupi. I ślepy. One lecą nie na ciebie, tylko na twoje pieniądze. Nie widzisz tego?

– Marta taka nie jest. To artystka. Chce fotografo­wać. Zapisała się na kurs fotograficzny…

– A ty oczywiście zapłaciłeś!

– E tam, żadne pieniądze…

– To w czym problem?

– W tym.

Paweł rzucił na stolik zdjęcia.

Fotografie były niewyraźne, robione aparatem z teleobiektywem, jakby przez szybę, ale można było rozpoznać osoby. Na nich młoda dziewczyna wdzięczy­ła się do kamery. W różnych pozach. Zgrabnego ciała nie przysłaniały żadne zbędne ciuszki. Na innym zdję­ciu sylwetkę dziewczyny poprawiał jakiś mężczyzna.

– Niezła z niej artystka – musiał przyznać Adam. – Skąd je masz? – zapytał.

– Od znajomego detektywa. Niepokoiłem się, że Marta coraz częściej bywa zmęczona. Kurs okazał się bardziej absorbujący, niż myślała. Coraz więcej zadań praktycznych, sesji w terenie… Podczas takich zajęć, Martę, w towarzystwie jakiegoś mężczyzny, zauważyli nasi znajomi. Powiedzieli mi o tym. Marta wytłumaczy­ła, że mieli zajęcia z fotografii miejskiej. Postanowiłem sprawdzić i zadzwoniłem do znajomego detektywa.

– Kazałeś ją śledzić! Czyli jednak zmądrzałeś! Pogoniłeś ją?

– Wiesz, może to zdjęcia z zajęć portretowych. Detektyw sprawdzi. Zdjęcia robił z dachu sąsiedniego budynku. Mówił, że spróbuje założyć podsłuch w tym lokalu, ale muszę mu dodatkowo zapłacić. Wtedy będę miał dowód do sądu.

– Jeśli te zdjęcia nie są dla ciebie wystarczającym dowodem, że dziewczyna robi cię w konia, to znak, że jednak nie zmądrzałeś! Moim zdaniem detektyw oszu­kuje, bo też chce naciągnąć cię na forsę. To pieniądze wyrzucone w błoto, bo jego dowody w sądzie nie będą miały żadnej wartości.

Dlaczego Adam Retman uważał, że detektyw chciał oszukać jego naiwnego przyjaciela?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze