Aspirant Nosowski relacjonował Bajerskiemu:

– Szefie, przed chwilą zgłoszono napad w Instytucie Rozwoju Rolnictwa. Jakby tego było mało, to dzieje się tam coś złego, bo asystent dyrektora nie może się dostać do gabinetu swojego przełożonego. To wszystko jest dość dziwne! Takie rzeczy do tej pory widziałem tylko w filmach. To prawie jak szpiegostwo przemysłowe – relacjonował aspirant Nosowski.

– Za dużo telewizji się naoglądałeś, ty mój Jamesie Bondzie. Wsiadaj do samochodu i jedź na miejsce. Ja tam dotrę najpóźniej za kwadrans – zarządził komisarz Bajerski.

Zgodnie z ustaleniami komisarz Bajerski kilkanaście minut później był już przy wejściu do instytutu. Akurat w tym samym momencie podjechał również aspirant Nosowski. Przy wejściu do parterowego budynku czekał na nich Mariusz Czajkowski, asystent dyrektora. To on zawiadomił policję o napadzie.

– Co się stało? Gdzie jest dyrektor? O jakich napastnikach pan wspominał? – policjanci zarzucili go pytaniami, prawie nie pozwalając mężczyźnie dojść do słowa.

– Porządkowałem właśnie dokumentację projektową, związaną z naszym nowym gatunkiem jabłek, który jest wyjątkowo odporny na uszkodzenia w czasie transportu – Czajkowski w krótkich słowach starał się zaspokoić ciekawość policyjnych detektywów. – Badania trwają od dwóch lat, objęte są dyskrecją, zainwestowaliśmy w to sporo pieniędzy. Staramy się o opatentowanie naszej pracy, co może przełożyć się na spore zyski. Ja byłem w swoim pokoju, na drugim końcu korytarza dyrektor Drzewiński w swoim gabinecie kończył prezentację, którą jutro mieliśmy wysłać do Paryża. Z tego, co wiem, byliśmy sami w instytucie. W pewnym momencie usłyszałem odgłos tłuczonej szyby. W panującej dookoła ciszy to było jak jakaś eksplozja! Po chwili rozległ się głos dyrektora – wzywał pomocy. Trochę się bałem, ale pobiegłem do jego gabinetu. Drzwi były zamknięte. Wołałem do szefa, ale nie odpowiadał. Nie wiedziałem, co się dzieje, więc wezwałem policję. Jeszcze potem zadzwoniłem na jego numer komórkowy, ale nie odbierał. To wszystko, co mam do powiedzenia w tej sprawie. Myślę, że najpierw trzeba wyważyć drzwi i sprawdzić, co się z stało z dyrektorem Drzewińskim.

Nie zastanawiając się długo, aspirant Nosowski poszedł do radiowozu i przyniósł łom, dzięki któremu policjanci wyważyli drzwi gabinetu dyrektora Instytutu Rozwoju Rolnictwa. Mężczyzna siedział przy swoim biurku. Oparty głową o blat sprawiał wrażenie, jakby spał. Usta miał zakneblowane taśmą samoprzylepną. Na szczęście szybko udało się go ocucić, dzięki czemu mógł opowiedzieć, co się stało…

– Robiłem już ostatnie, kosmetyczne poprawki w prezentacji, którą jutro mieliśmy wysłać do naszego francuskiego partnera. W pewnym momencie do gabinetu weszło dwóch mężczyzn w kominiarkach na twarzy. Jeden z nich wycelował we mnie pistolet, drugi pokazał palcem, że mam być cicho. Zamknęli drzwi od środka, zakneblowali mi usta, zabrali z biurka kilka ważnych dokumentów. Potem uderzyli mnie w głowę, czułem, że tracę świadomość. Słyszałem, jak wybili szybę, chyba uciekli przez okno.

Komisarz Bajerski spojrzał na dyrektora Drzewińskiego.

– Bardzo boli pana głowa?

– Ból powoli przechodzi. Posiedzę jeszcze kwadrans i myślę, że będę mógł wsiąść do samochodu i wrócić do domu. Jakbym się gorzej czuł, oczywiście zadzwonię po pogotowie.

     – Myślę, że lekarz nie będzie panu potrzebny, zresztą do domu pan nie pojedzie! Jest pan zatrzymany, bo sfingował pan ten napad. Nie wiem tylko, po co to wszystko. Co najmniej dwa fakty wskazują na to, że pan kłamie!

 

Co miał na myśli komisarz Bajerski?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze