Sporo osób wyjechało, pozostały jednak grupy imprezowiczów snujące się po mieście. I to one bywały najbardziej nieobliczalne. Zdarzało się, że zwyczajna sprzeczka po alkoholu przeradzała się w tragiczną w skutkach rozróbę, po której pełne ręce roboty mieli policjanci.

Po jednej z takich interwencji komisarz Niewiński wraz z aspirantem Antosikiem wracali do komendy. Nie ujechali daleko. Po minucie jazdy przez radiotelefon skontaktował się z nimi oficer dyżurny.

Przed chwilą dzwonił Marcin Kaleniak. Powiadomił nas o zabójstwie mieszkającej przez ścianę sąsiadki, Anny Bawarskiej. Adres: ulica Nowomiejska 17, czteropiętrowy budynek, przedostatnie piętro bez windy. Pogotowie powiadomiłem, ktoś od nich już jedzie.

Po kwadransie spędzonym na miejscu zbrodni śledczy ustalili podstawowe fakty. 58-letnia denatka została uduszona damskimi rajstopami. Zgon nastąpił 1-2 godziny wcześniej. Zamordowana mieszkała wraz ze swym konkubentem, Janem Grabskim, właścicielem kantoru wymiany walut. Pani Anna była osobą zamożną – o jej statusie majątkowym świadczyło luksusowo urządzone i bogato wyposażone mieszkanie. Funkcjonariusze stwierdzili, że sprawca lub sprawcy buszowali po 3-pokojowym lokalu w poszukiwaniu cennych przedmiotów, wyrzucając na podłogę zawartość szaf i szuflad. Wszystko wskazywało na zabójstwo na tle rabunkowym, tym bardziej że – jak mówili sąsiedzi – na pewno zginął 40-calowy telewizor stojący w salonie. Co jeszcze zniknęło, nie udało się początkowo ustalić, bo Jana Grabskiego nie było w domu. Od kilku dni przebywał w sanatorium.

– Podejrzewam, że sprawcami rabunku i zabójstwa mogą być ci sami ludzie, którzy przed miesiącem napadli na nasze mieszkanie – powiedziała policjantom mieszkająca piętro niżej Stefania Melak. – Mąż drzemał przy włączonym telewizorze, gdy usłyszał chrobot klucza w drzwiach. Nie zapalając światła, podszedł na palcach do przedpokoju i w tym momencie drzwi na klatkę schodową otworzyły się. Zobaczył dwóch młodych mężczyzn, nawet niezamaskowanych. Jeden z nich włożył stopę w szparę między framugą a drzwiami i zaczął strzelać z broni z tłumikiem. Adam, to znaczy mój mąż, ukrył się w kącie, zaczął wołać o pomoc. To wystraszyło bandziorów, uciekli. O Boże, może pomyliły im się mieszkania i znowu chcieli nas obrabować. Będę się teraz bała tutaj mieszkać, dopóki nie złapiecie winnych.

Niewiński i Antosik zaczęli przesłuchiwać pozostałych sąsiadów. Jako pierwszego poprosili na rozmowę Marcina Kaleniaka, który powiadomił policję o tragedii. Oto co usłyszeli śledczy:

– Położyłem się spać przed północą i prawie natychmiast zasnąłem. Kilkanaście minut po godzinie 1 w nocy obudziły mnie dziwne dźwięki dochodzące z mieszkania za ścianą. Usiadłem na łóżku i machinalnie spojrzałem na duży budzik stojący na moim nocnym stoliku. Była godzina 1.25. Usłyszałem przez ścianę jakieś zduszone krzyki kobiety, odgłosy szamotaniny. Podejrzewałem, że panią Annę ktoś napadł. Spojrzałem przez wizjer w drzwiach i wtedy ujrzałem plecy mężczyzny, bardzo szybko zbiegającego po schodach. Uciekający miał przewieszoną przez ramię dużą czarną torbę, był ogolony „na zero”. Musiał być wysportowany, gdyż błyskawicznie przeskakiwał po kilka stopni w dół. W pierwszej chwili chciałem go gonić, jednak uznałem, że na bosaka i w pidżamie nie mam żadnych szans. Dopiero po dłuższej chwili odważyłem się wyjść na klatkę i pójść do mieszkania sąsiadki. Drzwi były uchylone. Zobaczyłem ją na podłodze w pokoju. Na szyi miała mocno zaciśnięte rajstopy. Próbowałem je poluzować, jednak nie mogłem sobie z nimi poradzić. Dopiero wtedy zrozumiałem, że nie daje oznak życia. Wróciłem do siebie i powiadomiłem policję.

– Panie Kaleniak, jeden szczegół w tej relacji dowodzi, że pan kłamie. Jest pan zatrzymany pod zarzutem zabójstwa – stwierdził komisarz Niewiński.

Jaki to szczegół?

Rozwiązanie zagadki na następnej stronie:

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze