Kogo jeszcze diabli niosą? – komisarz Marek Ryński z komendy w P. z niechęcią sięgnął po słuchawkę. Sam musiał odbierać telefony. Ludzi wysłał w teren, tyle było zgłoszeń.

– Jakby naród nie miał się czym zająć przed wigilią i świętami – irytował się Ryński.

– Policja? Przyjeżdżajcie natychmiast na Podgrodzie! Jacyś wariaci strzelali do ludzi z wiatrówek. Jeden chłopak oberwał w głowę.

Takiego zgłoszenia Ryński nie mógł zlekceważyć. Dopytał, gdzie doszło do zdarzenia i czy wezwano pogotowie. Głos w słuchawce odpowiedział że tak, chociaż chłopakowi nic poważnego się nie stało.

Tak czy siak, trzeba było jechać. Tym bardziej że nie był to pierwszy sygnał o strzeleckich zabawach na

Podgrodziu. To osiedle było owiane złą sławą w P. Blokowiska, sporo bezrobotnych, grupy młodzieży bez zajęcia. To wśród nich zapanowała ostatnio moda na wiatrówki. Dopóki strzelali do puszek po piwie, policji to nie obchodziło. Owszem, zanotowali nazwiska, adresy podane przez czujnych sąsiadów, ale na tym się skończyło. Przy okazji wpłynęły też „grubsze” donosy. Jak to sąsiad na sąsiada: że bimber pędzi, auto zmienił, a oficjalnie jest na zasiłku…

Teraz musieli zareagować. Ryński ruszył spod komendy. Służbowa kia zarzęziła, ale odpaliła za pierwszym

razem. Radio też działało. Z głośników sączyły się świąteczne melodie. Ryński rozpoznał dźwięki kolędy „Wśród nocnej ciszy”. No tak, przecież święta. Że też w taki czas chce się komuś strzelać z wiatrówki…

Na Podgrodziu, przed blokiem podanym przez informatora, stała już karetka pogotowia. W środku siedział Damian C., którego zraniły drobiny śrutu. Chłopak miał obandażowaną głowę. Pokazywał też ślady na spodniach, pochodzące prawdopodobnie także od nabojów śrutowych. Opowiedział, kiedy doszło do zdarzenia. Pokazał drogę, którą przechodził między blokami, miejsce, gdzie zatrzymał się, kiedy coś go raniło. Wskazał kierunek, skąd mogły paść strzały.

Ryński sprawdził adresy. Porównał z informacjami, które wcześniej spłynęły do komendy od czujnych obywateli czy donosicieli. Jak zwał, tak zwał, ważne, że ich informacje potwierdzały się z danymi z wizji  lokalnej. Ryński wytypował dwa adresy. Popytał okolicznych mieszkańców. Oni też potwierdzali, że z tych mieszkań, a konkretnie z balkonów mogły paść strzały. Widywali na nich chłopaków z wiatrówkami. Ryński ruszył do

mieszkań.

– Ja nie strzelałem – zarzekał się Adam J., mieszkaniec pierwszego z mieszkań. Przyznał się, że ma wiatrówkę, ale strzela sportowo, do tarcz.

Pod drugim adresem podobnie. Ryński usłyszał, że Mirosław L. zajmuje się strzelectwem, ale nie mierzy do ludzi. Absolutnie nie, nigdy. Mirosław L. miał nawet świadka, kolegę z bloku.

Komisarz sprawdził widok z balkonów. I z jednego, i z drugiego mogły paść strzały, a śrut trafić Damiana C. Był przekonany, że któryś z chłopaków kłamie. Albo kłamali obaj. Potwierdzili, że znają się wzajemnie.

Skoro tak… Ryński ponownie zapukał do Adama J. i powiedział, że jego sąsiad Mirosław L. widział, jak strzelał z balkonu.

– On kłamie – oburzył się Adam J. – To on strzelał!

W ten sam sposób Ryński próbował „podejść” Mirosława L.

– Adam J. kłamie, to on strzelał, a teraz próbuje zrzucić winę na mnie – zareagował Mirosław L.

Jego kolega przyszedł mu z pomocą:

– Widzieliśmy go na balkonie, jak celuje. Sam słyszałem huk wystrzału!

Ryński miał serdecznie dość tego dochodzenia.

Lepiej mówić prawdę, jak się chce strzelać z wiatrówek! – zgarnął wszystkich trzech chłopaków do auta.

Z radia sączyły się dźwięki kolędy…

Komu komisarz Ryński chciał udowodnić mówienie nieprawdy?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze