Powróćmy jednak do pierwszej zbrodni, tej z 1984 roku. Poznał smak zabijania, uświadomił sobie, że nie jest to trudne, kolejne zbrodnie były już łatwiejsze.  Z jego relacji wynikało, że ofiary wybierał przypadkowo i zabijał pod wpływem impulsu, używając noża, kamieni, drągów, własnych rąk. Motyw niemal zawsze był ten sam – chęć zaspokojenia seksualnego.

Przesłuchania Leszka P. trwały godzinami bo oskarżony co pewien czas przyznawał się do nowych czynów. W czasie rozmów z policjantami był miły i grzeczny. Podobno wielokrotnie podkreślał, że jest sierotą i nie wolno na niego krzyczeć.

 

Zbrodnia goni zbrodnię

Jest więcej niż pewne, że seksualny motyw miało zabójstwo 13-letnie mieszkanki Papowa koło Wałcza Małgorzaty K., do którego doszło 11 listopada 1988 roku.  W tamten piątek zmieniono jej plan lekcji, dlatego wyjątkowo poszła do szkoły sama, bez towarzystwa siostry i koleżanek. Miała do przejścia długą na kilometr, piaszczystą, leśną drogę, łączącą wieś Papowo z przystankiem PKS. Tę samą, którą codziennie przemierzały inne dzieci, aby dostać się do szkoły podstawowej w Strącznie i szkół średnich w Wałczu. Zdarzenie miało miejsce na drodze leśnej łączącej Papowo z drogą krajową 22 (ok. 250 metrów od tej drogi). Był to atak na tle seksualnym. Sprawca najpierw ogłuszył dziewczynkę silnym ciosem w twarz, a następnie nieprzytomną zaciągnął kilkadziesiąt metrów w głąb lasu. Dziewczynka została zgwałcona i uduszona. Miała poobijane ciało. Z bólu nadgryzła palec. Padający przez prawie dobę deszcz był sprzymierzeńcem zabójcy i zacierał ślady zbrodni…

Kilka miesięcy później 17 marca 1989 roku, we Wrocławiu nieustalony i działający prawdopodobnie pod wpływem alkoholu lub narkotyków sprawca brutalnie pobił, skopał, zadeptał, udusił 27-letnią Mariolę S., a następnie zbezcześcił narządy płciowe. Odgłosów zabójstwa nie słyszał żaden z lokatorów kamienicy…

Rozległe obrażenia mózgu były przyczyną śmierci lubelskiej studentki Jolanty T. Do zabójstwa doszło w Parku Akademickim  22 stycznia 1991 roku, kilkanaście minut po godzinie dwudziestej pierwszej. Napastnik silnym uderzeniem twardym przedmiotem roztrzaskał studentce głowę, a następnie przeciągnął żywe ciało w pobliskie zarośla, gdzie – być może – je zgwałcił, zakrył kawałkami papy i pozostawił na pewną śmierć bo na zewnątrz panował kilkunastostopniowy mróz…

Podobny dramat rozegrał się w Lęborku. Wczesnym rankiem 10 lutego 1991 roku (około godziny 4.30) nieustalony sprawca zaatakował 39-letnią Danutę N. Najpierw uderzył ją twardym narzędziem w głowę, powalił na ziemię po czym zadawał kolejne ciosy, wreszcie wlókł ją po ziemi w ustronne miejsca. Napastnik wrzucił kobietę do pobliskiego rowu melioracyjnego i oddalił się z miejsca zdarzenia. Kobieta żyła jeszcze przez kilka godzin, leżała w śniegu. Nieprzytomną znaleziono przed godz. 8.30 – przewieziono ją do lęborskiego szpitala, gdzie jeszcze tego samego poranka zmarła…

4 grudnia 1991 roku, między godz. 6.00-6.15, nieznany sprawca) zaatakował mieszkankę miejscowości Chwiram koło Wałcza – 32-letnia Wacławę  G. Napastnik pobił ofiarę, zgwałcił, roztrzaskał jej głowę kamieniem ważącym kilka lub nawet kilkanaście kilogramów, a następnie wrzucił jej półnagie zwłoki na dno ruin silosu…

57-letnią Klarę G. zamordowano w dniu 28 lipca 1992 roku, po godzinie szesnastej. Kobieta wracała rowerem z cmentarza do domu, gdy na jej drodze stanął morderca (lub mordercy). Prawdopodobnie był to atak na przypadkową ofiarę – kobieta znalazła się w złym miejscu o złej porze. Napastnik zrzucił kobietę z roweru, zaciągnął w pobliskie zarośla – tam wywiązała się zacięta walka, w wyniku której Klara poniosła śmierć. Niestety, zwłoki znaleziono dopiero półtora miesiąca później, gdy były one już w stanie niemal kompletnego rozkładu gnilnego co  uniemożliwiło precyzyjne ustalenie przyczyny zgonu…

Kolejny przypisywany „wampirowi z Bytowa” dramat rozegrał się 13 listopada 1992 roku, gdy w okolicach Bełchatowa zamordowano 20-letnią mieszkankę Szczerowa Iwonę R.  Kobieta została uduszona, a jej nagie zwłoki wrzucone do rzeki. ..

Na liście domniemanych ofiar znalazły się jednak trochę zagadkowe ofiary. Ot, choćby 47-letni handlowiec, który zatrzymał się na krótki odpoczynek, na przydrożnym parkingu przy drodze Wałcz-Czaplinek. Mężczyzna odszedł w ustronne miejsce „za potrzebą”, wtedy z zarośli wyszedł Leszek P. i miał zaproponować mu odbycie stosunku seksualnego. Oburzony mężczyzna chciał uderzyć młodzieńca w twarz, doszło do szamotaniny, w trakcie której P. zadał kilkanaście ciosów trzymanym w ręku nożem. Denat miał ponad 20 ran kłutych, podcięte gardło i żuchwę. Wszystkie obrażenia nastąpiły jedno po drugim. Zmarły bronił się, czego dowodem są rany na rękach i plecach. Ciało po zgonie zostało przeciągnięte po ziemi do leśnego zagajnika, kilkadziesiąt metrów od pobocza drogi.  Zabójca zabrał ofierze dyplomatkę, obrączkę oraz nieustaloną ilość breloków i innych elementów sztucznej biżuterii. Dwadzieścia lat temu, prowadzący w tej sprawie śledztwo policjanci twierdzili, że zabójca prawdopodobnie odbył stosunek ze zwłokami. Zarzut popełnienia tej zbrodni został w dniu 28 maja 1993 r. postawiony Leszkowi P. Mężczyzna  wyjaśniał, że w czasie żniw dokonał zabójstwa jakiegoś mężczyzny przy parkingu leśnym. Przekonywał, że  spotkał swoją ofiarę rano, po przespanej w lesie nocy. Zaproponował temu mężczyźnie, że chciałby się z nim kochać, jednak ten odepchnął Leszka i zaczął go bić. Biorąc udział w wizji lokalnej, przeprowadzonej 3 czerwca 1993 roku na miejscu zbrodni złożył obszerne wyjaśnienia, jednak miał wyraźne problemy z orientacją w terenie.

Jeszcze bardziej dziwne i niezrozumiałe wydaje się przypisywane Leszkowi P. zabójstwo kaprala Andrzeja M., słuchacza słupskiej Szkoły Podoficerskiej Milicji Obywatelskiej, który zimową nocą 1987 roku, razem z kolegą,  pełnił wartę na strzelnicy sportowej. Młody mężczyzna Kapral zginał podczas rutynowego obchodu strzelnicy ugodzony jednym uderzeniem noża, który uszkodził organy wewnętrzne i doprowadził do szybkiej śmierci z powodu wykrwawienia. Kilkanaście minut wcześniej dwóch milicjantów odwiedzi w punkcie wartowniczym nieznany im mężczyzna. Chciał się ogrzać, ale z powodu dziwnego zachowania został wyproszony z wartowni. Zaraz potem kapral M. udał się w swój ostatni obchód, w czasie którego zadano mu śmiertelne ciosy.

Nie wszystkie czyny, o które obwiniano oskarżonego, miały podtekst seksualny. Dziwny i niezrozumiały wydawał się powód zabójstwa 69-letniej Janiny H. Sprawca 14 czerwca 1988 roku zaatakował kobietę w jej domu w Białogardzie, zadał trzy ciosy w szyję szpiczastym narzędziem. Chęć rabunku kierowała człowiekiem, który 16 marca 1989  roku zaatakował samotnia mieszkającą we wsi Cychry koło Debna (woj. zachodniopomorskie) 78-letnią Helenę W. Mężczyzna przedstawiał się jako pracownik opieki społecznej z Poznania, ponieważ kobieta ledwie wiązała koniec z końcem chętnie wpuściła go do domu. Chwilę później nieznajomy pobił ją, zadał kilka ciosów nożem kuchennym po czym splądrował mieszkanie. Pani Helena zmarła po 7 dniach walki o życie w szpitalu w Dębnie.

< 1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]