Jedynym hobby Leszka P. było podróżowanie po Polsce pociągami. Miał dużo wolnego czasu, zabierał ze sobą zwykła foliową reklamówkę i jechał na dworzec. Jeździł po całej Polsce, pojawiał się nagle i znienacka w różnych miastach. To pewnie dlatego wielu przypisywanych mu w akcje oskarżenia zabójstw nie wiązano w ogóle jego osobą. Ćwierć wieku temu nikomu nie przyszło do głowy, że w Polsce może działać tak groźny seryjny morderca.  Z drugie strony nie ma się czemu dziwić. Trzeba mieć świadomość, że w latach 90. Nie było jeszcze komputerowych baz danych, Internetu, a o analizie kryminalnej dzięki skomplikowanym programom komputerowym nikt wtedy nie słyszał.

Wiosną 1994 roku przewieziono go na obserwację sądowo-psychiatryczną w Krakowie. Biegli nie stwierdzili u niego choroby psychicznej, niemniej rozpoznano u niego objawy i cechy świadczące o uszkodzeniu ośrodkowego układu nerwowego. Rozpoznanie: lekkie upośledzenie umysłowe, podkorowy zanik mózgu znacznego stopnia. W wydanej opinii stwierdzili m. in.: „Leszka P. psychiatra może zakwalifikować jako zboczeńca – nekrofila. (..) nekrofilia jest rzadko spotykana u osobników niedorozwiniętych umysłowo. U Leszka P. dochodzi do tego jeszcze zadawanie śmierci, przy którym też prawdopodobnie odczuwał przyjemność. (…) jego dzieciństwo obdarte było ze wszelkich uczuć.”

– Skończony skur… – powiedział o nim dwadzieścia lat temu jeden ze słupskich policjantów.-  Całe życie bazował na tym swoim dzieciństwie. Brał na litość. Tak naprawdę jest potwornym egoistą. Pamiętam jego pierwsze przesłuchanie. Wszedł krótko przystrzyżony, w za długim płaszczu. Jak on się wtedy bał, kulił przy każdym głośniej wypowiedzianym słowie. W trakcie składania zeznań zaczął czuć się ważny, wreszcie go słuchano, a to najwyraźniej mu imponowało. Zaskoczyło mnie, że ten prosty chłopak, taka wiejska fajtłapa o wątpliwej inteligencji, miął fenomenalną, wręcz fotograficzna pamięć i podawał szczegóły zdarzeń nawet sprzed kilku lat. Wszystkie zdarzenia zwyrodnialec relacjonował z detalami. Nie mieliśmy wątpliwości, że nie konfabuluje – opowiadał o szczegółach, które mogły być znane wyłącznie sprawcy, gdyż nigdy nie były upubliczniane.

 

Nie umiem się bronić przed policją

W trakcie śledztwa przeprowadzono 29 wizji lokalnych. Skorzystano z opinii kilkunastu biegłych, Wykorzystano nowatorską na ówczesne czasy analizę kodu genetycznego DNA. Całe postępowanie, prowadzone przy nadzwyczajnym zaangażowaniu sił, kosztowało ponad pól miliarda starych złotych. Wydawało się że proces sądowy w tej bulwersujące sprawie – pomimo ogromu zbrodni ciążących na oskarżonym – nie będzie trudny i skomplikowany. Wszak Leszek P. bardzo chętnie współpracował ze śledczymi, nie mataczył, nie oszukiwał, chętnie składała wyjaśnienia. Tymczasem po odczytaniu aktu oskarżenia – co zajęło prokuratorowi ponad pięć godzin – Leszek P. niespodziewanie oświadczył, że jego przyznanie się do winy został wymuszone przez policję, która tym sposobem chciała sobie „wyczyścić papiery”.

– Proszę Wysokiego Sądu! Przemyślałem i chciałbym odwołać moje przyznanie się do zabójstw – oświadczył Leszek P. podczas pierwszego dnia procesu przed Sądem Wojewódzkim w Słupsku.

– Przyznaję się jedynie do jednego gwałtu.  Wcześniejsze przyznania się d wszystkich zbrodni zostało wymuszone przez prowadzącą śledztwo ekipę prokuratorsko-policyjną.  Na przykład w sprawie zabójstwa 17-letniej Sylwii R. zastraszono mnie pałką. Dlatego się przyznałem, bo wiedziałem, że policja jest agresywna. Prokurator groził mi, że rodziny ofiar albo inni ludzie zabiją mnie, jeśli zostanę uwolniony lub dostanę łagodny wyrok. Krzyczał na mnie i kazał mi się do wszystkiego przyznać. Szykanowano mnie też inaczej, że dostanę karę śmierci albo 25  lat, jeżeli się nie przyznam. Jestem trochę słaby psychicznie i nie umiem się bronić przed policją. Na wizje lokalne początkowo nie chciałem jeździć, ale mnie do tego nakłoniono. Potem nawet mi się spodobały te wyjazdy i traktowałem je jak wycieczki.

– Skąd zatem oskarżony znał tyle charakterystycznych szczegółów z miejsc zbrodni, które mógł znać tylko ich sprawca – dociekał prokurator.

– Policjanci mi opowiadali o tych przestępstwach, niekiedy kazali mi się uczyć dat i szczegółów. Resztę trochę zmyślałem, niekiedy zgadywałem, to znów się domyślałem. Przecież to każdy wie, że ściany mieszkań większości domów na wsi są pomalowane na żółto więc łatwo było mi to przewidzieć.

Również w mowie końcowej Leszek P.  zapewniał o swojej niewinności: – Jestem łatwowiernym człowiekiem i zostałem łatwo przekonany przez to, co mówili policjanci. Jestem opóźniony umysłowo i jeśli ktoś mnie naciska, ja się załamuję. Wtedy przyznaję się do rzeczy, których nigdy nie zrobiłem. Strasznie się boję. Prokurator groził mi, że rodziny ofiar albo inni ludzie zabiją mnie, jeśli zostanę uwolniony lub dostanę łagodny wyrok. Krzyczał na mnie i kazał mi się do wszystkiego przyznać. Szantażowali mnie, obiecywali łagodniejszy wyrok i lepsze traktowanie.

< 1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]