Wkrótce po wprowadzeniu się do Park City żyjący samotnie Jan Elliott kupił sobie małego pieska. Dał mu na imię Jessie i nauczył aportowania. „Najbardziej przyjazne stworzenie na świecie. Niegroźne, nie wadzące też nikomu” – wzrusza się właściciel zgładzonej przez Radera suczki Jessie. Piesek miał tylko jedną wadę: gdy nadchodziła burza, wpadał w panikę, bez trudu przeskakiwał wysokie ogrodzenie i uciekał na ulicę. Tam niestety podlegał władzy miejskiego hycla Radera, który trzy razy z wysokości swego urzędu upominał Jana Elliotta o jego obowiązkach.

– Nigdy przedtem nie spotkałem tak aroganckiego człowieka. Sytuacja nie usprawiedliwiała jego aż takiej wyniosłości. Mówił do mnie takim tonem, jakbym był jakąś pośledniejszą formą życia – wspomina Elliott. Po trzech upomnieniach Rader wypisał mandat na 250 dolarów.

– Nie mam takich pieniędzy – powiedział szczerze właściciel Jessie.

– No to muszę psiaka zabić – stwierdził hycel.

I tak uczynił. Zabił Jessie ze służbowej strzelby. Później miało się okazać, że w piwnicy swego domu miał kosz wypełniony obrożami swoich ofiar.

 

A Jan Elliott nie mógł przeżyć śmierci przyjaciela i wyprowadził się z Park City.

Przed południem jednego z sierpniowych dni 1998 roku w gabinecie mecenasa Patricka Waltersa odezwał się telefon. Dzwonił sąsiad jego matki z Park City. Patrzy przez okno i widzi jak jakiś człowiek w mundurze straży miejskiej strzela do jej psa. Prawnik natychmiast wsiadł w samochód i zastał Dennisa Radera w ogrodzie starannie ogrodzonej posesji. Pies imieniem Shadow nie został trafiony pociskami usypiającymi z jego strzelby i biegał jak opętany między grządkami róż. Wywiązała się kłótnia. Walters zażądał opuszczenia posesji. Rader odmówił, powołując się na swe uprawnienia. Shadow rzekomo biegał po ulicy i zasłużył na uśpienie, a następnie odwiezienie do klatki schroniska dla bezpańskich psów, skąd można go będzie wykupić po zapłaceniu kary. Do strażnika nie przemawiał fakt, że pies aktualnie znajduje się nie na ulicy, lecz na swoim terenie. Kłótnia groziła prawdziwą konfrontacją, lecz na wezwanie sąsiada nadjechał szef policji Park City i zażegnał konflikt.

Gdy Rader odjechał, okazało się, że celowo zostawił otwartą bramę, a pies Shadow od razu wykorzystał okazję i uciekł w miasto, skąd wrócił dopiero po kilku godzinach. Na wolności znów zlokalizował go Rader i bezskutecznie ścigał psiaka samochodem po ulicach i parkach. W trzy dni później przyjechał do właścicielki z plikiem wypisanych mandatów. Kobieta odmówiła ich przyjęcia, co jeszcze bardziej wzmogło natarczywe zachowanie strażnika. Przez wiele kolejnych dni koczował pod jej domem w samochodzie lub patrolował ten rejon ulicy kilkanaście razy dziennie. Sprawa w końcu trafiła do sądu. Rader stawił się przygotowany jak do sprawy o kapitalnym znaczeniu. Miał teczkę dokumentów, taśmy magnetofonowe z nagraną relacją z własnym komentarzem i głosem oskarżonej kobiety oraz kasetę wideo pokazującą pogoń za psiakiem uciekającym po ulicach. Zapadł wyrok: 25 dolarów kary. Rader odniósł zwycięstwo godne większej sprawy.

Do reporterów zgłosiła się kolejna osoba, która podobnie jak Jan Elliott była zmuszona sprzedać dom w Park City i wynieść się z tej dobrej dzielnicy z powodu natarczywości Dennisa Radera. Misty King, kobieta w średnim wieku, nie potrafiła znieść narzucania się strażnika w celach dość dwuznacznych. Kilka razy dziennie parkował swój samochód pod jej domem i wgapiał się w okna. Czasem widziała jego twarz przyklejoną do okien kuchni lub pokoju wypoczynkowego. Naciskał też dzwonek przy frontowych drzwiach, próbując doręczyć kolejne ostrzeżenia lub mandat za jakieś drobne uchybienia na posesji. Choć za wszelką cenę próbowała utrzymywać wzorowy porządek, zawsze znajdował coś nowego, do czego mógł się przyczepić.

Z początku Misty King tłumaczyła sobie jego postępowanie wybujałymi ambicjami drobnego funkcjonariusza miejskiego, delektującego się swą władzą. Potem jednak zaczęła kojarzyć fakty. Dennis Rader pojawił się pod jej drzwiami w 1998 roku natychmiast po tym, gdy jej mąż trafił po bójce do szpitala z ciężkimi obrażeniami. Zaoferował pomoc i był wyjątkowo miły. Powtarzał te opiekuńcze gesty również wówczas, gdy jej mąż wrócił ze szpitala do domu. Był zawsze pod ręką po rozwodzie i wyprowadzeniu się męża z domu, oferując opiekę. Potem do domu wprowadził się nowy partner Misty King, co wywołało natychmiastową natarczywość strażnika. Zasypywał ją mandatami za zbyt wyrośniętą trawę przy ogrodzeniu i za mycie samochodu na podjeździe. W krótkim okresie czasu otrzymała sześć mandatów. Gdy telefonowała na policję ze skargami na dokuczliwe zachowanie strażnika, zbywano ją słowami: „On tylko wykonuje swoje obowiązki”. Bezkarny Dennis Rader nie ukrywał swoich intencji. Wyraźnie dawał jej do zrozumienia, że wszystkie kłopoty ustaną, gdy kobieta wyrzuci przyjaciela z domu.

Aktu najwyższej zemsty, będącego w zasięgu jego władzy, dokonał na psie. Latem 2001 roku udało mu się złapać jej czworonoga, przemiłego mieszańca. Psisko już nigdy nie wróciło do domu. Gdy Misty King przybyła do schroniska, by wykupić stworzenie, powiedziano jej, że musi osobiście rozmawiać z Raderem. On zaś celowo unikał spotkania z kobietą przez kolejne pięć dni, po upływie których można już było psa uśpić, w majestacie prawa.

Tak się właśnie stało. A Misty King sprzedała dom i wyprowadziła się z Wichita.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze