Katarzyna P. nie przepadała za telewizją. Wolała aktywny wypoczynek: pływanie, jogging, jazda na rowerze. Gdy była w domu, zamiast po pilota, sięgała po książkę. Ponieważ jednak jej mąż uwielbiał filmy i seriale sensacyjne, chcąc nie chcąc od czasu do czasu jednym okiem zerkała na ekran. Przeważnie po to, żeby stwierdzić, że współczesna telewizja to już nawet nie guma do żucia dla oczu, ale środek wymiotny dla całego organizmu. Tyle krwi, przemocy, obrzydliwości…

Teraz przypomniała sobie jeden z takich filmów. Psychopatyczny seryjny morderca porywał dziewczyny z ulicy i więził je w jakiejś opuszczonej ruderze. Ofiary były bite i gwałcone, a na koniec bestialsko zabijane przez dewianta. Tylko ostatniej udało się uciec i powiadomić policję. Co ciekawe, sprawca na co dzień był spokojnym i miłym człowiekiem.

Nie przypomniała sobie tego filmu bez powodu. Miała wrażenie, że znowu go ogląda. Nie siedzi jednak wygodnie na kanapie przed telewizorem, ale jest jedną z ofiar okrutnego zwyrodnialca. I nie wyjdzie cało z tego piekła…

Jak zakończyła się tak historia? Przekonaj się sięgając po lipcowego „Detektywa”.

Ten i inne tematy kryminalne poruszamy w „Detektywie” nr 7/2020  w sprzedaży od 16 czerwca 2020 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze