Wyłudzanie danych osobowych to masowa działalność przestępcza. Jak szacują eksperci finansowi, klienci firm pożyczkowych i banków tracą w ten sposób rocznie nawet 1,7 mld zł. Udaje się udaremnić ledwie kilka tysięcy prób.

Praktycznie nie ma bezpiecznych baz, w których gromadzone są nasze dane. Szpitale, e-sklepy, operatorzy komórkowi, a ostatnio nawet wyższe uczelnie to miejsca, skąd w 2019 r. wyciekły dane osobowe Polaków.

Dla wielu osób ich utrata to dopiero pierwszy stopień do piekła. Po jakimś czasie poszkodowani dowiadują się, że muszą spłacać pożyczkę, którą na ich konto zaciągnęli oszuści. Eksperci serwisu ChronPESEL.pl (partner Krajowego Rejestru Długów) ostrzegają: zjawisko wycieków będzie się nasilać.

Za każdym razem, gdy idziemy do urzędu, banku, przychodni, piszemy CV, zamawiamy nocleg w hotelu czy robimy zakupy przez internet, zostawiamy ślad w postaci naszych danych. Bardzo często, np. u lekarza czy w banku, jesteśmy zmuszeni podawać numer PESEL, informację szczególną, która powinna być pilnie strzeżona.

– Numer PESEL jest naszym drugim DNA. Otrzymujemy go raz na całe życie. Przekonanie, że bank czy szpital jest instytucją zaufania publicznego, a więc odpowiednio dba o zgromadzone dane, jest jednak złudne. W dzisiejszej rzeczywistości zjawisko wycieków będzie przybierać na sile. Wpływ na to mają zarówno technologie, jak i pracownicy firm i instytucji, którzy nierzadko zapominają o zasadach bezpieczeństwa  – mówi Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Jeśli PESEL wraz z i imieniem i nazwiskiem dostanie się w niepowołane ręce, to może być bardzo źle. Dysponując takimi danymi, można na nieświadomą osobę wziąć kredyt, podpisać umowę na telefon, kupić drogi sprzęt na raty lub zarejestrować firmę, aby potem wyłudzać towary.

Źródło: www.gazeta.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze