Maria i Bronisław Tyszerowie, właściciele składu fortepianów, mieszkali na pierwszym piętrze przy ulicy Piotrkowskiej 117 w Łodzi. Na parterze tegoż budynku mieścił się ich sklep. Na czarnej płycie szyldu nad wejściem widniało nazwisko Grzegorzewski (tak miał na nazwisko pierwszy mąż pani Marii, który zmarł wiele lat wcześniej). Tyszerowie byli bezdzietni, prowadzili przykładny tryb życia. Jedyną ich rozrywką była gra w karty z krewnymi. Karciane wieczory nigdy jednak nie trwały dłużej niż do godziny 22.

W poniedziałek 12 listopada 1928 roku, po godzinie 10, dozorca ich domu zaniepokoił się, że skład z fortepianami jest jeszcze zamknięty. Państwo Tyszerowie nie mieli przecież daleko do pracy. – Coś musiało się wydarzyć – przemknęło mężczyźnie przez głowę. Ta nowa, niespotykana wcześniej sytuacja wyprowadziła go z równowagi. Zamiatając ulicę, wytrzymał jeszcze tylko chwilę. Wreszcie rzucił miotłę i przez okno zajrzał do sklepu. Nie dostrzegł nic niepokojącego. Nie odpuścił jednak. Poszedł prosto do mieszkania państwa Tyszerów. Pukał, dzwonił… Cisza. Co robić? – pomyślał. Na pracy nie mógł się skupić, myśli zajmowała mu ta zagadkowa sytuacja. Udał się więc do Engelberta Tyszera, brata Bronisława. Może on coś będzie wiedział.

Przed 90 laty, w Łodzi, doszło do brutalnego zabójstwa, które wstrząsnęło nie tylko lokalną opinią publiczną. Zabójca trzech osób w ogóle nie żałował popełnionych zbrodni. Dlaczego? Przeczytasz o tym w reportażu Alicji Majcz „Krew w składzie fortepianów”.

Więcej ciekawych i intrygujących tematów kryminalnych znajdziesz  w najnowszym miesięczniku „Detektyw” nr 6/2018 w sprzedaży od 15 maja 2018 roku, a także w wersji elektronicznej  do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze