Dla niektórych wieś śmierdzi. Zwierzęta nie dają żyć mieszkańcom. Koguty pieją od bladego świtu, a krowy przeraźliwie muczą. W tyle nie pozostają także sami rolnicy, którzy nie dość, że nawożą pole śmierdzącym obornikiem, to jeszcze hałasują kombajnami. Jak się okazuje, nie pozostają oni bezkarni, ponieważ za swoją pracę mogą otrzymać mandat.

Sprawa swój początek ma u mieszkańców wsi, którzy w poszukiwaniu spokoju wyprowadzili się z wielkiego miasta na sielską wieś. Sielskość okazała się jednak złudna, bo „mieszczuchy” szybko przekonali się, że wieś nie tylko śmierdzi, ale jest też głośna. O tym, że nie każdy rozumie realia wiejskiego życia przekonał się rolnik z dolnośląskiej Oławy. Jak przyznaje, chciał zdążyć ze skoszeniem zboża przed prognozowanym deszczem, dlatego zdecydował się wyjechać w pole już po godzinie 22. Żniwa przerwała jednak interwencja policjantów, którzy wezwani zostali przez mieszkańców sąsiadujących z polem bloków. Mundurowi nałożyli na rolnika mandat w wysokości 500 zł. Powód? Zakłócenie ciszy nocnej. Efekt? Rolnik mandatu nie przyjął tłumacząc, że jego praca to nie chuligańskie wybryki. To jednak nie pierwsza interwencja policji w sprawie pracy w polu. Rolnik przyznał, że zdarzało  się już wzywanie służb po sypnięciu obornikiem, „bo śmierdziało” i wtedy, gdy wyjeżdżając z pola, zaciągnął błoto na drogę, „bo śmieci”.

AR

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze