Nestorem wśród mieszkańców wsi jest 93-letni dziś pan Tadeusz, żywa kronika dużej wsi położonej na tzw. Mazurach Zachodnich, przed wojną zwanych Prusami Górnymi (Oberland). Wtedy miejscowość ta również nosiła niemieckie miano, ale pewnie ze względu na pofałdowanie terenu została nazwana Górniki.

Kiedy we wrześniu 1945 roku pan Tadeusz, jako 20-letni kawaler, sprowadził się tam wraz z rodziną z pobliskiego Mazowsza, w gospodarstwie na obrzeżach wsi mieszkali jeszcze Niemcy, poprzedni właściciele. Był wśród nich jeden staruszek oraz kobiety i dzieci, bo mężczyźni, jako żołnierze Wehrmachtu, nie zdążyli wrócić z frontu, przeważnie trafiając do obozów jenieckich, a stamtąd na Syberię. Nie minęło wiele czasu i niemiecką familię wywieziono za Odrę, a w Górnikach zaczął dominować żywioł polski, w tym przesiedleńcy z Kresów.

Osadnicy z całej Polski

Pierwszym sołtysem został Feliks Kruk, chłop na schwał, silny jak tur kowal. Dzięki jego niepospolitej energii w zdewastowanych budynkach przedwojennej szkoły urządzono pierwszą izbę lekcyjną. Było to wydarzenie historyczne i kowal zbierał zewsząd dowody uznania, najczęściej przejawiające się w postaci butelki „siwuchy”, czyli gorzałki wytwarzanej domowym sposobem. Był to najlepszy w tych pionierskich czasach sposób na nawiązywanie znajomości i przyjaźni, zwłaszcza gdy na tzw. Ziemie Odzyskane zjeżdżała ludność z różnych stron kraju, w tym z centralnej Polski, zza Buga, a potem także z Podkarpacia, w ramach akcji „Wisła”. Chociaż były wyjątki, ponieważ kowal Kruk przyjechał do Górnik z Małopolski. Nie kierowała nim chęć przeżycia przygody, ani nie ukrywał się jako np. żołnierz Armii Krajowej – co widzieliśmy w filmie „Róża” – na terenie zwanym Dzikiem Zachodem, gdzie łatwo było zgubić za sobą ślady. Po prostu uciekł od żony i dwójki dzieci, które zostawił w poprzednim miejscu zamieszkania, w województwie krakowskim. Kruk zamieszkał w schludnym domku stojącym na uboczu wsi, obok charakterystycznej, murowanej z czerwonej cegły stacji transformatorowej. Najpewniej przed wojną mieszkał tam pracownik elektrowni.

Co było powodem ucieczki Kruka w odległe strony, można się tylko domyślać. Ale przecież takich rozbitków życiowych krążyło wtedy wielu. Ważniejsze stawało się to, że udawało im się znaleźć miejsce w nowym życiu.

Jak potoczyły się dalsze losy Kruka i jak doszło do zbrodni, przeczytasz w „Detektywie Extra – Kryminalny Świat PRL-u” nr 4/2019 w tekście Macieja Piasta pt. „Krwawa ręka kowala”.

Więcej historii kryminalnych z minionej epoki znajdziesz w najnowszym kwartalniku „Detektyw Extra” nr 4/2019 w sprzedaży od 22 października 2019 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze