Jesienią 1975 roku profesor Uniwersytetu Warszawskiego Hubert T. spacerował po lesie w okolicach miejscowości P. w ówczesnym województwie radomskim. Od okolicznych mieszkańców słyszał wiele opowieści z czasów II wojny światowej o partyzantach, a zwłaszcza o ich przywódcy „Ryszce”. W lesie szukał śladów ich bytowania, by legendę zamienić w udokumentowaną historię. Gdyby wiedział, co kryje kurhan, zapewne omijałby to miejsce z daleka.

Badacz Instytutu Archeologii rozpoczął oględziny terenu i niewielkie wykopaliska. Po trzech dniach natrafił w lesie na nienaturalnie wyglądające wzniesienie. Jego zdaniem miejsce to, pokryte mchem oraz trawą i mające średnicę około 12 metrów, mogło być pradawnym kurhanem. W porozumieniu z władzami uczelni postanowił sprawdzić swoje przypuszczenia i wykonać wykop, by upewnić się, że obiekt nie został ukształtowany przez naturę lub nie był tylko zwykłą hałdą śmieci.

Po kilku godzinach pracy nieoczekiwanie natrafił na ludzki szkielet. Postanowił nie informować o znalezisku swojego instytutu, gdyż z pewnością nie były to szczątki z epoki neolitu czy żelaza… Kiedy dokopał się do czaszki, zaczął podejrzewać, iż natrafił na zwłoki partyzanta. Był to szkielet mężczyzny z dziurą najprawdopodobniej po kuli w tylnej części czaszki, a jego stan wskazywał na datę śmierci 20-30 lat wcześniej. Dla pewności profesor T. zabrał ze sobą kilka kości do zbadania wieku szkieletu.

Jego badania potwierdziły, iż mężczyzna zginął około 1940-1950 roku. Postanowił wrócić do lasu i zbadać dokładniej miejsce znaleziska, zanim śledztwo przejmie SB i utajni jego wyniki. Ku swojemu zaskoczeniu, po rozkopaniu mogiły znalazł w niej kolejne pięć szkieletów. Był tak przerażony odkryciem, że wpadł w panikę.

 

Z jednej strony był wstrząśnięty rozmiarem zbrodni, gdyż wszyscy zostali zabici strzałem w tył głowy, a z drugiej odczuwał strach przed ówczesnym reżimem, który powinien był o odkryciu zawiadomić. Obawiał się represji. Jego zdaniem każdy z sześciu mężczyzn był ofiarą komunistycznych służb bezpieczeństwa, które w ten sposób rozprawiały się z tzw. reakcyjnym podziemiem.

Profesor tak przeraził się swoim odkryciem, że zdecydował się uciec do USA, a o znalezisku poinformował SB anonimowym donosem. W Stanach Zjednoczonych archeolog przyjął nazwisko Thompson.

Sprawą zbadania szkieletów zajął się kapitan Roman Sawicki. Młody oficer miał za zadanie usunięcie zwłok z lasu, zbadanie ich, ustalenie tożsamości ofiar oraz schwytanie sprawców. Pomimo faktu, iż o znalezisku SB dowiedziało się od anonimowego informatora, oficer zdawał sobie sprawę, iż szkielety odkopał profesor T.

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze